Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Ricken mówi "tschüs"

Po finale mistrzostw świata w 2002 roku na szyi Larsa Rickena zawisł srebrny medal. Trudno powiedzieć, żeby go wywalczył, bo na turnieju w Korei Południowej i Japonii nie zagrał nawet przez minutę. Nic dziwnego – do reprezentacji trafił w ostatniej chwili, zastępując kontuzjowanego Sebastiana Deislera.

Wtedy, tuż przed mundialem, losy Rickena i Deislera splotły się bardzo mocno, ale przecież nie łączy ich tylko zmiana w kadrze dokonana przez Rudiego Völlera.

To były dwa cudowne dzieciaki niemieckiego futbolu, które miały na długie lata objąć rządy w reprezentacji i powieść ją do wielkich sukcesów. Ich kariera rozpoczęła się błyskotliwie, ale szybko i bezwzględnie została zahamowana przez notoryczne kłopoty ze zdrowiem. Ricken mnóstwo czasu tracił na leczeniu kontuzji, Deisler cierpiał z powodu urazów kolan i depresji.

Dziś obu na boisku można oglądać tylko na starych filmach i zdjęciach. Deisler zakończył karierę przed dwoma laty, Ricken skończył ją dzisiaj.

O Rickenie i jego najbardziej znanym kopnięciu pisałem niemal dokładnie dwa lata temu. Zapraszam do lektury.
poniedziałek, 16 lutego 2009, bartoszewsky

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: drugiednoeuropy.blox.pl, *.e-net.pl
2009/02/16 23:51:50
Ricken... nic nigdy nie osiągnął, nic nie osiągnie. Takich jak on było setki. Piłkarzy, siatkarzy, biegaczy. Może miał pecha a może po prostu był za słaby tak jak Szemoński, Citko, Siezieniewski, Czapiewski. Stawiam na ta drugą opcje. Najwięksi nawet po najcięższych kontuzjach wracają. Z reguły mocniejsi niż przedtem. Patrz Ronaldo, Larsson, Kołecki.
-
Gość: trykot, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/17 18:13:47
tschus!