Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Wirus Lecha

Najgroźniejszym rywalem Lecha nie jest żaden z ligowych rywali, ale on sam. Kolejorz nie wykształcił w sobie instynktu zabójcy, jest za to nosicielem wirusa samozagłady, który uaktywnia się z różnymi skutkami w prawie każdym meczu. Scenariusz jest podobny – zamiast dobić rywala i spokojnie kontrolować grę, Kolejorz zaczyna grać nerwowo, popełnia absurdalne błędy i nie wykorzystuje swoich szans. W dodatku często nie jest to efektem wzmożonych starań przeciwników, ich lepszej gry, czy wyższych umiejętności. Lech sam wprowadza niepewność do swojej gry, łatwo daje się wytrącić z równowagi i słono za to płaci marnując kolejne szanse na wygrane.

Na razie stracił cztery wyjazdowe zwycięstwa, dzięki którym mógłby się już wygodnie rozsiąść w fotelu lidera Ekstraklasy. To nie jest myślenie życzeniowe, oderwana od rzeczywistości gdybologia, bo przecież Lech przy okazji każdej ze zmarnowanych szans – z Ruchem, Legią, Koroną i Śląskiem – miał wszystkie atuty w swoich rękach. Katastrofą mógł się skończyć też mecz z Jagiellonią w Pucharze Polski. Lech zaczął popisowo, miał rywala na łopatkach, ale kompromitujące błędy zakończyły się stratą dwóch goli. A przecież tego partactwa – podań pod nogi rywali, błędów w wyprowadzeniu piłki, braku komunikacji – było więcej. Ostatecznie Lech wygrał, ale zamiast przyjemnego wieczoru była droga przez mękę.

Szymon Pawłowski po brzydkim zwycięstwie z Górnikiem Łęczna mówił, że liczą się tylko punkty, a o okolicznościach ich zdobycia nikt nie będzie pamiętał już za dwa tygodnie. Być może tak będzie, lecz – mam wrażenie – takie lekceważenie słabej gry przez piłkarzy ciągle odbija się Lechowi czkawką i nie pozwala zrobić mu kroku do przodu.

Można przecież zmarnowane szanse na zwycięstwa sprowadzić do braku skuteczności i na tym poprzestać, do kilku wyrwanych z kontekstu sytuacji, tak jak lubią to robić nasi ligowcy, ale byłoby to szkodliwe spłycenie problemu. Lechowi bowiem najbardziej brakuje dojrzałości – cechy trudnej do zmierzenia, ocenianej intuicyjnie, lecz jednej z pomagających odróżnić drużyny ukształtowane od tych ciągle się tworzących. Można ją definiować na różne sposoby, zwracać uwagę na mentalność, dyscyplinę taktyczną lub umiejętności, lecz w każdym z tych aspektów Kolejorz nie jest wystarczająco uformowany nawet na polską ligę. Wciąż za mało w nim jakości, za dużo – niestety – zwyczajnego dziadostwa, niechlujstwa, minimalizmu. To kosztuje punkty.

Podobnie było przez całą za kadencji Mariusza Rumaka. Lech w żadnej chwili nie był drużyną ukształtowaną. Czasami sprawiał takie wrażenie, ale – no właśnie – to było tylko wrażenie. Zbyt często lechici dawali się sprowadzać do poziomu słabszego rywala i nie potrafił opanować boiskowego kryzysu. Zamiast grać w piłkę, tylko rozpaczliwie wykopywał ją spod własnej bramki.  Czasami, gdy miał więcej szczęścia, udawało mu się wygrywać. Bywało jednak i tak, że marnował wypracowaną przewagę, pękał pod naporem prymitywnych środków i frajersko gubił punkty ze słabymi przeciwnikami.

Dwa miesiące kadencji Macieja Skorży to zbyt krótki czas, by Lech dojrzał. Jeśli uda się do tego doprowadzić w przyszłości, usunąć ten gen samozagłady, to może dojść do przełomu, który pozwoli Kolejorzowi wykonać skok jakościowy. Nawet jeśli w drużynie łatwo zidentyfikujemy braki, zauważymy kilku niepożądanych już gości i piłkarzy w słabszej formie, to dostrzeżemy też spory potencjał. Co ważne – ciągle w dużym stopniu niewykorzystany.

wtorek, 04 listopada 2014, bartoszewsky

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/11/04 17:27:52
Nie wiem jak pan uważa, ale moim zdaniem w Lechu widać rękę Skorży. W ofensywie ta drużyna ma wielki potencjał jak na polskie standardy, niestety formacja obronna jest stratna, tak naprawdę defensywa to pięta achillesowa Kolejorza. Do dziś nie mogę pojąć po co sprowadzono Ajauriego, robi masę klopsów, a nowy napastnik-Sadajew, też nie rozpieszcza fanów. Zgoda, ostatnio strzelił gola, ale po tak rozegranej akcji to i kij od szczotki by strzelił. Przy okazji zapraszam do siebie:barteknajtkowski.blox.pl
-
Gość: gp, *.dynamic.chello.pl
2014/11/05 01:31:35
Twierdzenia o jakimkolwiek klubie typu że gdyby chceli, to by wygrywal, to przejaw lekceważenia rywali i nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek rzetelną oceną. Błędy świadczą o słabości, a skoro inni ich robią mniej, to oznacza, że po prostu są lepsi. Nie mam pojęcia skąd teoria, że zawodnicy typu Sadajew czy Ubiparip, którzy jak dotąd nie zawojowali ligi, zrobią to akurat teraz, że piłkarze ściągani ze słabszych lig za każdym razem okaża się najlepsi w naszej lidze, albo że wychowankowie okażą się lepsi od wychowanych w innych klubach.
Trochę pokory - nawet to, że wiadomo, co należy poprawić, nie przesądza o tym, że uda się to zrobić, a tym bardziej o tym, że inne zespoły nie będą robić dalszych postępów, skoro jak dotąd są lepsze.
-
2014/11/06 17:19:48
@bartasek98
Nie powiedziałbym, że Hamalainen jest gorszy niż kij od szczotki, a jednak nie wykorzystał świetnych sytuacji ze Śląskiem i Legią. Tak więc ostrożnie z deprecjonowaniem gola Sadajewa.

@gp
Twierdzenie, że napisałem, że gdyby Lech chciał, to by wygrywał, to przejaw skłonności do nadinterpretacji i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nie wiem też skąd pomysł, że inni robią mniej błędów i są po prostu lepsi, skoro pisałem o czterech meczach, które Lech zremisował i jednym, który wygrał.