Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Futbol totalnie pragmatyczny

Kiedyś reprezentacja Holandii zachwycała futbolem totalnym, teraz zamieniła go na futbol totalnie pragmatyczny. Mało w nim miejsca na artystyczne uniesienia, jest za to wyrachowanie i chłodna kalkulacja. W tak grających Pomarańczowych trudno zakochać się od pierwszego spojrzenia, ale przecież w piłce nie chodzi o zdobywanie kolejnych adoratorów, tylko o wyniki.

Idealnie jest oczywiście połączyć efektowność z efektywnością. Holendrzy w ostatnich latach próbowali tej sztuki wiele razy. Za każdym razem kończyło się to piłkarską tragedią. Dobrze pamiętamy te piękne pomarańczowe katastrofy, więc tłuczenie o nich kolejnego tekstu jest już chyba zbędne.

Teraz scenariusz jest inny. Mecze grupowe - w wielkich turniejach zwykle scena dla holenderskich popisów - były zaledwie leniwymi przedbiegami. Zwycięskimi, ale w rzeczywistości niewiele mówiącymi o sile i formie Pomarańczowych. Zobaczyliśmy w nich drużynę ospałą, energooszczędną, wygrywającą po kuriozalnych błędach rywali albo swoich nielicznych zrywach. Holendrzy nie musieli się zresztą specjalnie wysilać, bo Duńczycy, Japończycy i Kameruńczycy nie mieli zbyt wielu argumentów, by im zagrozić. Mało atutów mieli też słabi Słowacy w nieciekawym meczu 1/8 finału.

Mecz z Brazylią miał być dla Holandii wielkim egzaminem po serii łatwych teścików i w istocie nim był. Udało się go zdać, Pomarańczowi są już w strefie medalowej, więc nie powinno być już żadnych "ale". Jest ich jednak całkiem sporo, chociaż dramaturgia meczu i spektakularny comeback Holandii część z nich skutecznie zamaskował. Ot, problem w ataku - niepokojąco długo jedynym sposobem konstruowania ataków były rajdy Arjena Robbena. Brazylijczycy powstrzymywali je łatwo, czasami po prostu kopiąc Holendra po nogach. Nawet jeżeli Robbenowi udało się rozpędzić i zejść ze skrzydła do środka pola, to opadało go trzech albo czterech rywali i zabierało mu piłkę.

Część komentatorów zupełnie pomija wkład Brazylijczyków w zwycięstwo Holandii. Jest on bezsporny i nie ogranicza się jedynie do samobójczego gola i czerwonej kartki Felipe Melo. Gra Brazylii w drugiej połowie rozpadła się przecież jeszcze przed wybrykiem Melo - piłkarze Dungi w niewytłumaczalny sposób utracili kontrolę nad przebiegiem meczu; chyba nie tylko za sprawą lepszej gry Holendrów i ich charakteru.

Wątpliwość trzecia: Robin van Persie, który - może poza meczem z Kamerunem - na mundialu po prostu się męczy, a momentami wydaje się nieobecny. Musi wnieść do gry więcej, zacząć strzelać bramki - nie powtórzy się raczej historia reprezentacji Francji z 1998 roku, która wygrała mundial grając praktycznie bez napastnika.

Przypadek van Persiego każe się też zastanowić, czy futbol totalnie pragmatyczny (według innych - futbol minimalny) Holandii wynika wyłącznie z pomysłu Berta van Marwijka, czy na taki plan gry wpłynęły również okoliczności. Pomarańczowi mundial zaczynali z kontuzjowanym Robbenem, szukającym formy van Persiem i chyba nie mogącym znaleźć swojego miejsca na boisku Rafaelem van der Vaartem. Z wielkiej czwórki artystów ostał się tylko Wesley Sneijder (Dirka Kuyta, choć niezbędnego, do tego grona nie zaliczam; to jednak piłkarz o innych walorach). Za mało, by zachwycać, ale wciąż wystarczająco dużo, żeby wygrywać.

Holandia ma sukces na wyciągnięcie ręki, musi wykorzystać dobrodziejstwo turniejowej drabinki i wygrać z Urugwajem. W takich okolicznościach, zwłaszcza po wyrzuceniu z mundialu Brazylii, brak awansu do finału byłby wielkim rozczarowaniem (z całym szacunkiem dla Urusów). Z drugiej strony - porażka dobrze wpisywałaby się w ciąg holenderskich klęsk, nawet jeśli styl gry Pomarańczowych trochę inny niż w poprzednich przypadkach.

I jeszcze słówko o van Marwijku. Przed turniejem napisałem, że to dobry trener z drugiego (a może nawet trzeciego?) planu, teraz w drodze na sam szczyt zostały mu już tylko dwa szczeble drabiny. Jeśli pokona pierwszy i awansuje do finału, zrówna się osiągnięciami z wielkimi poprzednikami - Rinusem Michelsem i Austriakiem Ernstem Happelem, którzy doprowadzili reprezentację Holandii do meczu o złoto w 1974 i 1978 roku. Jeżeli zrobi następny i wygra mistrzostwo świata, będzie mógł już na wszystkich spokojnie popatrzeć z góry...

poniedziałek, 05 lipca 2010, bartoszewsky

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: mr277886, zaba.kosson.com
2010/07/06 03:16:13
przestrzegałbym przed niedocenianiem Urugwaju- wygrał swoją grupę,w której grał solidny Meksyk, gospodarz i bądź co bądź wicemistrz świata,był w stanie przechylic na swoją stronę szalę zwycięstwa z Koreą, w meczu z Ghaną przez 120 prezentował futbol na wysokim poziomie(niestety wszystko przesłania wielu ostatnie 10minut dogrywki), nie było w tym zbyt wiele farta czy pomocy sędziów ,chyba ciężko porównac Urusów do Korei z 2002 czy Grecji 2004.Owszem, Holandia jest faworytem, ale nikim więcej, z pewnością nie kims, kto ma cokolwiek na wyciagniecie ręki. Poza tym, czy na poziomie półfinalów, przy takiej akumulacji stresu i dbałości przede wszystkim o "zero w defensywie' można cokolwiek przewidywac? Urugwaj nie ma zupełnie nic do stracenia(luz panujący w tej ekipie w ogóle jest niesamowity), jesli przegrają 0:4 to nikt się nie zdziwi, nawet porazka 0:1 dla części obserwatorów będzie niespodzianką,a tymczasem z przodu ma takiego zawodnika, jak Forlan, który jednym kopnięciem może przesądzic o awansie. Tak czy siak- Urugwajczycy nie są 'ludźmi z przypadku" i (że się tak brzydko wyrażę) nie robią wsi na tym poziomie rozgrywek. Zresztą- mają nieskończenie razy więcej pucharów świata na koncie niż Holandia:)
-
2010/07/06 08:29:41
Jestem kibicem Oranje i to nie jest tak, że niedocenia się Urusów, ale obiektywnie patrząc na te dwie drużyny(nie na PŚ z przed 60 lat, bo takie myślenie jest bardziej archaiczne niż to prezentowane przez PZPN-ski beton. Bardziej nawet o około 30 lat) to poza wyhamowanym w fazie pucharowej Forlanem jest tylko solidność.
Brak Suareza, to wielkie osłabienie, Godin, Lugano też nie wiadomo czy zagrają, a jak jednak zagrają to w jakieś dyspozycji? Cavanni zagubiony w ataku, wiem dużo walczy w obronie. Dołoże jeszcze Muslerę, który okazał się troche przereklamowany, jako bramkarz dużego formatu.

Oranje grają bez polotu, ale Urusi są bez argumentów, polegną 2:0, bo na szczęście brakuje tylko De Jonga(van der Wiela nie wliczam), a jest van Bommel(oby nie zebrał karteczki dziś) Niestety Mistrzostwo jest poza zasięgiem, a to z winy tylko i wyłącznie Niemców, to jest kosmos normalnie co oni grają.

Podkreślam że nie lekcewarze Urusów, ale ich szanse są niewielkie, oni troche jak ESP, ślizgają się po szczeblach turnieju. Faza grupowa świetnie, ale potem nie przekonują, a przejście Ghany to już ewidętny piłkarski cud, a że suma szczęścia i pecha wynosi zero, karta musi się odwrócić.
PZDR
-
2010/07/06 08:54:05
Trochę głupio wyszło z tym bykiem:(
Oczywiście, ze "ewidentny"
-
2010/07/06 10:49:49
francja w 98 to bylo ki8lka goli napastnikow jednak.henry strzelil 2 albo 3 po jednym djorkaef dugarry trezeguet no i zinedine 2 w finale.moze nie za duzo ale na mistrza starczylo.
-
2010/07/06 16:16:41
@ Mr277886:
Wiesz, chyba wszyscy półfinaliści mają coś na wyciagnięcie ręki. Holandia może szczególnie, bo jednak Urugwaj, oddając mu wielkość, nie jest przeciwnikiem na miarę Hiszpanii czy Niemiec. Pewnie, że nie jest to drużyna przypadkowa, ale jednak zwycięstwo w ćwierćfinale z Brazylią waży więcej niż wygrana z Ghaną. Pamiętajmy też, o meczu z Koreą, kiedy gra Urusów - zwłaszcza w drugiej połowie - nie wyglądała dobrze; lepszy przeciwnik byłby wtedy pewnie mniej miłosierny. Znów: większe wrażenie robi przechylenie szali (nawet biorąc pod uwagę okoliczności) w meczu z Brazylią, a nie Koreą. Wiadomo, że to nie będzie dla Holandii łatwy mecz, Forlan w każdej chwili może coś ustrzelić (z drugiej strony - Sneijder i Robben też), każdy wynik jest możliwy, to w końcu piłka, ale więcej przemawia za Pomarańczowymi.

@ Chłopek_roztropek:
Nawet jak van Bommel dostanie kartkę, to w następnym meczu będzie mógł zagrać. Po ćwierćfinałach, o ile się nie mylę, kartki zostały wyzerowane.

@ Mix001:
Kilka meczów w pierwszym składzie zaczynał także Guivarch, który gola żadnego nie strzelił. W każdym razie i tak lepiej, bo przecież na razie drugim najlepszym strzelcem Holandii są... piłkarze rywali. Włosi też ostatnio mistrzostwo zdobyli bez bramkostrzelnego napastnika (Toni i Materazzi po dwa gole), może to dobra wróżba dla Holandii... Chyba, że złotego buta wygra Sneijder. ;)