Na stadionach Polski i Świata.
środa, 28 listopada 2007
Podczas meczu Polonii Bytom z Legią Warszawa Stadion Śląski świecił pustkami. Smutny widok 44 tysięcy pustych fotelików powinien dać sporo do myślenia wszystkim, od których zależy budowa stadionów na Euro 2012.

Nie sądzę jednak, żeby tak się stało. Odnoszę wrażenie, że spora część osób, od których zależy sprawne zorganizowanie Euro 2012, wciąż nie ochłonęła po tym, jak 18 kwietnia Michel Platini wyciągnął z koperty kartkę z napisem „Polska i Ukraina”. Czas już najwyższy, bo do początku mistrzostw jeszcze 55 miesięcy, a żadnych efektów pracy rozdętych sztabów organizacyjnych nie widać. Trudno też dostrzec jakiekolwiek oznaki chłodnej, zdroworozsądkowej analizy naszych stadionowych potrzeb i perspektywicznego, wykraczającego daleko poza 2012 rok, myślenia, czyli rzeczy – jak się wydaje – niezbędnych. Zamiast tego mamy niezrozumiałą gigantomanię, przejawiającą się w rozdętych ponad miarę i potrzebę projektach stadionów.

O przypadku Stadionu Narodowego pisałem już bardzo obszernie, teraz pora przyjrzeć się innym, projektowanym z myślą o Euro 2012, obiektom. I tak: gdańska Arena Bałtycka i wrocławski Stadion Miejski mają pomieścić po 44 tysiące widzów, a władze Poznania ostatnio przebąkują coś o stadionie na 50 tysięcy kibiców. Na same mistrzostwa taka pojemność byłaby w sam raz, ale co po nich? Odsyłam do wstępu i wspomnienia 44 tysięcy pustych miejsc podczas meczu Polonii Bytom.

Niektórzy będą się krzywić: nie można porównywać Polonii z potencjałem kibicowskim Poznania, Wrocławia i Gdańska. Zapewne tak, ale mimo to warto pytać, czy budowa tak dużych stadionów jest zasadna. Byłaby, gdyby poziom polskiej ligi stał na znacznie wyższym poziomie niż obecnie, albo będą w niej grać gwiazdy europejskiego formatu. W jedno i w drugie – mimo dużych pokładów dobrej woli – trudno na razie uwierzyć.

Zwolennicy budowy dużych stadionów zauważą, że już teraz popyt na bilety na niektóre ligowe mecze przewyższa podaż. Zgadza się, ale takie przypadki można policzyć na palcach jednej ręki i nie należy się spodziewać, by szybko się zmieniło. Można oczywiście zakładać wzrost zainteresowania rozgrywkami w związku z samą organizacją Euro (i ewentualnymi sukcesami reprezentacji). Wielu kibiców do przyjścia na mecz może też zachęcić poprawa stadionowej infrastruktury. Mimo wszystko, w prognozowaniu szybkiego i znaczącego wzrostu popularności Orange Ekstraklasy zachowałbym daleko idącą ostrożność.

Wysoką frekwencję na stadionach w Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu mogą zapewnić oczywiście sukcesy sportowe gospodarzy, ale takich rzeczy przewidzieć i zaplanować się zwyczajnie nie da.

Gdyby te argumenty były dla kogoś mało przekonywujące, są też dowody, jak ważne jest rozsądne planowanie pojemności stadionu czy budowy jego samego. Po mistrzostwach Europy, piękne obiekty w Portugalii zapełniają się od wielkiego dzwonu albo wcale. Stadiony w Korei Południowej i Japonii, w znacznej większości wybudowane specjalnie na mistrzostwa świata w 2002 roku, raczej niszczeją, z rzadka odwiedzane przez większe grupy kibiców. Przykład niewykorzystywanych należycie stadionów, które zostały w spadku po wielkich turniejach można znaleźć nawet we Włoszech (np. Stadio delle Alpi) i Niemczech (Lipsk). I choć przyczyny takiego stanu rzeczy są różne, warto dobrze zastanowić się przed podjęciem ostatecznych decyzji. Nie jest sztuką wyrzucać pieniądze w błoto, ale inwestować je z głową. Tym bardziej, że stadiony będzie trzeba przecież za coś utrzymać.

Budowa stadionów na mistrzostwa Europy bardzo mnie interesuje. Nie tylko dlatego, że bez nich nie uda się zorganizować tej imprezy, ale również dlatego, że jeden ma powstać kilka kilometrów od mojego domu - przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu. Choć czasu do mistrzostw coraz mniej, koncepcje ciągle się zmieniają, a pojemność stale rośnie. Na razie stanęło na – zdaje się, bo pewności mieć nie można – na 50 tysiącach miejsc dla kibiców. Mimo, że Lech może poszczycić się największą frekwencją w kraju, jakoś niespecjalnie wierzę w to, by poznański gigant regularnie wypełniał się po brzegi. Nie można przecież opierać szacunków tylko o mecze z Legią i Wisłą oraz żyć mglistą nadzieją na otrzymanie finału Pucharu UEFA. Proza ligowego życia to przecież mecze z Odrą Wodzisław, Polonią Bytom czy Cracovią. Zgromadzenie na nich 25 czy 30 tysięcy kibiców wydaje się dziś prawie niewykonalne, a przecież nawet tak wielu widzów zginie gdzieś na pięćdziesięciotysięczniku. Wtedy, patrząc na połacie pustych trybun, o dobrej atmosferze można będzie tylko pomarzyć.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10