Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Koncert życzeń

Trwa tradycyjny przed każdym piłkarskim losowaniem koncert życzeń. Wszyscy święci przestali balować w niebie i układają swoje grupy marzeń: ten chce Anglię, tamten woli Niemców, ktoś chce Szwedów, inny jest gotów na ustępstwa - skoro nie ma zgody na Danię, to niech już będzie ta Irlandia. W całym tym szaleństwie zapomina się o kwestii podstawowej. Może na początek należałoby sobie życzyć, żeby prezes Lato i pezetpeenowscy aparatczycy nie narobili w Kijowie poruty. Tak na wszelki wypadek... 

Przepis na moją grupę marzeń jest dość prosty: należy tak wyciągać kulki z misek, żeby w grupie C spotkały się Hiszpania, Niemcy, Portugalia i Francja. Możliwe jest drobne ustępstwo - zamiast Hiszpanii może być Holandia, też będzie dobrze.

Nie jest to może danie szczególnie wymyślne, przychodzi do głowy natychmiast po zapoznaniu się z dostępnymi składnikami, ale smakowite jest, że ho, ho i każdy o tym wie. Mielibyśmy fascynującą grupę i sześć wielkich bitew. Nawet jeśli skończyłoby się bez sensacji i faworyci (w wersji de luxe - obrońcy tytułu z Hiszpanii i główni kandydaci do niego z Niemiec) zrobiliby swoje, to awans do kolejnej rundy byłby dla nich trudniejszym zadaniem niż obalenie pół litra dla Zdzicha Kręciny.

Jest w tym życzeniu szczypta prywaty: przy takim losowaniu Niemcy, Portugalia i Francja tłukłyby się ze sobą w Poznaniu. Fajnie byłoby mieć pod nosem takie hiciory, nawet jeśli na zobaczenie ich z trybun nie ma właściwie żadnych szans.

A co z tą Polską? Cztery lata temu chciałem dla biało-czerwonych misji straceńczej - walki z Holandią, Włochami i Niemcami. Ciągle trzy mecze Polaków z potęgami są kuszącą wizją, argumenty i obserwacje podobne jak wtedy, ale... Przecież już wepchnąłem wielkich do jednej grupy, a poza tym miło byłoby przez jakiś czas żyć nadzieją na sukces. Niech więc tym razem będą Włochy (bo ile można grać z Anglią), Chorwacja (bo można chociaż spróbować odkuć się za poprzednie mistrzostwa) i Irlandia (bo przy okazji Giovanni Trappattoni zagrałby z rodakami i swoim byłym podopiecznym z Juventusu - Cesare Prandellim).

Nie wiem, czy taka grupa byłaby powodem do radości. Dla nas. Bo Włosi, Chorwaci i Irlandczycy z perspektywy gry z Polakami cieszyliby się na pewno. Tak jak wszyscy pozostali uczestnicy losowania.

czwartek, 01 grudnia 2011, bartoszewsky
Tagi: euro 2012

TrackBack
TrackBack URL wpisu: