Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

O Lechu

To oczywiste - ten tekst nie będzie obiektywny. Może za to być chaotyczny, tak jak gra Lecha, a i banału w nim nie zabraknie. I jeszcze jedno: kto wie, czy w momencie postawienia ostatniej kropki jego część będzie jeszcze aktualna. Sytuacja jest napięta, do zmian może dojść w każdej chwili.

1.

Tego karnawału nie zapomni nikt, kto wtedy był na Starym Rynku. Lech zdobył mistrzostwo Polski, a Poznań oszalał z radości. Tłum śpiewał, tłum krzyczał, tłum skakał. Tłum był po prostu szczęśliwy i bawił się do białego rana. Wydawało się, że ta fala entuzjazmu poniesie Kolejorza aż do fazy grupowej Ligi Mistrzów, tymczasem stało się coś zupełnie niespodziewanego - Lech zarył nosem w ligowe dno i nie potrafi się z niego wygrzebać. Wszystko rozleciało się szybko - od tamtej majowej nocy nie minęło nawet pół roku, a z mistrzowskiej atmosfery, poza pięknymi wspomnieniami, nie pozostało już właściwie nic.

Nie zmieniło się tylko jedno - Lech swoją grą i wynikami znów daje powód, by skoczyć do sklepu po flaszkę. W maju można było wznieść toast za mistrzostwo, teraz pozostaje już tylko odkazić organizm po serii paskudnych meczów.

2.

Teksty o Lechu nastrojem przypominają nekrologi, a patrząc na grę człowiekowi udziela się atmosfera cokolwiek pogrzebowa. Fakty są bezlitosne: Kolejorz przegrał w tym sezonie już pięć meczów, z czego cztery z rzędu, w trzech ostatnich nie potrafił strzelić gola, w tabeli zsunął się na czternaste miejsce i wygląda na drużynę w fazie zaawansowanego rozkładu.

To psucie się zespołu i jego gry było widoczne w każdym z przegranych przez Lecha meczów. Najwyraźniej w pierwszym z czarnej serii - przeciwko Legii, gdy Kolejorz przerżnął tylko i wyłącznie na własne życzenie. Do przerwy Lech grał na tyle dobrze, że powinien strzelić kilka goli, ustawić sobie przeciwnika w dogodnej pozycji i spokojnie kontrolować przebieg gry. Miał ku temu mnóstwo sytuacji, ale pod bramką Peszko i spółka byli wyjątkowo nieskuteczni i niechlujni.

Trudno wyobrazić sobie, co działo się przez 15 minut przerwy - Lech stanął, rozkleił się, stał się bezradny. Następowała kompletna dezorganizacja gry, brakowało pomysłu, mnożyły się absurdalne błędy i gole, po rzutach rożnych i wolnych pod bramką był popłoch, a piłkarze zachowywali się jakby kopali piłkę lekarską. I jeżeli napisze się, że piłkarze potykali się o własne nogi, to nie będzie to nędzny zabieg literacki, ale po prostu prawda. Więcej: oni na boisku momentami głupieli i wpadali w przedziwną panikę. Trudno się na to patrzyło.

Wiele słów zastąpiłby seans z golami, które Lech tracił w tym sezonie. Większość z nich wygląda po prostu źle, głupio. Kłuje po oczach chaos przed bramką, nieporadność obrońców, ciamajdowate interwencje bramkarzy...

Piszę o tym w detalach, bo sytuacja się powtarzała. Tak było i w Bełchatowie, i przeciwko Zagłębiu Lubin, a nawet - choć najmniej podobnie - w Zabrzu. Znów Lech mógł i w zasadzie powinien wygrać mecz przed przerwą, tak jak zrobił to z Cracovią we wczorajszym meczu Pucharu Polski, ale przegrywał go w drugiej połowie. To też pokazuje, jak cienka jest granica między sukcesem a dziadostwem: gdyby Stilić dobił Legię i strzelił gola Zagłębiu pewnie nie byłoby całej tej hecy.

Nie dobił, nie strzelił i jest problem, na który recepty na razie nie potrafi znaleźć Jacek Zieliński. Próbuje nowych rozwiązań, zmieniać piłkarzy i ustawienie - wiele z tych ruchów nie wnosiło do gry absolutnie, powodując jedynie jeszcze większy chaos. Symbolem tej szkoleniowej desperacji może być wpuszczenie na boisku w Zabrzu Jana Zapotoki. Apatyczny Słowak w Poznaniu przebywa już półtora roku i zdążył przez ten czas udowodnić, że w klubie jest potrzebny jak - pardon - koszula w dupie.

3.

Ostatni raz równie paskudną serię w lidze Lech zanotował na przełomie lata i jesieni 2004 roku. Kolejorz, wtedy jeszcze biedny jak kościelna mysz, przegrał aż pięć meczów z rzędu i na długo osiadł na dole tabeli.

- Panie Czesiu, pan się nie boi, cały stadion murem za panem stoi - śpiewał wtedy stadion, popierając w trudnych chwilach Michniewicza. Trenera nie zwolniono, Lech wyszedł z kryzysu i grał na miarę możliwości, lądując w środku tabeli.

O Zielińskim nikt tak nie zaśpiewa, tłum teraz krzyczy: - Zieliński musi odejść! Krzyknąłbym razem z nim, bo wydaje się, że sytuacja dojrzała do zmian. Drużyna gra po prostu źle, nie ma wyników, zbyt wielu czołowych piłkarzy jest bez formy, z boiska zbyt często wieje bezradnością i zniechęceniem, a za wszystkim wlecze się jeszcze przygotowanie do sezonu.

Krzyknąłbym, ale nie wiem, czy już teraz, czy dopiero w przerwie zimowej. Człowiek mądrzeje i zanim wyciągnie z kieszeni chusteczkę, żeby komuś pomachać na pożegnanie, rozgląda się wokół, analizuje, zastanawia się... I dostrzega kilka zagrożeń. Można oczywiście zagrożenia nazwać wyzwaniami; warto jednak skalkulować ryzyko i pomyśleć, czy zmiana rzeczywiście skończy okres dziadostwa.

Oczywiście nie jest głupie założenie, że gorzej z Lechem niż obecnie już nie będzie, więc zmiana trenera nie wiąże się z żadnym niebezpieczeństwem, a jedynie z nadzieją. Jednak nawet działając w takich warunkach można się bardzo sparzyć i narobić jeszcze więcej bajzlu. Zwłaszcza jeśli decyzje podejmuje się w pośpiechu, a do całej operacji - ćwierka tak różne ptactwo - jest się przygotowanym jak stereotypowi drogowcy na atak zimy. Zresztą spójrzmy na te dobrze znane nazwiska: z punktu widzenia kibica Lecha kilka z nich powoduje śmiech, inne palpitacje serca, a przy niektórych trzeba strzelić sobie solidnego kielicha waleriany, żeby wytrzymać nerwowo taką wizję. Żaden z trenerów kręcących się koło naszej ligi - a tylko tacy wchodzą w grę - nie oferuje wiele więcej, jeżeli w ogóle cokolwiek, niż Zieliński. I dotyczy to zarówno polski trenerów, jak i obcokrajowców, z wymienianym przez media Jose Mari Bakero włącznie. Lepiej trochę poczekać, niż brać człowieka z łapanki.

Zastanawiam się też, jaki skutek może dać zmiana trenera już teraz. I tak bazowałby na przygotowaniu drużyny przez Zielińskiego, a sam miałby bardzo ograniczone możliwości wprowadzenia zmian. Prawie do końca rundy Lech będzie grał co trzy dni, więcej czasu spędzając w autokarze i samolotach niż na boisku treningowym. Ile w takiej sytuacji może dać tylko nowy impuls, świeże spojrzenie, motywacja, atmosfera?

4.

Mówią, że Zieliński to "wuefista", że brakuje mu charyzmy, nie ma wizji, nie ten kaliber i Bóg tylko raczy wiedzieć co jeszcze. A przecież wystarczy przypomnieć, że Zieliński w półtora roku osiągnął z Lechem więcej niż przez trzy sezony jego poprzednik, który - jak sam z dumą podkreśla - nie był miękkim ch... robiony.

Z Zielińskim mam problem - znajduję sporo powodów, by go krytykować, ale też wiele, by go bronić. Nie jest to postać jednoznaczna: zdobył mistrzostwo, ale przegrał Ligę Mistrzów. Awansował do Ligi Europy, ale klepie biedę w lidze. Tych "ale" jest mnóstwo, działają w każdą stronę. Teraz więcej jest tych na "nie".

5.

Lech zagra w tej rundzie 30 meczów na różnych frontach, czyli o jeden mniej, niż niektórzy ligowi rywale w całym sezonie. Nic dziwnego, że wniosków i wątpliwości już pod koniec października jest tyle, co po całych rozgrywkach. Pisać można bez końca - o braku stabilnego bramkarza; o tym, że Manuel Arboleda na boisku zbyt często zamienia się w bombę zegarową; o Marcinie Kikucie, który chyba jest najrówniej i najlepiej grającym piłkarzem Kolejorza. O Joelu Tshibambie napisać trudniej, bo na samą myśl człowiek mimowolnie łapie się za głowę.

Można też pisać o tych meczach w europejskich pucharach. Świadomie je pomijam, bo w zestawieniu z ligowymi problemami Lecha to inna, lepsza i ładniejsza bajka. Chociaż kiedy oglądałem mecz z Manchesterem City miałem zupełnie inne skojarzenia - z uczniem, którego ktoś wywlókł za uszy z podstawówki czy innego gimnazjum i zainstalował na studiach. Przepaść spora, doświadczenia bezcenne. Teraz trzeba zrobić wszystko, by w przyszłym sezonie można je było wykorzystać na europejskich boiskach.

6.

Lech rozbił Cracovię w Pucharze Polski, czyli zrobił dokładnie to, co powinien. Nie można tego wyniku w żaden sposób przeceniać - jedna jaskółka nie czyni wiosny. Zwłaszcza, że obrońcy Pasów urządzali sobie kabaret, a drużyna - zgodnie ze słowami jej byłego trenera - zagrała poniżej godności. W takich okolicznościach nawet retoryczne pytanie, czy Lech wychodzi z kryzysu, wydaje się niestosowne.

To zwycięstwo Lech musi potwierdzić w lidze. Wcale nie dlatego, że czołówka jest daleko, ale dlatego, że od dna należy się odbić. Kikut, który wyrósł ostatnio na nieformalnego rzecznika drużyny, trzeźwo zauważył, że Kolejorz walczy teraz o utrzymanie. Potencjał ma taki, że byt powinien sobie zapewnić jeszcze w tym roku, ale takie postawienie priorytetów jest bardzo ważne i świadczy o kondycji zespołu. Chociaż nie można jeszcze wykluczyć tego, że Lech skończy sezon na podium, nie ma co się tym na razie zajmować. Trzeba po prostu zacząć grać na miarę możliwości i kosić punkty. Tylko tyle i aż tyle.

czwartek, 28 października 2010, bartoszewsky

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/28 14:00:17
Zacznę od tego, iż wydaje mi się, że problemem w Lechu nie jest trener. A przynajmniej to nie Zieliński stanowi podstawowy problem. Osobiście zwróciłbym raczej uwagę na:

a) piłkarzy. Jak to jest, że Lech - jak na warunki - prezentuje się nienajgorzej (choć przegrywa) w Manchesterze, by trzy dni później bezdyskusyjnie zgarnąć w pędzel w Zabrzu? Czyli co, Zieliński jest dobrym trenerem na puchary, a słabym na ligę? Czy też raczej zawodnicy potrafią się spiąć na Juve, Salzburg i Man City, ale na Górnika, Zagłębie, czy Bełchatów już niespecjalnie? Za tą drugą wersją przemawia naprawdę sporo. Zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę, że i w LE Lech gra znacznie lepiej z tymi wyżej notowanymi rywalami.
Może zatem, zamiast wymieniać szkoleniowca, należałoby przypomnieć gwiazdorom Kolejorza, że to wcale a wcale nie jest tak, że oni są do lepszych rzeczy stworzeni? Że występy w Europie to jedynie wisienka na torcie, który to tort należy uprzednio upiec w lidze, co się wiąże dość ściśle ze znacznie mniej spektakularnymi meczami, które po prostu trzeba wygrywać i harówą, za którą po prostu trzeba się wziąć?
Poza tym, wbrew niedawnym wypałom entuzjazmu Romana Kołtonia, jak patrzę na skład Lecha, to wcale nie mam wrażenia, że jest to ekipa przygotowana liczebnie do grania co trzy dni. I tu dochodzimy do...

b) działaczy. Trenera zwolnić jest łatwo. Znacznie trudniej spojrzeć krytycznie na własną działalność, która często w co najmniej takim samym stopniu, jak szkoleniowiec, wpływa na postawę drużyny. Powiedzmy sobie otwarcie - poprzedni sezon, choć mistrzowski, nie był w wykonaniu Lecha jakiś przewspaniały. Tytuł zawdzięcza Kolejorz tyle własnej grze, co pokracznej formie Legii i - zwłaszcza - "bezdomności" Wisły. A także, co równie istotne, niedomaganiom pozostałych ligowych przeciwników. Łatwo było się domyślić, że w nadchodzącym sezonie 2010/1 tak łatwo może nie być. Tymczasem władze Lecha kompletnie przespały transferowe lato. O tej ich drzemce napisano już tomy, więc nie ma co się szerzej rozpisywać. Dorzucę tylko tyle, że ów marazm spowodował nie tylko stratę szansy na LM, ale także - jak widać - pokaźne kłopoty w Ekstraklasie. Bo, niestety dla Lecha, choć Legia i Wisła nadal nie lśnią, to reszta wyraźnie poszła do przodu. W zeszłym sezonie różnica pomiędzy Lechem, a ekipami z Białegostoku, Gdańska, czy Kielc była wyraźna. W tym nadal jest. Tyle, że w drugą stronę.
No i wreszcie...

c) trener. Zwolennikiem Zielińskiego nigdy nie byłem. brakuje mu charyzmy, nie ma wizji, nie ten kaliber - o, to-to właśnie. Może wuefistą bym go nie nazwał (choć uparcie nie rozumiem, dlaczego to określenie ma pejoratywny wydźwięk), aczkolwiek uważałem - i nadal uważam! - że ekipę o aspiracjach i możliwościach powinien prowadzić szkoleniowiec o nieco lepszym profilu. Tymi sukcesami J.Z. też bym się przesadnie nie ekscytował. Jak pisałem wyżej, tyle w nich jego zasługi, co i przeciwników. Niemniej, trzeba facetowi oddać, że robi, co może, stara się i w miarę mu wychodzi. Jedyne, co wg. mnie można mu obecnie zarzucić, to to, że nie potrafi porwać podopiecznych do walki w lidze. Ale tu, powtarzam, czepiałbym się zdecydowanie podopiecznych.

Twierdzenie "gorzej być nie może" jest, moim zdaniem, bezdennie głupie. Zawsze może być gorzej. A jeśli Zielińskiego zastąpi człowiek z łapanki - tu w pełni zgadzam się z tekstem - niemal pewne jest, że nie będzie lepiej.

Co robić? Ja bym zdecydowanie poczekał do zimy. Jeśli już Zieliński musi odejść, niech idzie, ale z honorami - było nie było mu się należą - a nie jak jakiś chłystek, przepędzany po paru porażkach. W zimie będzie czas na poszukiwania trenera. Może nawet takiego, który do tej pory się wokół Ekstraklasy nie obracał. A przede wszystkim, będzie czas na wzmocnienia składu.
-
2010/10/29 00:13:19
Wyniki Lecha nie są jakieś bardzo niespodziewane. Przede wszystkim brakuje Lewandowskiego, który razem z Peszką ciągnął grę w zeszłym sezonie. Pomijając nawet strzelanie bramek, Lewandowski bardzo dobrze się zastawiał i przepychał z obrońcami, tracił mało piłek nawet w trudnych sytuacjach i brał grę na siebie, a tego u Rudnevsa na razie brakuje. Do tego kontuzje paru zawodników, z których najbardziej odczuwalny jest brak Bandrowskiego. Jak się dołoży grę na trzech frontach, wkładanie wszystkich sił w mecze LE, rozegranie większości ligowych meczów na wyjeździe, krótką ławkę i małą rywalizację o miejsce w składzie oraz trenera, który nie jest raczej wybitnym motywatorem, to pozycja Lecha nie dziwi. Ale będzie lepiej, tylko że...

Trenerem, jak powiadają, zostaje Bakero. To jest wg mnie wybór bardzo zły (dla Poznaniaków:). OK, w Polonii wyniki miał niezłe, ale gość sprawia wrażenie, eee.... no jakby był miękkim chujem robiony, wszak dawał się, on, były piłkarzy Barcy, poniżać i wodzić za nos byle wsiurowatemu głupkowi. Może to po części dlatego, że ponoć pilno trzeba mu pieniędzy, ale tak czy owak o charakterze dobrze to nie świadczy. Przy braku charyzmu jego autorytet byłego wybitnego piłkarza może na kopaczy Amiki na dłuższą metę nie wystarczyć. A poza wszystkim umiejętności trenerskie Hiszpana budzą jednak wątpliwości.

Ja generalnie oceniałem, że Kolejorz ma spokojnie szanse na podium, a nawet na mistrza. Decydujący byłby tu najbliższy mecz obu drużyn, w którym zwycięstwo Lecha przywracałoby nadzieje na mistrzostwo, ale z Bakero na ławce tego nie widzę, więc wg mnie zostają puchary. Jeśli jednak Lech przegra, nawet o te puchary będzie ciężko, przynajmniej drogą ligową. Z kolei jeśli wygra Wisła, wtedy to chyba ona stanie się głównym faworytem do tytułu. Cholernie ważny mecz w niedzielę.

A, jeszcze jedno. Fatalnie ta decyzja (oczywiście o ile pismaki znowu nie nawaliły i tym razem dali prawdziwą informację) świadczy o działaczach Lecha. ZERO rozeznania na rynku, to samo z trenerami, co z piłkarzami. Bakero to dla mnie transfer tego kalibru, co Czibamba.
-
2010/10/29 13:35:32
zagdzam sie z wiekszoscia tez. Tylko o co chodzi z Bakero? To jest pomysl na Mistrzostwo Polski? Znow dzialacze do poprawki!

bicyclehot.blox.pl
-
2010/10/31 15:41:21
bartoszewsky rox.
-
2010/11/01 16:47:09
-
2010/11/02 00:48:05
wychodzi na to, ze jednak renesans Lecha ;) i moze spokojniej sie zrobi dookola. chociaz juz widze, ze dziennikarze zlapali trop... przepychanka na stadionie. istna jatka i zamieszki. kto byl, ten wie jak wygladalo.
-
Gość: HRE, cpc1-scun5-0-0-cust338.12-3.cable.virginmedia.com
2010/12/02 00:58:23
-
Gość: k., 87-205-237-58.adsl.inetia.pl
2011/06/22 22:42:08
dobra rada - rusz wreszcie dupsko i zacznij znowu pisać! ;)