Na stadionach Polski i Świata.
sobota, 29 września 2007
Atakuje Katarzyna Skowrońska.

Różnie układały się mecze naszych siatkarek w mistrzostwach Europy, ale na razie wszystkie kończyły się tak samo - eksplozją radości dziewczyn, ich trenera i kibiców. Oby podobnie było w sobotę i niedzielę.

Są na to bardzo realne szanse, bo Polki są w wysokiej formie i - jak się wydaje - z meczu na mecz grają lepiej. Co więcej, w zespole próżno szukać na razie słabszych punktów i o grze każdej z dziewczyn można wypowiadać tylko ciepłe słowa. Opiewanie polskich sportowców to rzecz bardzo przyjemna i mam nadzieję, że będę mógł to czynić po finale ME. Na razie tylko o tej, która gra chyba najbardziej spektakularnie. Dla Katarzyny Skowrońskiej to pierwszy pełny sezon w reprezentacji, w którym gra na pozycji atakującej. I to jak gra! Ładnie opisał styl gry Kasi swoim blogu, i udokumentował materiałami filmowymi, Eskey - dynamika, lekkość, siła, no i do tego spory rozsądek w podejmowaniu decyzji. Mieć tak dysponowaną zawodniczkę, o tak wielkich możliwościach, to prawdziwy skarb. Dwa lata temu, przed pięknymi mistrzostwami Europy w Chorwacji, Skowrońską w ataku próbował już Andrzej Niemczyk. Efekty tamtych ekspetymentów były dość przeciętne. Cóż, pierwsze koty za płoty.

Poza tym, że Polki po prostu bardzo dobrze grają w siatkówkę, to jeszcze sprzyja im szczęście. System wyłaniania par półfinałowych jest kuriozalny, ale nie mam zamiaru narzekać - znacznie lepiej grać o finał z Serbią niż z Rosją. Także dlatego, że nasze Panie mają już w tym turnieju Serbki na rozkładzie. Choć może lepiej o tym zapomnieć - to będzie już zupełnie inny mecz, w którym wszystko co działo się wcześniej nie będzie miało już większego znaczenia.

Nie za bardzo wiem, co chciał osiągnąć trener Rosjanek Giovanni Caprara, wystawiając przeciwko Włoszkom rezerwy, ale chyba przekombinował. A kto w sporcie kombinuje za dużo, zazwyczaj jest za to srogo karany. My też coś o tym wiemy. Wystarczy przypomnieć sobie turniej eliminacyjny siatkarek do Igrzysk Olimpijskich w Atenach i dziwne decyzje trenera Niemczyka. Mając to w pamięci, cieszy mnie deklaracja Marco Bonitty: - Wszelkie kombinowanie nie leży w naszej sportowej etyce. Najważniejsze jest wygrywanie.

Może zatem w finale, tak jak dwa lata temu, spotkają się reprezentacje Polski i Włoch? Chyba nikt nie ma nic przeciwko i takiej powtórce, i wynikowi dokładnie takiemu jak na poprzednich mistrzostwach.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10