|
Blog > Komentarze do wpisu
Kenijczyka kupię
Pierwszy złoty medal dla Bahrajnu na tegorocznych lekkoatletycznych mistrzostwach świata zdobył w biegu na 1500 metrów Yusuf Saad Kamel. Kiedyś nazywał się Gregory Konchellah i był Kenijczykiem. W Bahrajnie nie wymyślono niczego nowego, lecz skopiowano sprawdzone wzorce z okolicy. Szlak przecierał Katar. Wcześniej, owszem, państwa z różnych powodów nadawały sportowcom swoje obywatelstwa, ale nigdy nie prowadzono ordynarnego handlu paszportami na tak szeroko zakrojoną skalę. Pierwsze efekty przyszły w 2003 roku: złoty medal na mistrzostwach świata w Paryżu pod katarską flagą zdobył Saif Saaeed Shaheen, który wcześniej biegał dla Kenii jako Stephen Cherono. Medal - jak głoszą plotki - kosztował szejków milion dolarów, czyli tyle, ile pewnie wydają na waciki. Rozochoceni medalem Shaheena szejkowie poszli za ciosem i zarzucili sieci także na innych łowiskach. Polowali także na naszą rybę, ale na Bartoszu Kizierowskim petrodolary nie zrobiły wrażenia i ofertę odrzucił. Podobnie było z innym pływakiem - Chorwatem Duje Draganją. Bardziej zainteresowani reprezentowaniem Kataru, a może raczej zaksięgowaniem sporej kwoty na koncie, byli brazylijscy piłkarze kopiący wówczas piłkę w Bundeslidze - Ailton, Leandro i Dede, ale całą operację zablokowała FIFA. Musiano się więc zadowolić mniej spektakularnym zaciągiem i stopniowym wzmacnianiem drużyny lekkoatletycznej - w barwach Kataru biegają już Kenijczycy, Etiopczyk, Nigeryjczyk... Na naszych oczach sport staje się gałęzią przemysłu wytwórczego, w którym wiele państw może pochwalić się narodowymi produktami. Cały świat importuje już tenisistów stołowych z Chin, kenijskich biegaczy, piłkarzy z Brazylii i koszykarzy ze Stanów Zjednoczonych. Sami też coś o tym wiemy: Chinki Li Qian i Xu Jie grają dla Polski w pingponga, Brazylijczyk Roger - w piłkę nożną, a drużynę narodową koszykarzy wzmocnił niedawno Amerykanin David Logan. W przypadku tego ostatniego mieliśmy do czynienia nawet ze specyficznym medialnym castingiem, podczas którego szczegółowo analizowano wady i zalety kolejnych kandydatów do naturalizacji. Dla sportu kupiecka działalność szejków to na razie dziwactwo i zagrania nie mające wiele wspólnego z duchem sportu, ale niewykluczone, że też przedsmak tego, co w skutek globalizacji, zmian społecznych i upowszechnienia się transferów na szczeblu międzypaństwowym, może stać się za kilkadziesiąt lat. Kto wie, czy wówczas nie straci sensu rozgrywanie mistrzostw świata w obecnym ich kształcie? Zresztą już dziś lekkoatletyka w rozumieniu Bahrajnu i Kataru bardziej przypomina rywalizację klubową niż międzynarodową. Bo czym różni się kupno Cristiano Ronaldo i Kaki przez Real Madryt, od kupna Saif Saaeeda Shaheena przez Katar? Tylko ceną. Mechanizm jest ten sam. czwartek, 20 sierpnia 2009, bartoszewsky
TrackBack
|
|