Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Szaleństwo bez metody

Chorwacja. / fot. goal.com

Przed mundialem zastanawiano się nad wpływem turniejowego doświadczenia lub jego braku na wyniki niektórych reprezentacji. Koncentrowano się na piłkarzach, chociaż szczególne miejsce w tych rozważaniach powinni zajmować selekcjonerzy. Podczas mistrzostw zmienia się sposób ich funkcjonowania. Wciąż kluczowe są dobór piłkarzy, umiejętne dopasowanie ich do planu gry drużyny i analiza rywali, ale rośnie znaczenie elementów właściwych dla pracy trenerów klubowych. Selekcjoner reprezentacji jest w znacznie większym stopniu odpowiedzialny za doprowadzenie piłkarzy do optymalnej formy, utrzymanie dobrej atmosfery w szatni i musi zmierzyć się z codziennym zarządzaniem kadrą w warunkach długiego zgrupowania.

Niko Kovac nie ma doświadczenia w żadnej z tych specjalności. W klubie pracował tylko przez rok i to jako asystent Ricardo Moniza w Salzburgu, a jego reprezentacyjny bilans przed mundialem ograniczał się do dziesięciu gier uzbieranych podczas pracy z chorwacką młodzieżówką i dorosłą kadrą. Mieliśmy więc na mistrzostwach trenerską zagadkę – szkoleniowca nieukształtowanego i niesprawdzonego na dłuższym dystansie w samodzielnej pracy. Powierzenie mu misji prowadzenia Chorwacji na mundialu było szaleństwem, można było mieć poważne wątpliwości, czy zadanie go nie przerośnie, ale nie można było odsunąć od pracy człowieka, który wywalczył awans na mundial. Kadrę dostał, bo akurat był pod ręką (trenował młodzieżówkę), a jego awaryjna nominacja miała przede wszystkim poprawić atmosferę w kadrze, wnieść do niej nowego ducha, bo przecież nic innego nie mógł zrobić trener, który pierwszy raz ze swoją drużyną spotkał się na cztery dni przed początkiem najważniejszego dwumeczu w eliminacjach do mistrzostw świata.

Jasne, można wskazywać na bogate doświadczenia Kovaca z Bundesligi, ale przecież wiemy doskonale, że w tym fachu nie ma prostego przełożenia. Dobrzy piłkarze okazują się trenerskimi niedorajdami, a ludzie, którzy nigdy nie kopnęli piłki w poważnym meczu, nagle stają się wybitnymi szkoleniowcami.

Chorwaci zaczęli mundial obiecująco, duży wpływ na ich porażkę w otwarciu z Brazylią miał sędziowski skandal, ale już ten mecz wskazał na błędy w rozumowaniu Kovaca. Wystawienie środka pola złożonego z trzech kreatywnych pomocników był aktem odwagi, jednak skutkiem takiego posunięcia było przede wszystkim zablokowanie Luki Modricia i Ivana Rakiticia. Gra Chorwacji powinna maksymalnie wykorzystywać ich walory, obsadzać ich w rolach przećwiczonych w klubach, a nie być innowacyjnym na siłę. Obaj byli skrępowani, poświęceni przede wszystkim grze defensywnej i ostrożnie angażowali się w akcje ofensywne. W dużej mierze wynikało to z kontekstu, Brazylia miała piłkę i musiała atakować, lecz duży wpływ miało także ustawienie zaproponowane przez Kovaca. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie z Mateo Kovacicia i postawienie na defensywnego pomocnika Ognjena Vukojevicia. Pozorny krok w tył mógłby być z korzyścią dla gry Chorwatów – obrona zyskałaby dodatkowe zabezpieczenie, a Rakitić i Modrić więcej swobody.

W meczu z Kamerunem Chorwaci funkcjonowali lepiej, dużo do gry wniósł Mario Mandżukić, ale wysoki wynik zaciemnił prawdziwy obraz meczu. Pamiętajmy: rywalem była być może najsłabsza reprezentacja na mundialu, drużyna w stanie rozkładu, która kończyła mecz w dziesiątkę, szarpiąc się między sobą i spacerując po boisku. Prawdę o Chorwatach miał pokazać dopiero mecz z Meksykiem.

Pomysł Kovaca na zwycięstwo był niedorzeczny. Znów źle wykorzystał Rakiticia, który grał bardzo głęboko, blisko swoich stoperów, koncentrując się na inicjowaniu akcji ofensywnych i asekurowaniu środka pola. Jeśli selekcjoner Chorwatów szukał swojego swojego Andrei Pirlo, to powinien zwrócić się w kierunku Modricia, któremu zdecydowanie bliżej stylem gry do Włocha. Też jest przyzwyczajony do rozpoczynania akcji z głębi pola, utrzymywania piłki w środku boiska i nadawania kierunku atakom. Tymczasem przeciwko Meksykowi grał jako najbardziej wysunięty z tercetu środkowych pomocników.

W tym miejscu boiska lepiej sprawdziłby się Rakitić, który na tej pozycji rozegrał świetny sezon w Sevilli. Trzeba było podobnie wykorzystać go w reprezentacji, ale Kovac zaczął kombinować. W konsekwencji Rakitić miał piłkę miał daleko od pola karnego Meksykanów, a tam brakowało piłkarza kreatywnego, ze zmysłem do gry kombinacyjnej i dużym ciągiem na bramkę. A kiedy już się pojawił, to od razu wymyślił gola dla Chorwacji, pięknie podając piętą do Ivana Perisicia.

Mundial to czas wielkich wynalazców, sukcesy odnosi Louis van Gaal, który skonstruował drużynę będącą zaprzeczeniem holenderskiej filozofii gry, ale często prawdziwą mądrością selekcjonera jest odtwarzanie rozwiązań wymyślonych przez trenerów klubowych. Czasami można odnieść wrażenie, że dla wielu szkoleniowców kopiowanie pomysłów innych jest gorsze od porażki. Kombinują więc na siłę, żeby wymyślić coś nowego, byle tylko ich było na wierzchu, ale często są to próby niedorzeczne. I to chyba jedna z przyczyn niepowodzenia misji Kovaca. Za dużo wymyślał, za mało kopiował.

Porażka Chorwatów na mundialu miała wiele przyczyn: od nieszczęsnego karnego w meczu z Brazylią, przez efekt Manaus – wycieńczenie i problemy z dynamiką po meczu w tropikach – po błędy Niko Kovaca. Jeśli uznamy jego nominację za szaleństwo, to nie było w nim metody na sukces. Można go rozliczać za zmarnowanie potencjału Modricia i przede wszystkim Rakiticia, ale przecież to nie wszystko. Chorwaci mieli problemy z konstruowaniem ataków, nie byli tak charakterni jak Meksykanie, a Kovac w trakcie meczu nie potrafił zmianami odmienić gry swojej drużyny.

Chorwaci od 1998 roku mają wysokie notowania przed kolejnymi mistrzostwami, ale już na nich kiepskie wyniki. Na trzech mundialach nie potrafili wyjść z grupy, a na jeden w ogóle nie pojechali. Na Euro też nie jest dużo lepiej – uzbierał się jeden ćwierćfinał, dwa razy trzecie miejsce w grupie i jeden opuszczony turniej. Potencjał na lepsze wyniki jest, może więc trzeba w końcu zatrudnić trenera spoza układów, a nie kolegę prezesa Davora Sukera z dawnych czasów gry w reprezentacji, albo gościa zainstalowanego na ławce reprezentacji przez wszechmocnego działacza Zdravko Mamicia.

Tekst dla portalu krotkapilka.pl.

Fot. goal.com.

wtorek, 24 czerwca 2014, bartoszewsky

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/06/24 22:45:25
zarezerwowałem sobie miejscówki na stolikkibica.pl wczesniej, zebralem znajomych, przyszedłem z oczekiwaniami wielkimi jak stodoła, ale ten mecz to była klapa, kibicuje teraz Kostaryce, niech mają!
-
Gość: przecinek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/06/25 17:03:08
Czyta Pan w moich myślach. Przeciwnicy nie musieli zajmować się ograniczaniem potencjału Chorwacji, bo Kovac świetnie radził sobie sam.

Zatrudnienie kogoś z zewnątrz, to, podejrzewam, tam większy grzech niż u nas. A od czasu Bilicia, federacja zatrudnia byłe gwiazdy mundialu '98, w nadziei, że trafi się ktoś jego klasy.

Rakitić jest jeszcze przynajmniej młody, Modrić ma większy problem - poza EURO 2008 nie ma za bardzo wielkiego turnieju, którym mógłby się pochwalić. Została mu tylko Francja i Rosja, potem będzie pewnie kończył karierę.
-
2014/06/25 20:33:05
@przecinek
Mam wrażenie, że dorobek Bilicia jest trochę przeceniany - raptem ćwierćfinał Euro '08. W 2012 nie wyszedł z grupy, na mundial do RPA nie awansował. Fajny gość, gitara, kolczyk, czapka, kilka dobrych meczów, ale wizerunek wpływa na ocenę jego pracy.