|
Blog > Komentarze do wpisu
Druga twarz NiemcówNiemcy pokazali swoją drugą, bardzo dobrze znaną twarz sprzed lat. Przez cały mundial grali pięknie jak kiedyś Holandia, ale w meczu przeciwko Hiszpanii nawiązywali do stereotypowego obrazu niemieckiego futbolu. Nie było już w ich grze polotu - atakowali rzadko, poświęcając się twardej i konsekwentnej grze w obronie. Plan był oczywisty i racjonalny: oddanie Hiszpanom piłki daleko od bramki Manuela Neuera, zagęszczenie środka pola i oczekiwanie na kontrataki. Ten niemiecki blitzkrieg - błyskawiczne natarcia, składające się z kilku podań zakończonych golem - świetnie funkcjonował w poprzednich meczach. Zachwycający był zwłaszcza przeciwko Anglii, kiedy Niemcy dwukrotnie potrzebowali góra czterech podań, by przenieść piłkę spod własnego pola karnego do bramki Davida Jamesa. To jedne z najbardziej charakterystycznych akcji tego mundialu i jedna z jego najlepszych piłkarskich wizytówek. Nietrudno zgadnąć, skąd Joachim Löw czerpał inspirację - podobny pomysł na wygranie z Hiszpanią, choć chyba jeszcze bardziej nastawiony na grę obronną, miał prowadzący Szwajcarów Ottmar Hitzfeld. Jemu się udało, ale należy poczynić oczywistych kilka założeń: to był pierwszy mecz turnieju, o niepomiernie mniejszym ciężarze gatunkowym dla Hiszpanów, którzy nie byli jeszcze w najwyższej formie, a i wykonanie było bardziej precyzyjne. Wtedy triumfowała dobrze zorganizowana drużyna bez gwiazd; drugi raz podobna historia, choć z udziałem lepszych piłkarzy i kilku indywidualności, nie mogła się już wydarzyć. Zwłaszcza, że rzecz działa się w półfinale, a Hiszpanie powolutku, z meczu na mecz, grali coraz lepiej. Mecz z Niemcami był dla nich najlepszy w całym turnieju; imponujący pressing, którym nękali rywali. Nie jest to futbol, którego się od niej oczekuje, nie porywa, ale wystarczy do osiągania sukcesów na mundialu. Nawiasem mówiąc: czy o Hiszpanii możemy już mówić jako o drużynie turniejowej? Przed meczem zastanawiałem się, jak Niemcy zareagują na ewentualną stratę gola. W poprzednich meczach pokazali, że potrafią pielęgnować prowadzenie i dobijać rywali. Gonić musieli jedynie w specyficznych okolicznościach gry z Serbią - bez powodzenia. Po golu strzelonym przez Carlesa Puyola nie zgłupieli, walczyli do końca (jak to stereotypowi Niemcy...), ale nie mieli specjalnego pomysłu i chyba również siły, by doprowadzić do wyrównania. W drużynie Löwa zabrakło człowieka, który w takiej kryzysowej sytuacji pociągnąłby drużynę do walki. Nie byłby nim nieobecny na mundialu Michael Ballack; nie mógł nim być wprowadzony z ławki rezerwowych Mario Gomez - bodaj największe rozczarowanie Bundesligi w minionym sezonie, w przeciwieństwie do Miroslava Klose i Lukasa Podolskiego nieszalejącego także w kadrze. Zresztą cała ofensywna czwórka - oprócz Klose i Podolskiego, także Mesut Özil i Piotr Trochowski - zagrała poniżej oczekiwań; nieco słabiej niż w poprzednich meczach wypadł też Bastian Schweinsteiger. W pewnym stopniu wynikało to z obranej taktyki, nie mieli jak rozhulać się w ataku, i klasy rywala, ale także z absencji Thomasa Müllera. Jego brak był w poczynaniach Niemców aż nadto widoczny. Piłkarze Löwa do niemieckiego stereotypu nawiązywali, ale ostatecznie nie nawiązali - wiemy, że oprócz rozprawiania o drużynie niezbyt pięknej, ale walczącej do końca, oznaczałoby to kolejne przypomnienie bon-motu Gary'ego Linekera. I tak, mimo porażki, niemiecka międzynarodówka (a może: reprezentacja świata pod niemiecką flagą?) jest jednym z największych wygranych tego mundialu, jej występ na mundialu stanowi ugruntowanie pozycji Mannschaftu w światowej hierarchii. Na trzech mistrzostwach świata w XXI wieku Niemcy docierali do strefy medalowej, zostali też wicemistrzami Europy w 2008 roku. W tej dekadzie klęską zakończył się tylko ich występ na Euro 2004. A przecież niemal na każdą imprezę jechali w najsłabszym składzie w historii... czwartek, 08 lipca 2010, bartoszewsky
TrackBack
Komentarze
2010/07/08 12:31:26
Ok, może trochę ich niedoceniam, ale przed meczem byłem bardziej ciekawy tego, jak zagrają Niemcy, więc może dlatego wyszedł tekst z takiej perspektywy. Ale i tak cały czas wydaje mi się, że Löw chciał zagrać podobnie jak Hitzfeld, tylko mu nie wyszło. I to akurat w ogromnej mierze dzięki Hiszpanom.
Ciekawe tylko, kto poprowadzi Niemców w następnych turniejach. O ile się nie mylę, kontrakt Löwa z DFB wygasł 30 czerwca, rozmowy o przedłużeniu szły kiepsko, pojawiły się jakies pogłoski, że ma pracować w Bundeslidze (prawdę mówiąc, to nie widzę tam dla niego żadnego wolnego miejsca...). Hmm, w każdym razie następcą chyba nie będzie asystent - jakoś nie widzę Herr Flicka na czele kadry na Euro 2012.
Gość: Doc, d089097.adsl.hansenet.de
2010/07/08 23:25:16
Nie rozumiem tylko jednego: tej "miedzynarodowki". Czy nie nalezaloby najpierw przegladnoc zyciorysy grajacych tam pilkarzy a dopiero potem wyszukac odpowiednie zwroty opisujace ta druzyne?
2010/07/09 15:50:07
Nie zgadzam się, że niemiecka drużyna to drużyna międzynarodowa. Międzynarodowe jest tylko ich pochodzenie. Fakt wyraźne, bo sporo piłkarzy urodziło się poza Niemcami. Ale tak teraz świat wygląda. Patrzmy więc piłkarsko, ile z tych piłkarzy nie uczyło się piłki nożnej w Niemczech? Jeden Boateng? Prawie wszyscy pierwszy raz kopali piłkę niemiecką...
Wszyscy grają w lidze niemieckiej, choć już niedługo. To jak najbardziej jest niemiecka drużyna piłkarska, co najwyżej geny mają mieszane, ale to nie jest międzynarodówka. 2010/07/09 16:29:40
@ Doc i William_dr:
Mniej więcej znam te życiorysy i wiem, że tylko Cacau dostał paszport w podobnym trybie jak u nas Roger, ale przecież przynajmniej jeden rodzic jedenastu innych piłkarzy nie jest Niemcem. Moim zdaniem te polskie, nigeryjskie, tunezyjskie, tureckie i inne korzenie powodują, że możemy mówić o swoistej "międzynarodówce" i właśnie w odniesieniu do pochodzenia, i tylko niego, użyłem tego sformułowania. Nie mieszam z nim tego, że w istocie wychowali się w Niemczech, tam uczyli się grać w piłkę i grają w tamtejszej lidze. Może uprzedzając fakty: nie widzę w tym nic złego, bo w przypadku Niemiec jest to proces naturalny, a nie będący wynikiem skupowania obcokrajowców, jak to się dzieje np. w Katarze, albo naturalizowania ich dla doraźnych celów, jak u nas. Wcześniej już o tym tutaj pisałem.
Gość: dzieczko, dge152.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/12 23:24:03
Hej Bartek, napisz jakieś podsumowanie MŚ, daj swoją jedenastkę ;)
2010/07/16 21:52:01
Z tym pochodzeniem - to temat rzeka. Pamiętacie Francję z 1998 roku? Zidane - korzenie afrykańskie, Trezeguet - argentyńskie, Vieira - ghanijskie ... a z reszty też kilku dałoby się jeszcze wyłowić. Dziś z tym jest problem. Holendrzy też mają czarnoskórych piłkarzy, my mamy Obraniaka, Guerreiro i Olisadebe. A to przecież początek dopiero... Przyczyny w powyższych przykładach różne - ale miesza się to wszystko, oj miesza. Wg mnie będzie to skutkowało z czasem (obok innych też przyczyn) spadkiem rangi meczów reprezentacji narodowych (sic!)
|
|
I tak, mimo porażki, niemiecka międzynarodówka (...) jest jednym z największych wygranych tego mundialu
Tu bezsprzecznie racja. W ogóle, jeśli potencjał tej ekipy nie zostanie zaprzepaszczony, i tak fenomenalna seria trzech półfinałów MŚ z rzędu może się jeszcze przedłużyć. Niesamowite.