Na stadionach Polski i Świata.
wtorek, 15 kwietnia 2014

Górnik wczołgał się do grupy mistrzowskiej, ale oznacza to dla niego przede wszystkim gwarancję utrzymania się w Ekstraklasie, a nie szansę na jakikolwiek sukces. To obecnie najsłabszy zespół czołowej ósemki – drużyna znajduje się w rozsypce, nie ma w niej życia i niewiele zapowiada jej rychłe wyjście z dołka.

Robert Warzycha przyjechał do Zabrza, żeby opanować kryzys, ale zaliczył wyraźny falstart. Nie potrafił odwrócić złego trendu, lecz się w niego wpisał. Górnik pod jego kierunkiem gra źle, uciułał zaledwie trzy punkty w pięciu meczach, a po drodze odpadł z Pucharu Polski.

Warzycha w tym czasie nie przekonał, że potrafi pozbierać rozbitą drużynę i wyprowadzić ją na prostą. Nie widać, żeby jego przyjście do Zabrza tchnęło w piłkarzy nowego ducha, a to przecież zawsze najbardziej banalne uzasadnienie zmiany trenera i stosunkowo najłatwiejszy do osiągnięcia efekt takiego ruchu. Obecnie Górnik wygląda na drużynę, która czeka ma już dość tego sezonu, czeka tylko na jego koniec, reset i nowe otwarcie.

Może to być zbawienie również dla samego Warzychy, który na razie bez powodzenia zmaga się ze spadkiem pozostawionym przez Ryszarda Wieczorka i Adama Nawałkę. Musi na nim bazować, bo pracuje w Zabrzu zbyt krótko, by opierać się wyłącznie na efektach swojej pracy. Nie miał przecież wpływu na kształt drużyny i jej przygotowanie do wiosennej części sezonu, pole manewru ograniczają liczne kontuzje, a w dodatku drużyna wciąż wydaje się wytrącona z równowagi po rozstaniu z Nawałką. Warzycha nie radzi sobie z takim bagażem, sprawia wrażenie zagubionego, a w jego posunięciach trudno dopatrzeć się spójnego pomysłu na poprawę gry Górnika. To raczej szukanie powodzenia rozpaczliwą metodą prób i błędów. Wątpliwości budzą decyzje personalne, spora rotacja w składzie oraz sposób prowadzenia drużyny w trakcie meczów.

Być może Warzychę po prostu przerosły specyficzne warunki, nie jest trenerskim strażakiem, który najlepiej czuje się w gaszeniu pożarów i wyciąganiu ofiar z ognia. Teraz okoliczności trochę się zmieniają – rozpoczyna się nowy etap jego pracy w Zabrzu. Górnik utrzymał się w Ekstraklasie, awans do europejskich pucharów to mrzonka i zadanie ponad obecne siły klubu, więc runda finałowa będzie dla zabrzan pierwszą fazą przygotowań do nowego sezonu. Kilka ligowych meczów o umiarkowanej stawce – premie za wyższe miejsce w lidze – to całkiem niezły dystans, by zacząć układać autorską drużynę na następne rozgrywki, a nie tylko cerować to, co zostawili inni. 

Komfort jest jednak pozorny, bo razem z ewentualnymi eksperymentami musi iść poprawa gry i wyników. Kolejne słabe mecze mogą mocno zachwiać pozycją Warzychy. Jego szefowie zachowują spokój, ale wiadomo, że nie będzie tak w nieskończoność. Potrzebny jest sygnał, że związek Górnika i Warzychy ma sens. Na razie jedynymi pozytywnymi efektami jego przyjścia do Zabrza były krótkotrwałe korzyści wizerunkowe, które nie mają żadnego znaczenia, jeśli towarzyszą im dobre rezultaty. A kadencja Warzychy jest tylko kontynuacją smutnej dla Górnika ery postnawałkowskiej, w której zabrzanie są lepsi w lidze tylko od słabującego Widzewa.

Miesiąc miodowy Górnika i Warzychy – niemal dokładnie tyle trwa ta współpraca – był pasmem nieszczęść. Udało się uniknąć totalnej katastrofy, ale jeśli sprawy nadal będą zmierzać w tym kierunku, to rozwód nastąpi szybciej niż ktokolwiek się spodziewał. 

 

piątek, 11 kwietnia 2014

Ekstraklasa wchodzi w finałową fazę. Powoli będą zapadać wszystkie najważniejsze rozstrzygnięcia, a przy okazji odbędzie się pierwszy test reformy rozgrywek, którą wprowadzono przed tym sezonem. Na razie o zmianach głównie się mówiło, rozważało wszystkie za i przeciw, ale ich praktyczny wymiar jest średni. Teraz będzie można zobaczyć, jak sprawdzają się przyjęte rozwiązania i czy dzięki nim udało się osiągnąć zamierzony cel.

Jedną z recept na poprawienie atrakcyjności ligi ma być wielkie dzielenie, które nastąpi po ostatniej serii gier sezonu zasadniczego. W ramach Ekstraklasy powstaną ośmiozespołowe grupy mistrzowska i spadkowa, do których kluby przystąpią z połową dorobku punktowego wywalczonego w dotychczasowych meczach.

Drugi zabieg prowadzi do kuriozalnej sytuacji. Wszystko przez regulamin rozgrywek, który każe zaokrąglać w górę nieparzystą liczbę punktów. Dla niektórych drużyn – rzecz dotyczy Ruchu, Wisły, Cracovii, Piasta, Śląska i Zagłębia – nie ma zatem żadnego znaczenia, czy w ostatniej kolejce zremisują, czy przegrają. Oczywista różnica między tymi wynikami nie będzie miała odzwierciedlenia w tabeli.

Może to mieć kilka konsekwencji.

Po pierwsze, wymienione kluby powinny grać odważnie, o pełną pulę, bez zbędnych kalkulacji, bo w ich przypadku remis – przynajmniej w tabeli – będzie równał się z porażką. Uciułany punkt nie da im zupełnie nic.

Po drugie, jeśli jedna ze wskazanych drużyn będzie przegrywać w końcówce meczu, to może nie mieć wystarczającej motywacji, by do końca walczyć o wyrównanie. Zwłaszcza w przypadku, gdy w danym klubie nie przewidziano premii za remisy.

Po trzecie, może mieć wpływ na skład grup mistrzowskiej i spadkowej.

Śląsk gra w ostatniej kolejce z Lechią. Jeśli przegra, na mecie sezonu zasadniczego będzie miał 31 punktów. Remis na zakończenie sezonu zasadniczego da mu 32 oczka. W obu przypadkach kolejny grę w grupie spadkowej klub z Wrocławia rozpocznie z 16 punktami na koncie. Bardziej złożona jest sytuacja Lechii, która wciąż walczy o awans do najlepszej ósemki ligi. Zwycięstwo zagwarantuje gdańszczanom udział w grupie mistrzowskiej, remis – może, ale nie musi, dać promocję. Różnie może ułożyć się scenariusz decydującego meczu. Również tak, że w końcówce będzie remis, a Lechii potrzebne będą trzy punkty...

We Wrocławiu nie musi dojść do szwindlu, raczej należy wątpić, by doszło do ręcznego sterowania ligą, ale warto pamiętać o tym przypadku podczas recenzowania reformy i podczas jej ewentualnego poprawiania. Regulamin rozgrywek nie może generować tak podejrzanych sytuacji, bo to po prostu szkodzi całej lidze. Szefowie Ekstraklasy powinni zwracać na to szczególną uwagę. Zwłaszcza po wielu latach korupcyjnych doświadczeń.