Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Niemiecka słabość

Niemcy po finale.

Odkąd sięgam pamięcią piłkarska reprezentacja Niemiec przed wielkimi turniejami była charakteryzowana głównie przy użyciu dwóch przymiotników. Początkowo Niemcy byli starzy, a później – kiedy już najwyraźniej odmłodnieli – stali się po prostu słabi, na każdą kolejną imprezę przysyłając najgorszą drużynę w historii.

Niemiecka słabość traktowana jest jako piłkarski dogmat i jedna z niewielu stałych pośród tysięcy zmiennych na tym szalonym świecie. Bez wątpienia słusznie, bo reprezentacja Niemiec swojej beznadziei dowodzi w ostatnich latach niemal na każdym kroku. Przemiana z zespołu urodzonych zwycięzców w zgraję nieudaczników z rozdygotanym emerytem w bramce musi u naszych zachodnich sąsiadów spowodować szok, a u niektórych nawet depresję.

Franz Beckenbauer mógł tylko zadumać się i powspominać wspaniałe czasy po fatalnym występie swoich następców na mundialu w Korei Południowej i Japonii. Nędzny srebrny medal, który wywalczyli tam Niemcy, można by jeszcze – przy sporej dozie dobrej woli – uznać za zwykły wypadek przy pracy, gdyby nie seria ich późniejszych upokorzeń. Nie ulega przecież wątpliwości, że jeszcze gorzej niż w dalekiej Azji – choć wydaje się to niemożliwe – zagrali na kolejnych mistrzostwach świata. Niech nie zwiodą nas niemiecka propaganda sukcesu i uśmiechy sympatycznego Jurgena Klinsmanna – brąz zdobyty na własnym terenie to oczywista kompromitacja, po której ulicami Berlina powinien przejść kondukt żałobny. Nie dziwota, że po mundialu Klinsmann chyłkiem zwiał do Kalifornii.

Od tego dna Niemcy nieznacznie odbili się podczas zakończonych niedawno mistrzostw Europy. Wicemistrzostwo Starego Kontynentu – nie ma tutaj najmniejszych wątpliwości – to jednak kolejny dowód na słabość niemieckiej reprezentacji. Nie bez wpływu na tę mizerię jest fakt, że jej kluczowi piłkarze grają w tak przeciętnych klubach jak Chelsea Londyn, Real Madryt czy Bayern Monachium. Dla porównania: w wymienionych klubach występuje tylko jeden Polak, w dodatku nie mający żadnych szans na grę w reprezentacji, bo są od niego lepsi. To chyba najlepiej świadczy o powadze niemieckiego problemu.

Kryzys, w jakim tkwi niemiecka piłka, jest zaiste potężny – w XXI wieku żadna nacja nie kompromitowała się w futbolu tak często i wyraźnie. Nie widać też żadnych perspektyw na rychłą poprawę. Może i lepiej, bo aż strach pomyśleć, co to będzie, gdy reprezentacja Niemiec zostanie w końcu uznana za silną.

środa, 02 lipca 2008, bartoszewsky

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/07/02 14:41:16
Mała autoreklama - przed finałem napisałem u siebie

"Medialna kariera Mannschaftu na tym turnieju przypomina sinusoidę czy raczej kolejkę górską. Zwłaszcza w Polsce. Przed naszym meczem byli to najsłabsi Niemcy od... (proszę wpisać datę), po - faworyci do złota. Austriacy mieli ich odesłać do domu, Portugalczycy wgnieść w ziemię. Turkom nie mieli dać żadnych szans, w finale Hiszpanie mają ich zniszczyć."

Napinka, zwłaszcza polska, jest śmieszna, ale problem istnieje. Ok, zawsze dawniej było lepiej, ale... europejskie puchary nie kłamią. Bundesliga w ostatniej dekadzie drastycznie obniżyła swoją wartość. Z jednej strony nie nadąża finansowo (choć trybuny są pełne), z drugiej - pełno w niej przeciętniaków. Co gorsza - nie niemieckich.

Drugi wskaźnik też jest znaczący. Żyjemy w czasach, w których dobry piłkarz gra wszędzie. Nawet Hiszpan i Włoch. A Niemcy? Przez dobrych trzydzieści lat posiadania Niemca w składzie, dla drużyny Serie A (a gdy ci zamknęli rynek, Hiszpanów) to była nobilitacja. Dziś?
-
Gość: aaaaa, 35.58.pxs.pl
2008/07/02 15:09:12
swietny tekst