Na stadionach Polski i Świata.
wtorek, 31 lipca 2012

Michael Phelps.
Phelps przegrał? Jak to? Przecież od 2001 roku na dystansie 200m delfinem stał na najwyższym podium MŚ po kolei w Fukuoce, Barcelonie, Melbourne, Rzymie i Szanghaju dokładając do tego pierwsze lokaty na igrzyskach w Atenach i Pekinie. Jedyne złoto oddał rywalom, a ściślej rzecz ujmując Pawłowi Korzeniowskiemu, w 2005 roku, kiedy zrezygnował ze startu na tym dystansie. Porządek we wszechświecie został istotnie zachwiany.

Michael Phelps zdobył jednak dzisiaj swój osiemnasty i dziewiętnasty medal olimpijski w karierze. Pobił tym samym rekord gimnastyczki Larysy Łatyniny z ZSRR i został olimpijczykiem wszech czasów. Amerykański pływak na igrzyskach w Londynie swoją postawą przypomina mi jednak Ole Einara Bjoerndalena. Norweg też jest zawodnikiem wszech czasów w swojej dyscyplinie i startuje głównie po to by bić kolejne rekordy. Do pewnego momentu, tak jak Phelpsowi, medale praktycznie same wieszały mu się na szyi. Ostatnio licznik zwycięstw stanął jednak w miejscu i pomimo, że Norweg wciąż należy do ścisłej czołówki i kręci się koło podium to zawsze brakuje mu jakiegoś detalu. A to spudłuje w ostatnim strzale, a to nie trafi ze smarami, a to przegra finisz. Tak samo jest z Phelpsem, który z Le Closem przegrał na ostatnich dwóch metrach. Jedyne triumfy na jakie ich teraz stać to te w drużynie.

Kilka minut po Phelpsie na pływalni w Londynie oglądaliśmy zmierzch innego z pływackich bogów. A właściwie to bogiń. Otylia Jędrzejczak zaliczyła swój najsłabszy start w historii igrzysk olimpijskich, który wszyscy chcielibyśmy jak najszybciej wymazać z naszej pamięci. I tu ponownie biathlonowe skojarzenie: Tomasz Sikora z ostatniego sezonu. Oboje są niekwestionowanymi legendami swoich dyscyplin w naszym kraju i oboje schodzą ze sceny pokonani.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9