Na stadionach Polski i Świata.
poniedziałek, 14 stycznia 2013

Miałem kiedyś pomysł  wynikający zapewne ze sporego zmęczenia  żeby pisać codziennie, stworzyć coś na kształt piłkarskiego dziennika, oczywiście bardzo kulawego, bo przecież już dawno zapomniałem jak w miarę przyzwoicie sklejać słowa do kupy. Przeszło, doszedłem do wniosku, że nie jestem w stanie pisać każdego dnia, że wszystko szybciej i zgrabniej przemielą inni, a internet nie potrzebuje już kolejnego nieciekawego pisarzyny. W końcu ile można pisać o tym, że Polonia się sypie? Że zwolnili Jóźwiaka? Że Trytce kazano rozbierać choinkę, a zabroniono grać w piłkę? Poczułem się jak przeciętny polski ligowiec – zmęczony wszystkim jeszcze przed rozpoczęciem sezonu.

Okazało się, że bardziej męcząca od tego wszystkiego jest okropna nuda, kolejny dzień bez pracy i ta podła refleksja – nikt nie chce mnie zatrudnić nawet w Football Managerze.

Może dlatego dobrze rozumiem Dariusza Kubickiego, który po bardzo długim niewidzeniu wrócił do pracy w ekstraklasie. Właśnie – nie podziwiam, nie doceniam odwagi, po prostu rozumiem, że miał już dość pozostawania na marginesie i skorzystał z pierwszej okazji, by trochę o sobie przypomnieć. Podbeskidzia w lidze nie utrzyma, to misja o podobnej wadze jak próba zatrzymania siłą myśli czołgów na wojennym froncie, ale może zrobi na tyle dobre wrażenie, że szefowie klubu pozwolą mu jeszcze popracować w Bielsku-Białej w przyszłym sezonie.

Podbeskidzie przez całą rundę jesienną uciułało ledwie sześć punktów, do bezpiecznego miejsca w tabeli traci aż dziewięć. Ostatni raz z takiego bagna wygramoliła się Dyskobolia. Było to trzynaście lat temu, dotychczasowy outsider jakby nigdy nic wygrał dziewięć meczów z rzędu, a Andrzej Strejlau chwalił w telewizji "znakomitą pracę trenera Białka". Lepsza była mimo wszystko prezesa Drzymały, który później mówił coś o obiadach dla sędziów, ale to chyba jednak nie były tylko obiady i nie tylko dla sędziów, skoro zwycięskie gole strzelali nawet Maciej Nuckowski i Krzysztof Kłosiński.

Dzisiaj, jak się wydaje, o takie passy dużo trudniej, dlatego pół ligi dogra sezon we względnym spokoju. I nawet ten Kubicki powinien mieć swoisty – wymaganie od niego cudów na kiju w sytuacji, w której znalazło się Podbeskidzie, byłoby zupełnym nonsensem.