Na stadionach Polski i Świata.
czwartek, 15 grudnia 2011

Franciszek Smuda robi wszystko, żeby nie przeoczyć żadnego kandydata do gry w kadrze - na zgrupowania powołuje nawet tych, którzy się nie nadają i nie wiadomo, czy kiedykolwiek będą się nadawać. W piątkowym meczu z Bośnią i Hercegowiną da pograć następnej grupce z szerokiego zaplecza; tak szerokiego, że trzeba nieźle pogrzebać w alfabecie, żeby znaleźć odpowiednią literę na oznaczenie tego zespołu. To jeszcze kadra C? A może już D? Zresztą mniejsza o etykietki - po prostu przykro robi się, kiedy patrzy się na te smutne, bylejakie mecze, bardziej przypominające treningową gierkę na bocznym boisku niż w miarę poważną piłkę.

Było takich gier już kilka, z każdą na pysk leci renoma kadry, mnożą się absurdalni, jednorazowi reprezentanci i topnieją wymagania wobec kandydatów na kolejnych. Kiedyś nawet żeby znaleźć się w ligowym składzie trzeba było coś znaczyć, dobrze zapracować na szansę. Dzisiaj kadra przypomina tramwaj, do którego każdy może na chwilę wskoczyć i przejechać chociaż jeden przystanek. Nie trzeba już właściwie nic, wystarczy być stosunkowo młodym, mignąć w lidze i nie zdążyć się w tym czasie zbłaźnić. Bramkarz Rafał Gikiewicz powołanie dostał po zaledwie pięciu meczach w tym sezonie, a zanim zdążył wyjechać na zgrupowanie kadry wrócił na ławkę rezerwowych Śląska. Filipowi Modelskiemu wystarczyło jedenaście meczów w kiepskim Bełchatowie, a od dawna słabemu Szymonowi Pawłowskiemu najpewniej znajomość z selekcjonerem. A - jakby dziwactw było mało - w kadrze nie ma żadnego nominalnego lewego obrońcy, a trójka powołanych napastników jest w tabeli strzelców ekstraklasy o kilka goli za jednym z asystentów Smudy…

Na wycieczkę do Turcji pojechał też Sebastian Mila, co odbiło się w mediach niejakim echem. Nie jest to dla niego - jak chcą niektórzy - żaden test; takie postawienie sprawy jest niedorzeczne, bo poważniejsze egzaminy niż przeciwko bośniackiej zbieraninie (tworzącej się niechętnie, chyba wręcz z obrzydzeniem) zdaje co tydzień w lidze. Jego powołanie to tylko konieczność, ktoś w końcu musiał pojechać na zgrupowanie, a w takim sorcie nie można było pominąć wiodącego piłkarza lidera tabeli. Przy okazji Smudzie nadarza się zręczna okazja do zabicia tematu Mili w kadrze; już zawsze będzie mógł zbywać pytania o niego opowiadając, że dostał szansę, której nie wykorzystał. Chyba, że i w tym temacie coś się zmieni - za tokiem rozumowania Smudy w końcu często trudno nadążyć.

Nie wierzę w sportowy sens tego meczu i kolejnych w podobnym składzie, które pewnie regularnie będą się odbywać w lutym i grudniu. Jeśli ktoś jest dobry, to nie potrzebuje takich wycieczek, sprawdzi się z najlepszymi. Ale to przecież nie jest wymysł Smudy ani jego poprzedników, których też uszczęśliwiano w podobny sposób zapychając kalendarz. Potrzebuje ich ktoś inny - ten, kto wpadł na pomysł, podpisał papiery i robi na tej chałturze biznes. Może więc kiedyś-kiedyś powołania opłacałoby się rozdać w wyniku loterii sms-owej. Zawsze kilka złotych więcej…

Tagi: Polska
21:53, bartoszewsky , Biało-czerwoni
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4