Na stadionach Polski i Świata.
środa, 17 marca 2010

Maciej Skorża

Maciej Skorża odszedł z Wisły jako trener, w pewnym sensie, niepokonany na własnym podwórku. Oba pełne sezony swojej pracy w Krakowie kończył jako mistrz Polski, w trzecim - już niecałym - też pozostawił drużynę na pierwszym miejscu w tabeli.

To statystyczne fakty, wrażenie było z rundy na rundę coraz gorsze. Wisła grała przeciętnie, męcząco, wygrywała głównie dzięki kilku indywidualnościom oraz zabójczej, godnej podziwu konsekwencji. Dzisiaj nawet to jest wspomnieniem. Oznaką kryzysu jest gra Marcelo - jesienią najlepszego obrońcy ligi, dziś piłkarza ociężałego i nieporadnego prawie jak Wojciech Łobodziński.

Było oczywiste, że za słabą grę lidera posadą zapłaci Skorża. Moment na zmianę trenera - dotyczy to również Legii - wybrano jednak przedziwny, akurat w okresie największego nasycenia meczami jakie znają polskie kluby. Henryk Kasperczak ma teraz bardzo mało czasu na wdrożenie swoich pomysłów i pogmeranie przy drużynie. Akcja ratunkowa może na razie nie przynieść poprawy, a jedynie chaos.

Zwolnienie Skorży było rozwiązaniem najłatwiejszym, ale nie powinno być końcem zmian. Jeśli przyjmiemy, że zużył się trener, musimy zauważyć też, że zużyli się również niektórzy piłkarze. Przydałoby się trochę świeżości w tej kompozycji.

Świeżości złapał też sam Skorża. Nie wygląda na przygnębionego zwolnieniem z pracy; wręcz przeciwnie - zdaje się, że poczuł ulgę...

* * *

Sławomir Peszko to najlepszy skrzydłowy naszej ekstraklasy - za dobry, za szybki i zbyt cwany dla większości obrońców. Dla Lecha piłkarz bezcenny - 7 goli i 8 asyst w 20 meczach to wystarczająca rekomendacja, chociaż i tak nie oddaje w pełni jego pozytywnej pracy na boisku.

Zawsze musi być jednak jakieś ale.

Ale Peszki to kartki - w lidze dostał już osiem żółtych, a dwa razy wylatywał z boiska przed końcem meczu. Zbierał je także na wszystkich innych frontach: w Lidze Europy (dwie żółte), w Pucharze Polski (dwie żółte, w efekcie czerwona) i w reprezentacji (trzy żółte, dwie z nich zamieniły się w czerwień). Łącznie daje to wynik godny boiskowego rzeźnika - w 30 meczach aż 15 żółtych kartek i 4 czerwone!

Kartki Peszki to jednak nie efekt brutalności, ale charakteru i trudnych do wyjaśnienia zaćmień. Takich choćby jak to z wiosennego meczu z Polonią Warszawa - Peszko dostał żółtko za blokowanie ręką wyrzutu z autu na środku boiska...

Kartkowa pauza Peszki w meczu z Jagiellonią, pewnie nie ostatnia w tym sezonie, to dla Lecha spory problem, a przecież wkrótce mogą być kolejne. Odpoczywać za czerwień musi już Grzegorz Wojtkowiak, a zagrożeni karencją są Robert Lewandowski, Semir Stilić, Dimitrije Injac, Seweryn Gancarczyk i Ivan Djurdjević - piłkarze bardzo ważni lub niezbędni. Jacek Zieliński oprócz szykowania taktyki na kolejne mecze musi też sporządzić harmonogram łapania kartek, tak by nie rozsadziło mu drużyny...

* * *

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Ryszard Wieczorek ma papiery, by zostać solidnym ligowym trenerem. Wprawdzie dość nisko należało oceniać jego szanse na zatrudnienie w klubach z najwyższej półki, ale można było się spodziewać, że te z trochę niższej na długo staną się środowiskiem pracy dla takiego rzemieślnika.

Figa z makiem. Nie dał rady Wieczorek w Koronie, błędy z Kielc powielił w Górniku Zabrze i przyłożył rękę do spadku drużyny z ligi. Ciut lepiej było w Wodzisławiu - uratowana ekstraklasa w zeszłym sezonie - ale też na krótko, bo już w bieżącej edycji razem z Odrą roztrzaskał się o dno tabeli.

Teraz Wieczorek pojawił się w Piaście Gliwice i można powiedzieć, że trafił swój na swego: rękę tonącemu trenerowi podali ludzie z solidnie przeciekającej łodzi. Dziwny to związek, podszyty rozpaczliwym szukaniem szczęścia przez obie strony. I chyba z marnymi szansami na pozytywny los - Piast po marnym początku stał się głównym kandydatem do spadku.

* * *

Arka Gdynia na starcie ligowej wiosny ustrzeliła najdziwniejszy hat-trick w historii polskiej piłki: trzy razy z rzędu - zarówno w Gdyni, jak i Krakowie - grała mecze bez udziału publiczności!

Karanie klubów zamykaniem ich stadionów to nie jest polski pomysł, ale polska prymitywna specjalność. W minionych latach przybierała ona różne formy - zamykano całe obiekty, a nawet poszczególne trybuny, ograniczano również liczbę widzów mogących na nie wejść. To banał, ale wart nieustannego powtarzania: mecze bez publiczności nie mają sensu, a zamykanie stadionów jest zwykłą głupotą. Na stosowaniu tego reliktu odpowiedzialności zbiorowej tracą wszyscy (od klubu, przez kibiców, po piłkarzy), ale najmniej akurat winowajcy.

Korekta karomierza byłaby wskazana (czy za rozbój dokonany przez pseudoprzechodnia zamyka się całą ulicę?!), ale nie można na nią liczyć, bo wymagałaby od członków Komisji Ligi Ekstraklasy pewnego wysiłku intelektualnego i przełamania własnych przyzwyczajeń. Dla większości z nich to nadmierny trud.

* * *

Marek Bajor nie ma licencji niezbędnej do prowadzenia zespołu w ekstraklasie, ale Zagłębie Lubin może mu ją na jakiś czas kupić. Kosztowało to tylko 10 tysięcy złotych, ale oczywiście pieniądze to nie wszystko. Ogromnie ważny jest również kontekst: Bajor zastąpił przecież na ławce Franciszka Smudę, który przed końcem kontraktu z klubem został porwany przez PZPN do pracy z reprezentacją. Gdyby nie wystąpiła tak jaskrawa konieczność zadośćuczynienia szkodzie Zagłębia, jego działacze musieliby pewnie poprosić Jana Żurka albo Mirosława Jabłońskiego o podparcie całej konstrkucji wymaganymi papierami.

Pozostaje mieć nadzieję, że nie jest to wyjątek podyktowany okolicznościami, ale nowy sposób działania w podobnych sytuacjach. Choć trenerzy powinni się dokształcać, byłoby to całkiem logiczne - sam fakt posiadania licencji UEFA Pro nie świadczy o niczym, a na pewno nie o umiejętnościach jej posiadacza. Przy okazji zakończyłaby się też żałosna działalność objazdowych trenerzyn z papierem do wynajęcia.

 
1 , 2 , 3