Na stadionach Polski i Świata.
Blog > Komentarze do wpisu

Postęp wymaga ofiar

Po golu Zaura Sadajewa na telebimie pokazano siedzącego na ławce rezerwowych Vojo Ubiparipa. Lech prowadził z Ruchem 1:0, kibice cieszyli się ze zdobycia bramki, Czeczen zbierał gratulacje, a twarz Serba tężała. Gdyby ktoś miał po jego minie odgadnąć, co dzieje się na boisku, pewnie powiedziałby, że Lech wysoko przegrywa.

Dobro klubu to jedno, interes piłkarza – coś innego. Często to rozbieżne rzeczy. Ubiparip nadzieje na grę, a co za tym idzie większy zarobek, może pokładać głównie w nieszczęściach całej drużyny – porażkach, słabej formie konkurentów do gry w jedenastce i ich kontuzjach. Im lepiej będzie się wiodło Lechowi, tym gorzej dla Serba, który powinien powoli żegnać się z Poznaniem i musi rozglądać się za nowym pracodawcą.

Teraz – z punktu widzenia Ubiparipa – jest źle. U Macieja Skorży o punkty zagrał tylko raz. Jesienią długo dochodził do sił po kontuzji, a przed meczem z Pogonią sam skorzystał na problemach zdrowotnych innych. Był bezbarwny, grał słabo, zresztą jak cały Lech, więc szybko wrócił na ławkę rezerwowych. W klubowej hierarchii jest nisko. Maciej Skorża ma innych faworytów.

Meczem z Ruchem pozycje w drużynie umocnił Sadajew. Skorża czuje do niego miętę, wierzy w niego i czyni podstawowym napastnikiem Lecha. W niedzielę otrzymał przekonujący sygnał, że dokonał właściwego wyboru. Sadajew grał dobrze, był aktywny w wielu strefach boiska i bardzo pożyteczny w defensywie. W dodatku – tu nowość – nie dał się sprowokować. Całą energię wykorzystał do gry w piłkę, a nie kłótni, przepychanek i wymachiwania rękami. Mecz skończył z golem, udziałem przy bramce Kaspera Hamalainena i wywalczonym rzutem karnym. To dobry bilans. Jeśli – założenie tylko na potrzeby tekstu – między Sadajewem a Ubiparipem toczyłaby się rywalizacja o pozostanie w Lechu, to akcje Czeczena stałyby zdecydowanie wyżej.

Wyższe notowania mają też Dawid Kownacki, który dla Lecha jest bez porównania bardziej perspektywiczny od Ubiparipa, oraz próbowany jesienią na szpicy Hamalainen. Gra z fałszywym napastnikiem była ciekawa, choć na ogół lepsza od wyników. Dla Skorży taki wariant może być kuszący, bo można w nim wykorzystać duży potencjał pomocników Lecha. Jednocześnie na boisku mogą w nim przebywać niezbędny w każdym układzie Łukasz Trałka oraz Karol Linetty, Darko Jevtić, Gergo Lovrencsics, Szymon Pawłowski i Hamalainen.

Ubiparip nie przekonał, że ma odpowiednie umiejętności, żeby odgrywać ważną rolę w ataku Lechu. Ot, sprowadzony za zbyt duże pieniądze i za dobrze opłacany przeciętniak, który czasami wypali – pamiętamy jego trzy gole z Piastem na otwarcie tego sezonu – ale częściej nie wniesie nic interesującego do gry. Nigdy jednak nie dostał poważnej szansy. Nie wszyscy piłkarze od razu odpalają w nowym klubie, niektórzy potrzebują więcej czasu, cierpliwości i zaufania. Serb nie mógł na to liczyć, bo zazwyczaj ktoś miał mocniejszą pozycję w walce o jedyne miejsce w ataku Lecha. 

Najpierw Ubiparip przegrywał rywalizację ze strzelającym na potęgę Artiomem Rudnevsem, potem z rozgrywającym sezon życia Bartoszem Ślusarskim, a w końcu z będącym dobrą inwestycją klubu Łukaszem Teodorczykiem. I nawet wtedy, gdy w ataku Lecha panowało bezkrólewie, to Ubiparip nie mógł się przebić, bo akurat leczył ciężką kontuzję. Korzystali inni. Serb regularnie grywał tylko na skrzydle, ale widać było, że to nie jest jego miejsce na boisku. Walczył, pracował, jednak nie miał predyspozycji, by zrobić karierę na tej pozycji. Był tylko zapchajdziurą.

Dni Ubiparipa w Lechu można dokładnie policzyć. Do końca kontraktu pozostało ich jeszcze 128. Więcej nie może być. Postęp wymaga ofiar.

poniedziałek, 23 lutego 2015, bartoszewsky

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: