Na stadionach Polski i Świata.
piątek, 26 lipca 2013

Po sezonie zakończonym wywalczeniem w porywającym stylu krajowego mistrzostwa i pucharu oraz wygraniem Ligi Mistrzów większość klubów marzyłaby tylko o utrzymaniu się na szczycie. Dla Bayernu to za mało. W Monachium nie tylko marzą, ale robią dużo, by ich kilkuletnia dominacja w piłkarskiej Europie stała się faktem. Kto nie idzie do przodu, ten się cofa – znane powiedzenie mogłoby stać się dewizą klubu z Bawarii.

Już na długo przed końcem poprzedniego sezonu ogłoszono, że w nowych rozgrywkach FC Bayern z ławki rezerwowych poprowadzi Josep Guardiola. Na pierwszy rzut oka wybór byłego trenera Barcelony zaskoczył, bo spodziewano się, że obejmie raczej jeden z klubów angielskiej Premier League. To przekonanie wynikało głównie z medialnej potęgi angielskiej Premier League oraz niedoceniania Bayernu i Bundesligi w ogóle. Szybko okazało się, że od początku miał najlepsze karty w tej rozgrywce.

Guardiola postawił przede wszystkim na bezpieczeństwo. Bayern zaoferował mu przejęcie piłkarskiego gotowca stworzonego przez Juppa Heynckesa, drużyny w pełni sił witalnych, która bezprzykładnie zdominowała rywalizację na krajowym podwórku i stabilność, jakiej nie mógł zapewnić żaden z angielskich kontrkandydatów. Wszystko inne też było na miejscu. Bayern to potężne sportowe przedsiębiorstwo, ze zdrowymi finansami i z rzeszą kibiców na całym świecie. Bundesliga rozwija się miarowo, najlepiej ze wszystkich najważniejszych lig Starego Kontynentu, stając się coraz bardziej atrakcyjną marką.

Wydawało się, że biorąc w opiekę maszynę, która rozjeżdżała kolejnych rywali niczym walec Guardiola – przynajmniej na początku – będzie dokonywał jedynie kosmetycznych zmian, licząc na to, że samo jego pojawienie się w Monachium, świeże spojrzenie i inne metody prowadzenia drużyny dadzą Bayernowi impuls do dalszego rozwoju. Stało się inaczej. Hiszpan od początku zaczął modelować drużynę po swojemu. Do Monachium sprowadzono Mario Götze i Thiago, którzy mają na jeszcze wyższy poziom wznieść kontrolę monachijczyków nad grą, czyli to, do czego zawsze dążył Guardiola. Pomóc ma w tym także sensacyjne wypchnięcie do drugiej linii Phillipa Lahma – dotąd uchodzącego za jednego z najlepszych prawych obrońców świata. Zaczął też ustawiać drużynę na barcelońską modłę, w ustawieniu 1-4-3-3, choć nie musi to być jedynym obowiązującym schematem. W kadrze Bayernu jest mnóstwo talentu oraz możliwości, może nawet za dużo. Zróżnicowana charakterystyka i bogactwo piłkarzy pozwala zmieniać wyjściowe ustawienie, styl i sposób gry w zależności od aktualnych potrzeb. Dzięki temu Bawarczycy mogą stać się drużyną potrafiącą najlepiej reagować na ruchy rywali i przebieg gry.

Tyle teoria. Praktyka to jednak druga strona medalu i obserwowanie starcia ambicji z rzeczywistością będzie pasjonujące. Cele Bayernu na ten sezon są oczywiste. Obrona mistrzowskiego tytułu i Pucharu Niemiec wydaje się obowiązkiem i formalnością, dorzucenie do tego wszystkich możliwych superpucharów miłym dodatkiem, a prawdziwym wyzwaniem poprawa gry i zdominowanie na kilka lat Ligi Mistrzów. Tak samo jak w latach 70-tych, kiedy Bawarczycy trzy razy z rzędu zdobywali Puchar Mistrzów. Powtórka byłaby wydarzeniem bez precedensu – odkąd istnieje Liga Mistrzów nikt nie wygrał jej dwa razy z rzędu – i przyczynkiem do dyskusji, czy Bayern stał się najlepszą drużyną w historii futbolu. A przecież właśnie po to Guardiola przyszedł do Monachium.

czwartek, 25 lipca 2013

W czerwcu ubiegłego roku Dimitrije Injac nie dogadał się z Lechem w sprawie przedłużenia kontraktu, na pożegnanie dostał kilka prezentów oraz zapewnienie, że zawsze jest mile widziany na stadionie w Poznaniu i ruszył w świat. Minął rok i Injac znów jest piłkarzem Lecha. Ale właściwie po co?

Cały tekst na portalu "Krótka Piłka".

środa, 24 lipca 2013

Redakcje prześcigają się w tworzeniu rankingów najlepszych zawodów świata. "Forbes" na pierwszym miejscu umieścił e-commerce managera, listę CareerCast otwiera aktuariusz, klasyfikację stworzoną przez jeden portal wygrał dozorca egzotycznej wyspy. Wszystkie te rankingi już po pobieżnej lekturze stają się bezwartościowe – nie uwzględniono w nich profesji "piłkarz Zagłębia Lubin", a przecież trudno o bardziej wygodne miejsce pracy.

Ciąg dalszy na portalu "Krótka Piłka".