Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Melikson a sprawa polska

Pierwsza bomba wybuchła kilka tygodni temu - w reprezentacji zadebiutował Eugen Polański. Na początku podchodziłem do jego gry dla Polski bardzo krytycznie, ale z czasem dostrzegłem w tej sprawie wiele różnych barw i moja opinia złagodniała. Dylematy Polańskiego stały się całkiem naturalne i zrozumiałe, a w dodatku wygłaszane niezłą polszczyzną. Inny z odzyskanych - Sebastian Boenisch - publicznie mówił tylko po angielsku.

Dzisiaj wybuchła druga bomba i nie widzę powodów, żeby łagodnieć. W reprezentacji Polski ma zagrać Maor Melikson. Nie ma ku temu żadnych formalnych przeszkód - piłkarz Wisły ma polskie obywatelstwo, a w świetle regulacji FIFA może grać w naszej reprezentacji. W tym miejscu kończą się przepisy, kluczowe role zaczynają odgrywać kwestie pozaprawne. Być może Melikson wzmocniłby reprezentację pod względem sportowym, chociaż należy pamiętać, że w najważniejszych meczach Wisły - przeciwko APOEL-owi w eliminacjach Ligi Mistrzów - grał słabo. Dopiero kolejne gry w Lidze Europy pokażą, na ile Melikson jest gotowy do gry w rozgrywkach międzynarodowych.

Jest również kwestia stylu, smaku. Uważam, że fakt posiadania przez Meliksona polskiego paszportu nie oznacza, że automatycznie powinien grać w reprezentacji. Nie wszystko co może opłacać się w warstwie sportowej jest warte tego, co trzeba w zamian poświęcić. Oczywiście dyskusyjne jest to, czy reprezentacja może jeszcze stracić dobre imię, czy jej reputację takimi zagrywkami można jeszcze bardziej upodlić, ale może warto się nad tym poważnie zastanowić. Zwłaszcza, że Melikson jeszcze miesiąc temu grał w innej reprezentacji. Mówił: - Trochę o tym myślałem (o grze w reprezentacji Polski - przyp. bartoszewsky), ale przecież jestem obywatelem Izraela. Stwierdziłem, że gdyby na przykład Polak wyjechał do innego kraju grać w piłkę i po pół roku zacząłby grać dla tamtejszej reprezentacji narodowej, to byłoby to trochę dziwne. Isotnie, byłoby dziwne.

Po tamtej deklaracji żałośnie brzmi teraz motywacja Meliksona, który chce grać dla Polski, bo - jak powiada jego brat - "w Izraelu jest niedoceniany, uważa się go za średniego piłkarza". Taka argumentacja pasuje raczej do transferów między klubami, zamiany Maccabi na inny Beitar, ale w przypadku reprezentacji brzmi co najmniej dziwnie. Przy okazji kiepsko świadczy o samym piłkarzu, który zamiast ambitnie walczyć o większą rolę w kadrze Izraela - na która niedawno był przecież zdecydowany i wciąż jest jej członkiem! - postanowił iść na łatwiznę i po prostu z niej zdezerterować. Widocznie razem z menedżerem skalkulował wszystko i w grze dla Polski zwększył całkiem niezły interes. Tutaj będzie mu łatwiej zaistnieć na arenie międzynarodowej. Tutaj też niemal od razu dostanie szansę pokazania się na mistrzostwach Europy - potężnym oknie wystawowym, dzięki któremu może znaleźć ciekawsze miejsce pracy i wyszarpać dużo lepszą pensję.

A może jest trochę inaczej i całe zamieszanie to tylko gra obliczona na poprawę pozycji w reprezentacji Izraela? Jakby nie było - reprezentacja Polski jest upokarzana, traktowana jako drużyna drugiego wyboru przez gracza, który nie łapie się w europejskim średniaku. I to wina nie tylko Meliksona, ale także ludzi, którzy mizdrzą się do niego, byle tylko Izraelczyk pokopał dla nas piłkę. Taki sposób budowania kadry na największe święto w jej historii jest żałosny i kompromituje ludzi nią zarządzających. Po raz kolejny obnażana jest bezradność i niekonsekwencja Smudy, który od dawna miota się w tym co mówi i robi.

W tym wszystkim coraz bardziej żal mi polskich piłkarzy. Może wielu z nich jest słabych, leniwych i zmanierowanych, ale w miarę swoich możliwości walczą i starają się miejsce w kadrze. Tymczasem na kilka miesięcy przed najważniejszą imprezą ich życia do kadry wskakują spadochroniarze, którzy traktowani są na zupełnie innych prawach. Mają łatwiej i od razu ustawiani są poza konkurencją. Nie wymaga się od nich niczego, nawet tego, żeby mówili po polsku - a to powinna być podstawa, by tę drużynę móc traktować jako swoją, żeby tworzyła jedność, a nie była jedynie jakimś quasiklubowym zlepkiem.

Może będzie jeszcze okazja, żeby coś dokleić - do mistrzostw Europy jeszcze dziewięć miesięcy. To wystarczający czas, żeby ściągnąć kilku najemników. Może jednym z nich będzie Kolumbijczyk Manuel Arboleda? Co prawda Smuda mówił, że już nie ma takiego tematu, ale słowa selekcjonera od dawna nic nie znaczą. Może ktoś odkryje, że trochę polskiej krwi płynie w Izraelczyku Dudu Bitonie z Wisły? Reprezentacji przecież przydałby się jeszcze jeden porządny napastnik... No i lewy obrońca. Brazylijczyk Dudu z Widzewa już przebiera nogami.

Doszło do tego, że publiczność bardziej interesuje się tym, kto dostanie polskie obywatelstwo, w jakim trybie i jak kolejnemu kandydatowi idzie zbieranie dokumentów, a nie grą reprezentacji. Mnie też interesuje coraz mniej. Kiedyś jej mecz był dla mnie świętem. Teraz już tak nie jest, nie czuję dawnych emocji. Może zdziadziałem, a może to przez to, że kadra straciła tożsamość, stała się sztuczna i trudno mi się z nią identyfikować.

Jasne, można na śniadanie jeść sztuczny miód, obżerać się wyrobami czekoladopodobnymi, a do dziewczyny iść z bukietem sztucznych kwiatów, ale przecież zawsze będzie to nędzny ersatz, podróba albo po prostu żenada.

Te trzy słowa - ersatz, podróba i żenada - coraz częściej cisną mi się na usta, kiedy mówię o piłkarskiej reprezentacji Polski.

środa, 21 września 2011, bartoszewsky

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/09/21 19:02:53
Radzę powstrzymać emocje. W czerwcu najważniejszym będzie uniknąć kompromitacji, a to mogą zapewnić jedynie tzw. odpady z innych nacji. Nasza reprezentacja zmienia się praktycznie co dwa lata więc niedługo przyszywanych Polaków pewnie w niej nie będzie i dalej będziesz mógł sobie kibicować 100% Polakom z dziada (sic!) pradziada.
-
2011/09/21 20:51:06
@ Doogee
A uniknięcie kompromitacji dzięki, jak to napisałeś, "odpadom" będzie miało jakąś wartość? Dla mnie nie.
-
2011/09/21 22:33:54
Nie wiem. Zapytaj Francuzów jaką wartość ma dla nich mistrzostwo świata z 1998 r. Ja nie mam nic przeciwko piłkarzom mającym polskie korzenie chociaż oczywiście nie jest mi zbyt miło ze świadomością, że nie grają w reprezentacji z miłości do kraju przodków, a bardziej z miłości do Królów Polskich ;) Oby tylko grali dobrze, to malkontenci zmienią się w pochlebców. Nie podoba mi się jedynie naturalizowanie piłkarzy nie mających żadnego związku z krajem który chcą reprezentować. A takich przypadków można się doszukać w wielu europejskich reprezentacjach (także mocniejszych niż nasza) więc naprawdę bym nie przesadzał z reakcjami w sprawie Meliksona. Taka jest obecnie jak widać ogólna tendencja. I nie bądźmy hipokrytami po tym jak byliśmy zniesmaczeni wyborem Podolskiego i Klose.
-
Gość: Mario best, fixed-cust.27.62.202.213.quicknet.ch
2011/09/21 23:39:04
A ja mysle podobnie jak Doogge. Generalnie mam to w d...e czy w reprze zagra jakis Zulus,Aborygen czy jeszcze inny Eskimos...... dla zdrowia polskiego kibica wazniejszy jest jest wynik a nie kto w niej gra. Ja mam juz dosc wiecznych porazek i nerwow ogladajac naszych pseudograjkow.A na emocjonawanie sie kolejnym polskimi ( w polskim skladzie) kleskami w eliminacjach przyjdzie jeszcze czas.
Pozdrawiam wyluzowanych.
-
2011/09/22 00:37:30
@ Doogee
Nie pasuje mi ten przykład Francji - przecież nie ściągneli sobie rok przed mundialem piłkarza np. z Włoch, a później jakiegoś Niemca, który czuł się niedoceniany, a przed poprzednim turniejem nie robili sztuczek z naturalizowaniem Brazylijczyka... To prawda, była to drużyna wieloetniczna, ale przecież tylko trzech piłkarzy urodziło się poza Francją. Reszta się tam wychowała i nauczyła futbolu.

Ogólna tendencja... Dziwi mnie takie usprawiedliwienie, bo to w stylu Jasia, który zepsuł coś w przedszkolu i tłumaczy się, że przecież Grzesiu też tak zrobił.

@ Mario Best
Ale skoro masz w dupie, czy w reprezentacji zagra Eskimos, Aborygen czy Zulus, a interesują Cię tylko wyniki, to nie lepiej kibicować po prostu Hiszpanom albo Niemcom? Albo Barcelonie czy innemu Manchesterowi? Będą zwycięstwa, będzie wygodniej, zdrowiej, bez nerwów...
-
Gość: anty-małecki, adep16.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/09/22 13:40:20
Dudu Dahan - ten gość steruje Meliksonem i do niego można mieć pretensje.
-
2011/09/23 08:06:58
Jeśli posiada paszport polski-to w czym problem,gorzej jest gdy sie adaptuje dla potrzeb.
To wcale nikogo nie upodla jeśli polak {z zagranicy }gra dla kaju którego jest obywatelem
trzeba wyplenić to naszą zaściankowośc w pieszym rzedzie


-
Gość: anty-małecki, bae77.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/09/23 10:04:23
kazmaz60 - wszystko byłoby ok gdyby on już nie grał i nie strzelał bramek dla Izraela. Przepisy przepisami, ale niesmak pozostaje.
-
2011/09/23 12:10:19
@ Kazmaz60
Ale przecież nie chodzi o to, żeby zakazać gry w reprezentacji piłkarzom, którzy mają polskie obywatelstwo, ale wychowali się za granicą. Przecież nikt nie ma nic przeciwko grze w kadrze Adama Matuszczyka, który ma też niemiecki paszport, a Niemcy jego nazwisko piszą po swojemu.

Chodzi o sposób przeprowadzania takich operacji; o to, żeby każdy przypadek oceniać osobno, być ostrożnym i mieć jakieś zasady, tak żeby się nie ośmieszyć i nie kompromitować. A ewentualna gra Meliksona (no bo teraz temat jest w zawieszeniu) w naszej reprezentacji tym właśnie według mnie by była - gościa, który miesiąc temu liczył jeszcze na grę dla innej reprezentacji, a zdanie miał zmienić dopiero, kiedy zauważył, że u nas łatwiej będzie o profity.
-
Gość: k, 77-253-192-120.adsl.inetia.pl
2011/11/03 18:49:19
i znów to samo - rusz dupsko i coś napisz, leserze jeden. :)