Na stadionach Polski i Świata.
czwartek, 29 czerwca 2006
Przewidywanie wyników w fazie pucharowej na Mundialu to materia dość ciężka. To przecież tylko jeden mecz decyduje o dalszych losach drużyn w batalii o Puchar Świata. Zatem wszystko może się zdarzyć. Słabeusz może wspiąć się na wyżyny możliwości i pokonać dotychczasowego potentata. Jedna przypadkowa bramka może być nie do odrobienia - tu grają wielkie emocje, stres, presja, nerwy pętają nogi... Jeden błąd sędziego może być na wagę awansu... A rzuty karne? Wiadomo. Loteria.

Brzmi to trochę jak usprawiedliwianie się, bo przecież przed 1/8 finału postanowiłem zatypować. Wytypowałem prawidłowo pięciu uczestników ćwierćfinałów, udało mi się nawet mniej więcej przewidzieć, jak niektóre mecze będą wyglądały. To może nie jest wynik aż tak żenujący, jak w pierwszej chwili pomyślałem, ale jednak zbyt dobry też nie jest.

Może lepiej pójdzie przy okazji typowania meczów ćwierćfinałowych? Typy trochę kontrowersyjne. Mogę zostanę prorokiem, a jak nie trafię, to przecież zbytnio się w oczach Czytelników nie ośmieszę.

1. Niemcy - Argentyna.
Niemcy. W Berlinie spotkają się dwie znakomicie dysponowane drużyny, które na tym Mundialu zasłynęły z pięknej, ofensywnej gry. Oba zespoły - jakby na przekór - skupią się na uważnej grze w defensywie, będą wyczekiwały błędów rywala, nie angażując się zanadto w poczynania ofensywne. Odbije się to na poziomie widowiska, które długimi momentami - chciałbym się mylić! - będzie dość nieciekawe. Wygrają Niemcy. Bo są gospodarzami, bo będą dużo bardziej zdeterminowani, bo Klinsmann stworzył naprawdę ciekawy zespół, bo są w formie. Bo futbol to taka gra, w której 22 facetów kopię piłkę przez 90 minut, a i tak wygrywają Niemcy.

2. Włochy - Ukraina.
Włochy. Jak już pisałem, Włosi trafili prawie los na loterii, bo przeciwników aż do półfinałów zbyt wymagających nie mieli. Italia nie gra porywająco, ale skrupulatnie wykorzystuje wszystkie błędy rywali (i prezenty od sędziów), sama przy tym zbyt wielu podarków rywalom nie rozdając. Przy całym moim szacunku dla Ukrainy (wyrażonym choćby w ostatnim Plus minus), ten zespół do ósemki najlepszych na świecie nie pasuje. Włosi to udowodnią. Aż żal, że nie FIFA nie może wprowadzić zamiast Ukrainy Holandii w charakterze lucky loosera.

3. Anglia - Portugalia.
Anglia. Oglądanie popisów podopiecznych Svena Gorana Erikssona powoli zaczyna trącić o masochizm. Anglicy grają prawdopodobnie najpaskudniej ze wszystkich 32 drużyn, które zaprezentowały się na Mundialu. Ba! Gdyby tych drużyn byłoby z 64, też graliby najgorzej... I właśnie dlatego, paradoksalnie, wygrają. Bo piłka nożna to gra paradoksów. Przecież wreszcie ta znakomita, a grająca do tej pory beznadziejnie, linia pomocy musi zagrać dobrze i przechylić szalę na korzyść Anglii. A Portugalczycy przecież też nie zachwycają, a na dodatek zostali wykartkowani.

4. Brazylia - Francja.
Ja tam nie wiem. Chyba najciekawsza para. Brazylia jeszcze nie została tak naprawdę zmuszona do wysiłku, a Francja jakoby się odradzała. Pewnie szybko z dobrej strony pokaże się podobno otyły Ronaldo, a potem Zizou zaprezentuje coś magicznego. W ogóle, jak już pisałem, ten mecz może mieć w sobie coś symbolicznego. Bo przecież meczem z Brazylią zaczęła się wielka kariera Zidane, teraz na meczu z Canarinhos może się skończyć. Języczkiem u wagi może być postawa Luisa Mediny Cantalejo - wystarczy jego jeden błąd (a w ostatnim meczu popełnił wszakże dwa)... Podsumowując: Brazylia, po swoich zabawowych przygotowaniach, które tutaj się mogą odbić, jeszcze niczego wielkiego pokazać nie musiała. Francja zaczęła fatalnie, ale teraz jej forma to krzywa wznosząca. A co tam, niespodzianka! Francja!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 36