Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Borussia - Juventus, ten drugi finał

Jeden gol zdominował opowieść o meczach Borussii z Juventusem. A przecież ich historia nie ogranicza się do niego.

I

Lars Ricken grał dla Borussii Dortmund przez kilkanaście lat, zdobył dla niej prawie pięćdziesiąt bramek, stemplował awanse w europejskich pucharach, lecz wszystko przyćmił gol z Juventusem w finale Ligi Mistrzów. Cała kariera usunięta w cień przez jedno kopnięcie.

Wszystko trwało kilkanaście sekund. Ricken wbiegł na boisko za Stephana Chapuisata, wystartował do świetnego podania Andreasa Möllera i błysnął geniuszem lobując Angelo Peruzziego. Borussia prowadziła 3:1. Było po meczu.

Wejście Rickena rozmyło pamięć o tamtym finale, kojarzy się przede wszystkim tego niezwykłego gola, a dopiero później pozostałe wydarzenia. Zdominowało też opowieść o meczach Borussii z Juventusem. A przecież nie było to jedyne spotkanie obu drużyn – w połowie lat 90-tych los często je kojarzył. Ba, nie był to nawet jedyny finał, w którym się spotkały.

II

Finały Borussii z Juventusem zawsze wygrywali Niemcy. Dwaj.

Pierwszy to Jürgen Kohler, solidny obrońca, jeden z tych młotkowych, których Marco van Basten obwiniał za przedwczesne zakończenie kariery.

Drugim był Andreas Möller, błyskotliwy ofensywny pomocnik, który narobił sobie wrogów na każdym niemieckim stadionie. Śpiewano, że jest płaczliwym maminsynkiem.

Obaj trafili do Turynu na początku lat 90-tych na fali wielkiej niemieckiej emigracji. W ciągu kilku lat Bundesligę na Serię A zamienili prawie wszyscy najważniejsi piłkarze reprezentacji Niemiec. W tamtym czasie przez ligę włoską przewinęli się Jürgen Klinsmann, Lothar Matthäus, Andreas Brehme, Rudi Völler, Thomas Hässler i wielu, wielu innych. Szukali lepszych pieniędzy i – przy okazji – większych sukcesów. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych europejskie puchary wygrało sześć włoskich klubów: AC Milan, Napoli, Juventus, Sampdoria, Inter i Parma. Kulminacja nastąpiła wiosną 1990 roku, gdy przedstawiciele Serie A wzięli wszystkie trofea. Milan wygrał w Pucharze Mistrzów, Sampdoria zdobyła Puchar Zdobywców Pucharów, a Juventus – Puchar UEFA.

Trzy lata później Stara Dama znów awansowała do finału tych rozgrywek. Droga do niego nie była zbyt trudna. Juventus męczył się tylko z Panathinaikosem. Wcześniej rozbił Anorthosis Famagusta, potem eliminował Sigmę Ołomuniec, Benfikę i PSG.

Dwaj Niemcy mieli pewne miejsce w planie Giovanniego Trapattoniego. Kohler był silnym puntem defensywy Juventusu. Möller tworzył z Roberto Baggio i Gianluką Viallim groźny ofensywny trójkąt, który wspomagali atakujący z drugiej linii Antonio Conte i Dino Baggio.

Dla Borussii awans do finału był większym wydarzeniem.

Raz, że był to dopiero drugi podobny sukces w historii klubu, który w 1966 roku wygrał Puchar Zdobywców Pucharów.

Dwa, droga do niego była dużo trudniejsza. Dwumecz z Florianą La Valetta był spacerkiem. Później Borussia grała z bardziej wymagającymi rywalami. Eliminowała Cetic, Real Saragossa, po ciężkiej przeprawie wyrzuciła za burtę Romę, a w dramatycznym półfinale wygrała z Auxerre dopiero po konkursie rzutów karnych.

Trzy, w drużynie nie było wtedy takich gwiazd jak w Juventusie. Najważniejszy na boisku był kapitan Michael Zorc, w ataku Chapuisat i mistrz świata z 1990 roku Frank Mill, a miejsce w reprezentacji Niemiec miał kupiony przed sezonem z Juventusu Steffen Reuter. W pucharach nie grał kupiony w trakcie sezonu z Interu Matthias Sammer, któremu przejście do Borussii dało nowe piłkarskie życie.

Prestiż Pucharu UEFA był wtedy bez porównania większy od dzisiejszej Ligi Europy. Różnic było więcej. Rywalizację w klasycznej fazie pucharowej wieńczył finałowy dwumecz. Inna była też otoczka. Nie było jeszcze scentralizowanych praw marketingowych, reklamy sprzedawano w innym trybie, więc kluby robiły wszystko, żeby maksymalizować zyski. Dziś gole z finału Pucharu UEFA w 1993 roku możemy oglądać z dwóch perspektyw. Wszystko przez to, że z jednej strony boiska stały reklamy kierowane na rynek niemiecki, a z drugiej te, które mieli zobaczyć telewidzowie we Włoszech.

Pierwszy mecz, który rozgrywano na Stadionie Westfalskim, rozpoczął się świetnie dla Borussii, która objęła prowadzenie już w drugiej minucie. Gola strzelił Michael Rummenigge. Tak, z tych Rummenigge. To słabszy i mniej utytułowany brat Karla-Heinza.

Z punktu widzenia Borussii cały dwumecz był jednak doskonałą ilustracją powiedzenia o miłych złego początkach. Świetnie rozpoczęty mecz zakończył się dotkliwą porażką. Juventus wziął w obroty obronę gospodarzy, nękał ją kombinacyjnymi atakami, a w rolach katów wystąpili Dino i Roberto Baggio. Włosi wygrali 3:1.

Rewanż na zmoczonym deszczem Stadio delle Alpi był formalnością. Błyszczał Dino Baggio, który strzelił dwa gole, a Borussię dobił Möller. 3:0. Wielkiej historii w tym nie było.

Möller wytrzymał w Turynie jeszcze rok. Zrezygnował z niego niejaki Marcello Lippi, który przejął drużynę po Trapattonim.

Kohler trafił do Borussii dwa lata później. Też nie było dla niego miejsca w nowym projekcie, który dał dał wielkiemu Juventusowi trzy finały Ligi Mistrzów z rzędu.

Po czterech latach utarli nosa byłemu klubowi. Wiadomo, Monachium, Riedle, Ricken. Borussia – Juventus 3:1.

III

Zwycięstwo w Pucharze UEFA stanowiło dla Juventusu nagrodę pocieszenia po niezbyt udanym sezonie w Serie A. Na mecie rozgrywek był dopiero czwarty.

Giovanni Trapattoni świętował zdobycie siódmego międzynarodowego trofeum. Później w europejskich pucharach już nic nie wygrał.

Borussia przełknęła gorzką pigułkę, ale zbiła też kapitał na przyszłość. Była jedynym niemieckim klubem, jaki w tamtym sezonie przebił się do ćwierćfinałów trzech europejskich pucharów. Pieniądze, które szerokim strumieniem popłynęły do Dortmundu z tytułu praw telewizyjnych, reklam i nagród, całe 25 milionów marek, stały się ważnym elementem klubowego budżetu. Pomogły też stopniowo przebudowywać drużynę. W ciągu kilku lat Borussia wydała miliony na Möllera, Kohlera, Julio Cesara i Paulo Sousę z Juventusu, Karla-Heinza Riedle z Lazio oraz Steffena Freunda, Heiko Herrlicha, Jorga Heinricha i Rene Schneidera.

Trenera Borussia nie musiała szukać. Już go miała. Finał z wiosny 1993 roku zwieńczył drugi sezon pracy Ottmara Hitzfelda w Dortmundzie. Na sukcesy trzeba było jeszcze cierpliwie poczekać. Było warto, bo Borussia wkrótce dwa razy z rzędu wywalczyła dublet. No i – wiadomo – wygrała Ligę Mistrzów. Z piłkarzy, którzy grali w dwumeczu z Juve, rewanżu doczekali Steffen Klos, Knut Reinchardt, Reuter, Chapuisat i Zorc, który dzisiaj jest dyrektorem sportowym Borussii.

A Ricken? W tamtym dwumeczu mógł tylko kibicować Borussii. Do kadry pierwszej drużyny został włączony przed następnym sezonem. Wtedy też strzelił swojego pierwszego gola w europejskich pucharach. W ćwierćfinale Pucharu UEFA trafił do bramki Interu, ale Borussia odpadła.

Włochów miał pognębić dopiero trzy lata później.

wtorek, 24 lutego 2015, bartoszewsky

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: