Na stadionach Polski i Świata.
środa, 26 września 2012

Wajda wyreżyserował mecz Warty z Wisłą w Pucharze Polski - brzmi zgrabnie, polega na prawdzie, ale też zupełnie niepotrzebnie sugeruje jakiś przekręt. Nie ma jednak powodów, żeby posądzać sędziego o kręcenie lodów, to po prostu nieudolność.

Najpierw Wajda podyktował rzut karny po tym jak Dawid Sikorski upadł z głodu, później wskazał na jedenasty metr chociaż nie ma pewności czy ewidentny faul na Cwetanie Genkowie miał miejsce w polu karnym, wreszcie - do trzech razy sztuka - nie zrobił nic, kiedy Tomasz Magdziarz dostał z laczka w głowę pod bramką Wisły.

Po meczu sędzia-asystent spieprzał do szatni jak kuna aż się kurzyło. Wstydził się?

*

Oglądanie w akcji Michała Probierza jest zajmujące. Trener Wisły podskakuje, biega, macha rękami, krzyczy, gwiżdże na palcach, momentami wygląda jakby chciał spuścić swoim ludziom tęgie lanie - czasami to wszystko jest ciekawsze niż wydarzenia na boisku. Rzecz w tym jak na nie wpływa. Na chłopski rozum - trener będący w amoku jest w swoim świecie nie może reagować trzeźwo na przebieg gry, nie jest w stanie w pełni się na nim skoncentrować i coś mu ucieka. 

Może trzeba więcej spokoju?

*

Probierz z oczywistych powodów nie mógł sobie rwać włosów z głowy, gdyby mógł - pewnie dołożyłby ten element do swojego indywidualnego przedstawienia.

Wisła była po prostu słaba. Dwa niewykorzystane rzuty karne to nie tylko fakt, to też w pewnym sensie podsumowanie, recenzja jej nędznej gry i świadectwo nieudolności.

Po meczu Probierz mówił, że w grze jego drużyny brakowało płynności. Trudno o nią, gdy drużyna jest w jakimś momencie przejściowym, przypomina patchwork - łata przy łacie. Nie wiadomo, czy z tych skrawków jest możliwe uszycie czegoś ciekawego. Na razie ustawia się je w różnych konfiguracjach - w każdej coś nie pasuje, czegoś jest za mało, czegoś brakuje. Piłkarzy.

Trochę rozpaczliwe to ruchy, bo przecież Sikorski ustawiony na prawej flance to wciąż pokraczny Sikorski z ataku. 

*

Taktykę Warty można streścić do jednego zdania: za wszelką cenę nie stracić bramki. W grze Zielonych nie było widać tego samego polotu, który charakteryzował tę drużynę w poprzednich spotkaniach ligowych. Wówczas problemem nie było dochodzenie do pozycji strzeleckich, lecz ich wykorzystywanie. Mimo mizernej skuteczności Warta i tak może pochwalić się drugim najlepszym atakiem w lidze (16 bramek w 9 meczach).

W meczu z Wisłą dobrych okazji do strzelenia bramki Warta miała niewiele (z takich naprawdę godnych wspomnienia tylko akcja zakończona strzałem Pawłowskiego w drugiej połowie). Zawodnicy z Poznania postawili na dyscyplinę i twardą grę w obronie. Efekt - duża ilość fauli po ich stronie. Strategia ta okazała się na tyle skuteczna, że na oddanie pierwszego celnego strzału Wiślakom pozwolili dopiero w drugiej połowie. Warta zdecydowanie nie była zespołem gorszym od Wisły, na podstawie tego meczu można pokusić się o stwierdzenie, że różnica między zespołami ekstraklasy a pierwszej ligi jest niemal niezauważalna.

I to też musi boleć Michała Probierza.

*

Weszło! napisało, że Warta w wyborach na prezesa PZPN udzieliła rekomendacji Zdzisławowi Kręcinie. Udało nam się to potwierdzić. Kręcina jako jedyny kandydat miał czas i sposobność spotkać się z prezes Łukomską-Pyżalską, a jego pomysły na pomoc klubom pierwszoligowym zyskały jej aprobatę.

Oprócz Zdzicha poparcie Warty otrzymali Stefan Antkowiak i Roman Kosecki. To właśnie do byłego reprezentanta Polski klubowi z Poznania ma być najbliżej w wyborach 26 października.

piątek, 14 września 2012

206 – tyle lat w sumie mają Warta Poznań i Cracovia. Dwa wielkie kluby okresu międzywojennego i pierwszych lat po II wojnie światowej spotkały się dzisiaj w meczu pierwszej ligi. Wieloletnia tułaczka Warty i Cracovii po niższych ligach spowodowała, że był to pierwszy mecz o punkty tych drużyn od... 41 lat. Warto było tyle czekać.

*

Zazwyczaj zespół, który w pierwszych minutach meczu strzela bramkę momentalnie cofa się do defensywy i czeka na ataki rywali. Zazwyczaj nie znaczy jednak zawsze. Warta po zdobyciu bramki już w szóstej minucie dalej prowadziła mecz i jeszcze do przerwy miała kilka stuprocentowych okazji do podwyższenia rezultatu. Po przerwie obraz gry zmienił się jednak diametralnie i w piłkę grać zaczęła w końcu drużyna z Krakowa.

*

Ostatnie minuty meczu to już frontalne ataki najpierw jednych, a potem drugich. Gra cios za cios musi się podobać, a mecze w których o ostatecznym podziale punktów decydują bramki zdobywane w ostatnich minutach meczu przechodzą do historii. Przypomniał mi się inny widziany przeze mnie z wysokości trybun mecz z udziałem Cracovii. Ostatnia kolejka sezonu 2004/05, podopieczni trenera Stawowego przyjeżdżają do Wronek by wywalczyć historyczny awans do europejskich pucharów w pierwszym sezonie od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Trafienia Bojarskiego i Barana dały dwubramkowe prowadzenie gościom. Amica do odrabiania strat zabrała się od 74 minuty. Trzech piłkarzy o nazwiskach na „be”: Burkhardt, Bieniuk i Banaczek zapewnili zwycięstwo Wronczanom. Ten ostatni gol podobnie jak dziś też padł w ostatniej minucie meczu i odebrał Krakowianom możliwość skompromitowania się w Europie.

*

Niedawno Andrzej Iwan w swoim artykule na portalu Weszło! zaliczył Zielonych do grona faworytów do awansu. Faktycznie gra Zielonych na początku nowego sezonu może się podobać, osiągane wyniki już mniej. Miejsce w środku tabeli, jakie zajmuje jedenastka z Drogi Dębińskiej jest jednak nieco mylące. Z uwagi na remont stadionu de facto aż sześć z siedmiu spotkań Warta grała bowiem poza Poznaniem.

*

Trudno sobie wyobrazić grę Warty bez Wojciecha Trochima. Były gracz warszawskiej Legii (jeden mecz w pierwszej drużynie) ostatnie sezony miał przeciętne, ale w obecnej chwili prezentuje już poziom ekstraklasowy. Trochim piłki odbiera, rozgrywa oraz sam bierze się za zdobywanie bramek. W piątek zdobył trzeciego gola w tych rozgrywkach. Ze swych zadań wywiązuje się zdecydowanie lepiej od grającego z Warcie w zeszłym sezonie Tomasza Foszmańczyka (obecnie Korona Kielce).

*

Na meczu obecny był Mariusz Rumak, który sprawdzał formę wypożyczonego z Lecha Michała Jakóbowskiego. Czy podąży on drogą Bartosza Bereszynskiego, który po okresie wypożyczenia w Warcie zasilił pierwszą drużynę Lecha? Porównanie obu zawodników moim zdaniem wypada na korzyść obecnego lewoskrzydłowego Warty.

*

Po kiego grzyba na meczu Warty z Cracovią kibice Lecha Poznań w niewybredny sposób wyzywają Wisłę Kraków nie zrozumiem nigdy...

niedziela, 09 września 2012

Kto w ciągu ostatnich pięciu dni choć na chwilę odwiedził poznańską Maltę na długo nie był w stanie ze swej głowy wyzbyć się wszędobylskiego odgłosu zderzających się wioseł oraz chlupoczącej wody. Rozgrywki w kajakpolo przypominające wielką bitwę morską - choćby naszą bitwę pod Oliwą - zakończyły się zwycięstwem Holendrów oraz Niemek. Reprezentacje Polski zaprezentowały się najlepiej w historii: panowie skończyli na miejscu jedenastym, a panie na pozycji ósmej.

Dobra wiadomość dla tych, którzy nie zdążyli zapoznać się ze specyfiką tej trudnej dyscypliny - za rok w tym samym miejscu odbędą się mistrzostwa Starego Kontynentu. Jeśli polskie drużyny nadal będą się rozwijać w tym tempie to kto wie, może już wtedy pokuszą się o medal. Oby gofry potaniały...

piątek, 07 września 2012

Kadr z meczu Polska-Hiszpania.
- To połączenie piłki ręcznej z koszykówką i nawet elementami hokeja
– próbował opisać kajak polo trener kadry mężczyzn Norbert Watkowski. Nam zabrakło najbardziej oczywistego porównania – do piłki wodnej. Podobnie jak w wartepolo gra jest kontaktowa, a zawodnicy nie przebierają w środkach. Dozwolone jest bowiem zderzanie się kajakami, popychanie rękami przeciwnika, a nawet przewracanie go. Całość jest dość chaotyczna, ma się wrażenie, że więcej jest w tym samej walki niż gry.

W poznańskich mistrzostwach świata udział biorą 63 drużyny z 25 państw. O medale rywalizują mężczyźni i kobiety, seniorzy oraz młodzieżowcy. Mecze na utworzonych kosztem miliona złotych (!) czterech boiskach toczą się jednocześnie bez jakiejkolwiek przerwy od rana do wieczora. Naprawdę ciężko to ogarnąć. Organizatorzy postarali się co prawda na swojej stronie internetowej o live scoring oraz live streaming, ale brakuje... tabel grupowych.

Co rzuca się w oczy to duży rozrzut jeśli chodzi o poziom sportowy poszczególnych drużyn. Mecze, w których drużyna odnosi zwycięstwo różnicą jednej czy dwóch bramek należą do rzadkości. Wyniki po 12:0, 15:0, a nawet 24:0 to na tych mistrzostwach normalka.

*

Kajakpolo to konkurencja włączona do programu World Games, czyli igrzysk sportów nieolimpijskich. Najbliższe już za rok w kolumbijskim mieście Cali, lecz co bardziej interesujące kolejne World Games odbędą się w Polsce, we Wrocławiu. Przed naszymi kajakpolistami ciekawa perspektywa startu w - przynajmniej pod względem ilości zawodników – największej imprezie sportowej na polskiej ziemi w historii. I to nie musi być ich ostatnie słowo. Drogę z World Games na Igrzyska Olimpijskie w 2016 roku przebyło rugby siedmioosobowe. Niewykluczone, że w podobnym kierunku podąży kiedyś kajakpolo.

*

Jak w Poznaniu radzą sobie reprezentacje Polski? Seniorzy i seniorki spełnili plan minimum jakim było wyjście z grupy . Panie awansowały do najlepszej ósemki mistrzostw, panowie są już w dwunastce. Faworytami w walce o medale jednak nie byliśmy, więc wszystkie mecze drugiej fazy nasze drużyny póki co solidarnie przegrywają.

Za to mocnych nie ma na reprezentacje Niemiec. Nic dziwnego skoro funkcjonuje tam czternastozespołowa bundesliga, którą śledzić można nawet na twitterze. Powiew profesjonalizmu. Zdaje się, że nasza piłkarska ekstraklasa nie ma konta ani tam, ani nawet na fejsie...

*

Do kuriozalnej naszym zdaniem sytuacji doszło w końcówce meczu Polek z Hiszpankami. Przy wysokim prowadzeniu biało-czerwonych 4:1 do końca meczu została mniej więcej minuta, czyli tyle ile wynosi limit czasu dla rozegrania jednej akcji. Polki wyprowadziły jednak kontrę, po której sam na sam z pustą bramką znalazła się jedna z naszych zawodniczek. Trener naszej ekipy, którego nazwiska przez niewiedzę nie wspomnimy okazał się jednak minimalistą do bólu. Do końca wolał krzyczeć do swych podopiecznych: „Nie strzelajcie, macie minutę!” Polka na szczęście go jednak nie posłuchała i podwyższyła rezultat meczu. Ciekawe czy po meczu trener miał do niej pretensje...

*

Pierwszego dnia mistrzostw zaskoczył nas fakt, że barierki ochronne na obiekcie osobiście ustawiał prezes PZKaj Dariusz Bejnarowicz. Nie wyobrażamy sobie Grzegorza Lato w takiej roli. Nie tylko dlatego, że poważniej byłoby gdyby zajmował się tym jakiś porządkowy – pewnie siedziałby gdzieś i sączył winiacza.

*

Wojciech Pawłowski najwyraźniej wyznaczył nowe standardy operowania angielszczyzną, bo znajduje coraz więcej naśladowców. Na byłym bramkarzu Lechii Gdańsk wzorują się spikerzy zawodów, którzy niemiłosiernie kaleczą nazwy państw biorących w zawodach.

*

W końcu odnotować trzeba fakt, że gofry na poznańskiej Malcie są droższe niż nad morzem! W Pogorzelicy gofr z bitą śmietaną i owocami kosztował 7zł, w Poznaniu – 8,50zł.

Mistrzostwa na poznańskiej Malcie potrwają do niedzieli. Wstęp bezpłatny. Warto przyjść i wyrobić sobie własną opinię na temat tej niecodziennej dyscypliny. Oczywiście jeśli nie odstraszają was ceny gofrów ;)

Tagi: kajakpolo
18:32, seba.krystek , Z innych aren
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 września 2012

Ministerstwo sportu stało się pośrednikiem w przekazywaniu pieniędzy na przygotowanie sportowców. Z ręką na sercu znam tam może ze trzy osoby, z którymi mogę porozmawiać na tematy sportowe. Ale nie pogadać kto, gdzie, kiedy i co, tylko przede wszystkim dlaczego. Kiedy jadę tam na spotkania to czasem dostaję tak idiotyczne pytania, że wręcz nie wiem jak na nie odpowiedzieć - powiedział nam profesor Zbigniew Waśkiewicz, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, rekor katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego, prezes Polskiego Związku Biathlonu.

Jest Pan jednym z szefów polskiego sportu. Czy oglądając te igrzyska wstydził się Pan za swoich podopiecznych?

- Nigdy nie wstydzę się za naszych sportowców, bo zawszę wierzę, że dają z siebie wszystko. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy był zawód ze strony faworytów. Większość tych, którzy zapowiadali walkę o medale odpadało już po pierwszych startach, a dobre występy zaliczali ci, na których nikt nie liczył. Dawało mi to do myślenia, czy ci nasi faworyci czasem nie musieli udawać dobrej formy po to by udowodnić, że to właśnie im należą się pieniądze na przygotowania. Poza tymi kilkoma negatywnymi niespodziankami uważam jednak, że cała reszta nie miała szans na jakieś nadzwyczajne wyniki. Działacze i dziennikarze razem budują przekonanie, że jesteśmy sportową potęgą, a nie znajduje to najmniejszego potwierdzenia w wynikach.

Górują w tym zwłaszcza dziennikarze TVP, dla których każdy start Polaka w Londynie był szansą medalową.
- Nie rozumiem tego do końca. Rozwodzenie się przed startem kto zajmie które miejsce moim zdaniem jest bez sensu. Przyjdzie moment, zawodnik wystartuje i pokaże co potrafi. Wracając do oceny naszych występów na igrzyskach – nie mogę nie zauważyć jak mała liczba naszych sportowców biła swoje rekordy życiowe. Jeśli ktoś cztery lata przygotowuje się do igrzysk, jedzie na nie i nie poprawia rekordu życiowego to coś jest nie tak.

Już nawet nie chodzi o bicie rekordów życiowych, bo one często są mocno wyśrubowane, ale chociaż o ustanawianie najlepszych wyników w sezonie...
- Zgadzam się. W niektórych przypadkach mieliśmy do czynienia z kompromitującymi startami. Szczytem wszystkiego był start sztafety pływaczek, które przegrały awans o dwadzieścia sekund. Nasze sporty walki praktycznie przestały istnieć. Szermierka, zapasy, judo, boks to nasze czarne dziury, a przecież kiedyś zawsze wracaliśmy z kilkoma medalami w tych dyscyplinach. Teraz nie było w nich żadnego pewniaka. Dodatkowo gdy słyszę, że pływak Korzeniowski źle popłynął, bo sobie plecy ogolił... Nie bójmy się słów – to tłumaczenie było żenujące. Po porażce trzeba też umieć powiedzieć coś mądrego.

Nam zaimponował kajakarz górski Polaczyk, który po czwartym miejscu wyszedł do dziennikarzy i przeprosił kibiców, bo obiecywał medal.
- Paru miało odwagę coś takiego powiedzieć i im należą się brawa za krytycyzm i odwagę, ale tłumaczenia większości były śmieszne.

Sama ilość medali Pana satysfakcjonuje?
- Liczba krążków jest adekwatna do pieniędzy jakie inwestujemy. Jeżeli dalej będziemy finansowali nasz sport na takim poziomie jak dotychczas, to nigdy nie przebijemy się przez te dziesięć medali. Poza tym jak na igrzyska jedzie dwieście osób to potencjalnych kandydatów do podium jest dwudziestu, a dziesięciu z nich zdobywa medale.

Przegląd Sportowy w swoim olimpijskim skarbie kibica wyliczył 26 medali...
- Sports Illustrated dał nam 12 medali, więc chyba lepiej liczą, a na pewno starają się opierać na danych statystycznych i merytorycznych danych, a nie na pobożnych życzeniach. Musimy jednak pamiętać, że są dyscypliny bardziej i mniej podatne na pecha. Jeżeli szermierz w pierwszej rundzie losuje lidera rankingu to trudno to nazwać szczęśliwym układem.

Do Londynu pojechało 218 polskich sportowców. Pana zdaniem to dużo? Za dużo?
- W środowisku sportów zimowych pytaliśmy żartobliwie, czy zawodnikom w Londynie uda przebić się wynik z Vancouver, dokąd pojechało 60 sportowców, a wróciliśmy z sześcioma medalami. Problem nie jest jednak w ilości. Z jednej strony stawiamy sobie bardzo ostre minima, ale w mojej opinii są one zdobywane w złym czasie. Niech kryterium wyjazdu będzie wynik osiągnięty dwa lata przed igrzyskami. Jeśli zawodnik zdobył medal mistrzostw świata, Europy, pobił rekord Polski to dajmy mu czas na spokojne przygotowania do igrzysk.

W obecnej sytuacji często jest właśnie tak, że dla części zawodników ważniejsze są kwalifikacje olimpijskie niż same igrzyska.
- Bo jak już pojadę to jakoś to będzie, będę olimpijczykiem, a nuż się uda. Wielu naszych reprezentantów nie startuje na takim poziomie, żeby minimum osiągnąć na dwa miesiące przed igrzyskami i później ponownie robić najwyższą formę na start olimpijski. Wysyłamy zawodników o tyle niepotrzebnie, iż w wielu przypadkach można przewidzieć, że gdy ktoś zrobił minimum to szczyt formy ma za sobą i takiego wyniku już nie powtórzy. Z drugiej jednak strony jesteśmy krajem czterdziestomilionowym. Co nam to da, że zamiast 200 zawodników wyślemy 150 i zaoszczędzimy dwa miliony? Oczywiście, w przypadku jakiegoś domu dziecka są to duże pieniądze, ale w skali kraju jest to śladowa ilość środków.

Moja teoria jest taka, że tych 218 zawodników, którzy pojechali do Londynu świadczą o dużym potencjale polskiego sportu. Przecież każdy z nich musiał spełnić jakieś wymagania, wywalczyć kwalifikacje. Nikt za ładne oczy nie pojechał. Może po prostu w polskim sporcie mamy zbyt wielu średniaków?
-
Myślę, że tak. Nie starcza nam pieniędzy żeby przygotować wszystkich na światowym poziomie. Środków na przygotowania było sporo, ale tylko dla bardzo wąskiej grupy najlepszych zawodników. Dajmy jednak na to, że w danej dyscyplinie jesteśmy w stanie wyszkolić trzech zawodników na wysokim poziomie. Gdy jeden złapie kontuzję, a drugiemu coś się nie powiedzie to kim ich zastąpić? Wydaliśmy 130 milionów złotych na przygotowania sportowców. Co to jest w porównaniu z 360 milionami funtów jakie wydali Brytyjczycy? To jest dziesięć razy więcej! Możemy wysyłać tylko tych, którzy mają realne szanse na medal. Wtedy musimy się jednak liczyć się z tym, że medali będzie jeszcze mniej –zawsze są przecież jakieś niespodzianki. Możemy jednak potraktować igrzyska jako promocję sportu i wysyłać na nie jak największą liczbę zawodników. Ilu z nich pochodzi z małych miejscowości, reprezentuje barwy lokalnych klubów? Wszyscy oni kiedyś tam wrócą z jakąś myślą, przykładem, spotkają się z dziećmi i zrobią coś dobrego dla swojej społeczności.

Wracając do minimów – Pana zdaniem należy je podnieść? Może dobrym pomysłem byłaby konieczność dwukrotnego wypełniania minimum żeby ograniczyć rolę przypadku?
- Jestem zwolennikiem systemu niemieckiego, gdzie jest kadra olimpijska i każdy kto się w niej znajduje wie, że przez cztery lata ma środki na przygotowania. Przyjaźnię się z wieloma sportowcami i mam wrażenie, że oni żyją w codziennym strachu. Sport jest dla nich strasznie ważny, byliby w stanie się mu poświęcić, ale nie mają za co żyć. Nie mogą łączyć sportu z pracą, bo w kraju nie ma zaplecza treningowego i 200 dni w roku spędzają na zgrupowaniach zagranicznych. Dla porównania w Niemczech funkcjonują landowe ośrodki przygotowań olimpijskich. W każdym województwie taki wioślarz czy kajakarz ma miejsce, w którym przyjedzie sobie na weekend, zrobi genialny trening i wróci do siebie żeby w tygodniu pracować. Ja jestem zachwycony tym szermierzem Piaseckim, który trenuje dwa razy dziennie: przed pracą i po pracy. Gdzie to w Polsce jest możliwe? W sensie lokalowym jako takim. W szermierce to jeszcze pół biedy. Kolega Zawrotniak powiedział, że trenuje w piwnicy bez okien. Ma pecha. Tylko niech ktoś mi powie po co mu okna do treningu? Takie mamy w Polsce dziecinne podejście. Musimy jako państwo podjąć decyzję, co my chcemy robić ze sportem. Jeśli my ciągle będziemy robić nowe plany, budować nowe strategie czy systemy sportu wyczynowego albo młodzieżowego to nic z tego nie wyjdzie, bo takich planów w ostatnich latach było co najmniej kilka i nic one nie wniosły.

Plan naprawy opierający się na wyznaczeniu dyscyplin kluczowych Pana przekonuje?
-
Absolutnie nie. Co jeśli się okaże, że następne igrzyska będą jeszcze większym niewypałem? Złe dyscypliny wybraliśmy czy źli ludzie wybierali? Jestem zwolennikiem inwestowania w jak największą liczbę dyscyplin. Tak duży kraj jak Polska musi iść szeroką ławą. Pamiętajmy też, że sport wyczynowy ma być elementem zachęcającym innych do uprawiania sportu. Po sukcesach Justyny Kowalczyk trasy narciarskie przeżywają oblężenie. Gdyby nie ona to tych ludzi by tam nie było.

Jeśli jednak pomysł ze stawianiem na wybraną grupę dyscyplin przejdzie to które z nich widziałby Pan w tym gronie?
- Nic nie muszę widzieć. Jeśli w grupie, która będzie wyznaczać te sporty priorytetowe są lekkoatleci, pływacy, kajakarze i siatkarz to ja już znam cztery dyscypliny. Jesteśmy ogromnym krajem z niezłym statusem ekonomicznym. Inwestowanie w sport oprócz wymiaru promocyjnego państwa na świecie, ma również wymiar promocji zdrowia i zdrowego stylu życia. Musimy zdecydować czy chcemy, któryś z nich wybrać czy może pracować w obu obszarach tak samo intensywnie.

Co ze sportami walki? Gdyby miały decydować względy historyczne to również powinny się znaleźć w tym gronie.
-
Trzeba się nad tym głębiej zastanowić. Wychowanie mistrzów olimpijskich w tych dyscyplinach jest jednym z tańszych. Judo, zapasy, boks nie wymagają specjalnego sprzętu i nie są dyscyplinami kosztownymi, a jednocześnie łatwiej zarazić nimi młodzież z małych miejscowości, często z biednych rodzin, którzy z reguły mają więcej serca do ciężkiego treningu. Musimy oprzeć nasz sport na szkołach, uczelniach wyższych. Skąd w USA biorą się lekkoatleci? Z uniwersytetów.

W czasie igrzysk w mediach padł też pomysł oparcia polskiego sportu nie o związki sportowe, a o uczelnie…
- Jedno drugiemu nie przeszkadza. Jeśli mam na uczelni akademicki klub sportowy, w którym połowę stanowią kadrowicze, to i tak muszę z tym związkiem współpracować. Traktowanie związków sportowych jako wroga jest dramatycznym błędem. Każdy może sobie mówić o leśnych dziadkach i tym podobnych tworach, ale kto będzie chciał pracować w związku za darmo? W moim związku (Polski Związek Biathlonu – przyp. red.) na etacie są trzy osoby. Ministerstwo ciągle chce więcej dokumentów, sprawozdań, a ktoś to musi robić. Uważam, że w Polsce system sportu wyczynowego jest całkiem dobry. Uczniowskie, akademickie, wojskowe kluby, ośrodki szkolenia, kadry różnego rodzaju są często lepiej zorganizowane niż w innych krajach. Problemem jest ich niedofinansowanie i stwarzanie idiotycznych barier. Często doskonały sportowiec jak jest w jednej kadrze, to nie może być finansowany gdzie indziej, albo być w kadrze. Obszar bezsensownych przepisów jest ogromny.

Oddzielny resort zajmujący się sportem jest w ogóle potrzebny?
-
Gdy on powstawał byłem przekonany, że to podniesie rangę sportu. Teraz mam wrażenie, że ministerstwo marnuje swój potencjał. Nie widzę wielkiej różnicy w porównaniu z okresem przed jego utworzeniem. Ministerstwo stało się pośrednikiem w przekazywaniu pieniędzy na przygotowanie sportowców. Z ręką na sercu znam tam może ze trzy osoby, z którymi mogę porozmawiać na tematy sportowe. Ale nie pogadać kto, gdzie, kiedy i co, tylko przede wszystkim dlaczego. Kiedy jadę tam na spotkania to czasem dostaję tak idiotyczne pytania, że wręcz nie wiem jak na nie odpowiedzieć. Dotyczy to urzędników średniego szczebla, zespołu wsparcia itd. Przed każdą większą imprezą muszę w plany zawodnicze wpisać miejsca 1-8 nawet gdy wiem, że danego zawodnika stać jedynie na miejsce trzydzieste. Jeśli jednak wpiszę inne miejsce to nie dostanę na niego środków. Potem wychodzi, że w planach było czterdzieści miejsc 1-8, a wywalczono tylko cztery. Uprawiamy więc takie wzajemne oszukiwanie się.

Urzędnicza machina nie wyraziła zgody na wyjazd Adriana Zielińskiego do Gruzji w związku z czym za wyjazd musiał zapłacić z własnych pieniędzy. Ministerstwo powinno ingerować tak głęboko w plany szkoleniowe?
-
Akurat ta sprawa nie jest dla mnie do końca jasna. Prezes PZPC Zygmunt Wasiela przekazał wątpliwości odnośnie miejsca przebywania Zielińskiego. Podobno ma dowody na to, że sztangista nie opuścił strefy Schengen... Jeśli ktoś mówi, że jedzie trenować do Osetii Południowej szukać tam ciszy i spokoju to coś mi tu się nie zgadza.

Pana zdaniem na czele polskiego sportu powinien stać ktoś kto się na nim zna czy tak jak teraz zwykły urzędnik?
- Przychodząc do biathlonu nie znałem się na nim kompletnie, ale otoczyłem się odpowiednimi ludźmi. Jak miałem opinię kilku osób, to jako człowiek relatywnie inteligentny byłem w stanie wysnuć odpowiednie wnioski. Pytanie, czy w ministerstwie ze względu na różne gry polityczne oraz dbałość o swoją pracę jest możliwość otoczyć się ludźmi, którzy czasem krytycznie odniosą się do wielu spraw.

Jaką rolę w polskim sporcie odgrywa Polski Komitet Olimpijski?
- Mało kto o tym wie, ale my nie decydujemy o wydatkowaniu pieniędzy na przygotowania olimpijskie. Śmiejemy się, że jesteśmy biurem podróży. Załatwić ubrania, sponsorów na nagrody, bilety lotnicze oraz zatwierdzić skład reprezentacji – to jest de facto nasza rola. Nie wiem czy nie jesteśmy jedynym komitetem olimpijskim w Europie, który nie ma wpływu na finansowanie sportu olimpijskiego. A wydaje mi się, że w PKOl jest jednak trochę więcej ludzi, którzy znają się na sporcie niż w ministerstwie…
 
Czyli funkcja wiceprezesa PKOl jaką Pan pełni jest wyłącznie prestiżowa?
- Moja rola jest raczej mniejsza niż większa, nie mam nadzwyczajnego indywidualnego wpływu na działalność PKOl. Należy jednak pamiętać, że Polski Komitet Olimpijski jest organizacją, która opiera się na zasadach demokratycznych i wszystkie decyzje zapadają w ramach wypracowanego porozumienia. Wewnątrz bywa gorąco, ale na zewnątrz jest jednoznacznie. Jestem szansą dla sportowca skonfliktowanego ze związkiem czy z trenerem. Taki zawodnik nie skarży się ministerstwu tylko dzwoni do mnie. Komandor Biegu Piastów Julian Gozdowski nie ma problemu zadzwonić do mnie i poprosić, by w jego sprawie interweniować w ministerstwie. Są i takie dyscypliny, które nie proszą mnie o pomoc i dlatego np. snowboard do dzisiaj nie ma halfpipe’u. Natomiast jeśli chodzi o kwestię minimów, przeróżnych kryteriów to na pewno mam jakieś znaczące słowo.

A jak wygląda współpraca między związkami a ministerstwem gdy chodzi o planowanie strategiczne? Takim punktem zaczepienia są zawsze tylko najbliższe igrzyska czy myśli się już o kolejnych?
- Wcale nie ma planowania strategicznego. Znów powołam się na mój biathlon, bo sytuację w nim znam najlepiej. Po zakończeniu kariery przez Sikorę nie dostałem prawie żadnych środków na kadrę seniorów, bo stwierdzono, że są słabi. Nikt nie pomyślał, że jak odbiorą mi na nich dotację to będą jeszcze słabsi. Pieniędzy jest wystarczająco dużo, by móc normalnie funkcjonować, ale zdecydowanie za mało by móc sobie kogoś wychować od juniora do seniora.

Same związki nie są w stanie własnymi środkami zorganizować szkolenia juniorów z myślą o przyszłych igrzyskach?
- Akurat w swoim związku dosyć sporo dopłacam do szkolenia. Niedawno powołaliśmy kadrę z myślą o igrzyskach w Pyeongchang. Mam tam siedemnastolatka, ale to nie znaczy, że on w Korei zdobędzie medal. Przez najbliższe sześć lat chcę zrobić wszystko by nie stracić go z oczu. Zapewniam mu ileś tam zgrupowań w roku, sprzęt, badania, suplementy. Wyciągam go z klubu, bo tam nikt sam mi się nie wychowa. Teoretycznie rolą ministerstwa powinno być sfinansowanie takiego przedsięwzięcia, a tymczasem ja jestem zmuszony straszliwie rzeźbić z własnych środków.

Czy Klub Londyn spełnił swoją rolę? Podobny system był testowany dwa lata przed Vancouver, gdy Tomasz Sikora, Adam Małysz i Justyna Kowalczyk mieli swoje oddzielne budżety. Wtedy to wypaliło i polskiego sportu reformować nikt nie chciał.
- Myślę, że to porównania do Vancouver są o tyle nieszczególne, że wspomniana trójka to byli sportowcy ponadprzeciętni, którzy tydzień w tydzień udowadniali, że te środki im się należą. W dyscyplinach letnich jest zbyt wielu sportowców, by móc ten system powielić przy tej kwocie. Innym problemem jest działający przy Klubie Londyn Zespół Wsparcia. W mojej opinii takie ciało powinno pomagać trenerom, rozmawiać z zawodnikami, być pewnego rodzaju audytorem procesu treningowego, a tymczasem jego rola ogranicza się do sprawdzania czy pieniądze zostały należycie wydane. Nie wszystkie decyzje Zespołu są dla mnie zrozumiałe. Podam przykład: we wrześniu organizowana będzie kursokonferencja dla trenerów sportów zimowych. Nikt jednak nie wziął pod uwagę, że większość trenerów reprezentacji jest w tym czasie na zgrupowaniach zagranicznych. To jest absurd! W Zespole są tylko dwie osoby, z którymi mogę porozmawiać na temat treningu sportowego. Reszta jest wsparciem statystycznym.

Jakich zmian dokonałby Pan w programie igrzysk olimpijskich?
- Musiałbym się głębiej zastanowić. Bardzo rozbawiły mnie zawody w BMX, ale mam wrażenie ze sportem mają one niewiele wspólnego. Do granic możliwości rozdęte jest pływanie. Za chorą uważam decyzję o wprowadzeniu kitesurfingu. Jakieś skoki na wodzie – kompletnie tego nie czuję.

Nie jest tak, że z niektórymi sportami czas obszedł się wyjątkowo brutalnie? Na przykład z boksem?
- Za dużo się z nim kombinowało w ostatnich czasach. Do dzisiaj nie rozumiem do końca punktacji. Niby kilku sędziów musi w jednym momencie przycisnąć ten sam przycisk, ale co jeśli się pomylą albo minimalnie spóźnią? Na pewno są dyscypliny, w których niebezpiecznie zwiększyła się rola sędziów.

No właśnie, czy gdy jednym z czynników klasyfikacji jest subiektywna ocena sędziego możemy jeszcze mówić o sporcie?
- Też mam z tym problem. Nigdy nie podobał mi się element oceny lądowania w skokach narciarskich. Jakoś w skoku w dal tego nie ma, a na siłę tez dałoby się to wprowadzić. Z drugiej jednak strony idąc tym tropem należałoby zlikwidować gimnastykę sportową, która dla mnie zawsze była pokazem siły i piękna sportu.

Gimnastyka artystyczna to jeszcze sport czy już raczej balet?
- Jest to dylemat z pogranicza wielu dyscyplin sportu. Moim zdaniem dopóki pracujemy nad własnym ciałem by pokazać, że jest się silniejszym, szybszym czy też lepiej wykonującym pewne elementy to mamy do czynienia ze sportem. Może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie pewnej rotacji dyscyplin? Przecież rugby, które jest bardzo popularne na świecie, dopiero w Rio znajdzie się w programie igrzysk i to w wersji siedmioosobowej. Podobnie z golfem.

Kończąc rozmowę Panie Prezesie rozumiem, że już niedługo będziemy trzymali kciuki za sportowców dyscyplin zimowych?
-
Tak i mam nadzieje, że dadzą nam wiele okazji do radości i po igrzyskach w Sochi nie będziemy myśleli o zmianach systemowych, a jedynie o tym jak zadbać o sportowców i polski sport.

sobota, 01 września 2012

Minione dwa tygodnie poświęciliśmy na podsumowanie londyńskich igrzysk. Nazwisko po nazwisku rozliczaliśmy każdego z 218 reprezentantów Polski. Poniżej przedstawiamy ranking dyscyplin powstały w wyniku porównania średnich ocen, jakie wystawiliśmy. Widzicie to podobnie?

1. Siatkówka plażowa 4,00 (2)
2. Zapasy 3,63 (4)
3. Kajakarstwo górskie 3,60 (5)
4. Żeglarstwo 3,25 (11)
5. Podnoszenie ciężarów 3,22 (9)
6. Kajakarstwo 3,19 (8)
7. Jeździectwo 3,00 (4)
Gimnastyka artystyczna 3,00 (1)
9. Strzelectwo 2,75 (4)
Kolarstwo górskie 2,75 (4)
11. Pięciobój nowoczesny 2,50 (3)
12. Lekkoatletyka 2,40 (59)
13. Tenis stołowy 2,38 (4)
14. Wioślarstwo 2,28 (26)
15. Łucznictwo 2,25 (2)
16. Siatkówka 2,00 (12)
Badminton 2,00 (6)
Boks 2,00 (1)
Gimnastyka sportowa 2,00 (2)
20. Kolarstwo szosowe 1,88 (4)
21. Pływanie 1,85 (17)
22. Szermierka 1,81 (8)
23. Tenis 1,75 (7)
Judo 1,75 (6)
25. Triathlon 1,67 (3)
26. Kolarstwo torowe 1,63 (4)
27. Taekwondo 1,50 (1)

Oceny. Dyscyplina po dyscyplinie, olimpijczyk po olimpijczyku:

Czas podsumowań. Pływanie
Czas podsumowań. Lekkoatletyka
Czas podsumowań. Kajakarstwo, kajakarstwo górskie, wioślarstwo, żeglarstwo 
Czas podsumowań. Podnoszenie ciężarów, szermierka
Czas podsumowań. Badminton, siatkówka, siatkówka plażowa, tenis, tenis stołowy
Czas podsumowań. Boks, judo, taekwondo, zapasy
Czas podsumowań. Gimnastyka artystyczna, gimnastyka sportowa, jeździectwo, kolarstwo, kolarstwo górskie, kolarstwo torowe, łucznictwo, pięciobój nowoczesny, strzelectwo, triathlon


Tematykę olimpijską zamkniemy w niedzielę publikując rozmowę z jednym z sterników polskiego sportu. Nie zapomnijcie nas odwiedzić.

GIMNASTYKA ARTYSTYCZNA

Zawodnicy:
2004 – 6, 2008 – 1, 2012 – 1.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.

Joanna Mitrosz:
wielobój – 9/24
Zawodniczka z Gdynii do finału awansowała z ósmego miejsca. W samej rozgrywce medalowej spisała się już nieco gorzej i zajęła dziewiątą lokatę. Gdyby powtórzyła wynik punktowy z kwalifikacji to zostałaby sklasyfikowana na wysokim szóstym miejscu.
Ocena: 3

GIMNASTYKA SPORTOWA

Zawodnicy:
2004 – 1, 2008 – 2, 2012 – 2.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 1, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 0, 2008 – 8, 2012 – 0.

Roman Kulesza:
wielobój – 24/41
W kwalifikacjach uzyskał oztatni rezultat dający awans, w finale był ostatni.
Ocena: 1,5

Marta Pihan-Kulesza: wielobój – 19/60
Spisała się nieco lepiej od swojego małżonka. Gdyby nie słaby występ na równoważni mogła pokusić się o miejsce w czołowej piętnastce.
Ocena: 2,5

Średnia: 2

JEŹDZIECTWO

Zawodnicy:
2004 – 3, 2008 – 3, 2012 – 4.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 1.

K
atarzyna Milczarek-Jasińska (koń Ekwador): ujeżdżenie drużynowo – 8/9.
Beata Stremler (koń Martini): ujeżdżanie drużynowo – 8/9.
Michał Rapcewicz (koń Randon): ujeżdżanie drużynowo – 8/9.
Paweł Spisak (koń Wag): ujeżdżanie drużynowo – 8/9, WKKW – nie ukończył.
Przed igrzyskami polscy jeźdźcy byli wystawieni na wielką próbę – głośno było o składanych im propozycjach kupna koni. Okazało się, że ważniejsze od milionów są marzenia i start na igrzyskach olimpijskich. Piękna postawa. Wynik sportowy – przyzwoity.

Ocena: 3

KOLARSTWO

Zawodnicy: 2004 – 7, 2008 – 4, 2012 – 4.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 0, 2008 – 1, 2012 – 0.

Katarzyna Pawłowska: start wspólny – 11/40
Debiutantka na igrzyskach jechała czujnie i znalazła się w czołowej grupie – finiszowała jako jedenasta. Zdecydowanie najlepszy ze startów polskich szosowców na igrzyskach w Londynie.
Ocena: 3

Michał Gołaś: start wspólny – nie ukończył
Niektórzy po udanych startach upatrywali w nim kandydata do dobrego miejsca. Gołaś zawiódł te nadzieje – nie dojechał do mety.
Ocena: 1

Michał Kwiatkowski: start wspólny – 60/110
Nie wychylał się, po prostu przejechał wyścig. I to wszystko.
Ocena: 2

Maciej Bodnar: start wspólny – 84/110, jazda indywidualna na czas – 25/37
Start w wyścigu ze startu wspólnego miał być dla Bodnara tylko rozgrzewką przed jazdą na czas, dlatego bardzo odległe miejsce nie dziwi. Marnie było jednak również w czasówce, chociaż w dużej mierze z powodu pecha i defektów.
Ocena: 1,5

Średnia: 1,88

KOLARSTWO GÓRSKIE

Zawodnicy: 2004 – 5, 2008 – 3, 2012 – 4.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 1, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 3, 2008 – 7, 2012 – 2.

Aleksandra Dawidowicz: 7/28
Już na początku pierwszej pętli zaliczyła upadek, później konsekwentnie przebijała się z dalszych pozycji do czołowej dziesiątki. Udany występ.
Ocena: 4

Paula Gorycka: 22/28
Na igrzyska pojechała zamiast kontuzjowanej Mai Włoszczowskiej i zebrała bagaż doświadczeń. Tylko albo aż tyle.
Ocena: 2

Piotr Brzózka: 32/42
Marzył o miejscu w czołowej dwudziestce, do realizacji tych planów zabrakło sporo.
Ocena: 2

Marek Konwa: 16/42
Celował w pierwszą dziesiątkę, ale na taki wynik nie starczyło jeszcze umiejętności i formy. Mimo tego – bardzo przyzwoity start.
Ocena: 3

Średnia: 2,75

KOLARSTWO TOROWE

Zawodnicy:
2004 – 4, 2008 – 4, 2012 – 4.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 4, 2008 – 0, 2012 – 0.

Małgorzata Wojtyra: omnium – 11/18
Na półmetku była szósta, słabsze starty drugiego dnia rywalizacji spowodowały, że wypadła z pierwszej dziesiątki. Bez rekordu życiowego w żadnej z konkurencji.
Ocena: 2,5

Damian Zieliński: sprint – 15/16, sprint drużynowy – 10/10
Miejsca mówią same za siebie.
Ocena: 1

Kamil Kuczyński: keirin 13/18, sprint drużynowy – 10/10
Powalczył w keirinie, obciąża go start w drużynie.
Ocena: 2

Maciej Bielecki: sprint drużynowy – 10/10
Trzeci ze słabej drużyny sprinterów. Może nie byłaby ostatnia, gdyby Bieleckiemu nie wypadł but z mocowania pedału…
Ocena: 1

Średnia: 1,63

ŁUCZNICTWO

Zawodnicy: 2004 – 4, 2008 – 6, 2012 – 2.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 4, 2008 – 5, 2012 – 0.

Natalia Leśniak: 33/64
38. w rundzie rankingowej, w zasadniczej fazie odpadła już w pierwszej rundzie (ale jak powiedział komentator telewizyjny – w dobrym stylu!). Jej pogromczyni odpadła już w następnej rundzie…
Ocena: 1,5

Rafał Dobrowolski: 9/64
Solidnie. 14 miejsce w rundzie rankingowej, odpadł w 1/8 finału, ale jego rywal został mistrzem olimpijskim.
Ocena: 3

Średnia: 2,25

PIĘCIOBÓJ NOWOCZESNY


Zawodnicy: 2004 – 4, 2008 – 4, 2012 – 3.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 3, 2008 – 3, 2012 – 0.

Szymon Staśkiewicz: 24/36
Szanse na wysokie miejsce stracił już w zawodach szermierczych. Na plus zaliczyć sobie może jedynie występ na parkourze, na którym uzyskał czwarty wynik.
Ocena: 2

Sylwia Gawlikowska: 13/36
W olimpijskim debiucie przed ośmioma laty była szósta. W Londynie nie spisała się już tak dobrze zajmując trzynaste miejsce. Równy start we wszystkich konkurencjach, ale na trochę niższym poziomie niż byśmy sobie tego życzyli.
Ocena: 3

Katarzyna Wójcik: 19/36
W żadnym ze startów nie uzyskała lepszego rezultatu od Gawlikowskiej i w efekcie wywalczyła dziewiętnaste miejsce.
Ocena: 2,5

Średnia: 2,5

STRZELECTWO

Zawodnicy: 2004 – 5, 2008 – 6, 2012 – 4.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 1.
Punkty: 2004 – 0, 2008 – 5, 2012 – 13.

Sylwia Bogacka: karabin trzy postawy - 4/46, karabin pneumatyczny – 2/56
Największa niespodzianka igrzysk spośród biało-czerwonych. Za jej sprawą już pierwszego dnia olimpiady mogliśmy się cieszyć ze srebrnego medalu. Również w drugiej konkurencji była blisko podium. Sam wynik finałowy dałby jej brąz.
Ocena: 5,5

Agnieszka Nagay: karabin trzy postawy – 8/46
W swoim trzecim olimpijskim starcie w końcu udało się jej awansować do finału. Tam niestety na dziesięć prób ustrzeliła tylko jedną dziesiątkę i zajęła ostatnie miejsce.
Ocena: 3

Beata Bartków-Kwiatkowska: pistolet sportowy – 35/39, pistolet pneumatyczny - 44/49
To ewidentnie nie były jej igrzyska. Dwa starty i w obu sklasyfikowana została pod koniec stawki.
Ocena: 1

Paula Wrońska: karabin pneumatyczny - 47/56
Najmłodsza z naszej ekipy pojechała po naukę. Do awansu do finałowej ósemki zabrakło jej sporo.
Ocena: 1,5

Średnia: 2,75

TRIATHLON

Zawodnicy:
2004 – 0, 2008 – 3, 2012 – 3.
Medale: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.
Punkty: 2004 – 0, 2008 – 0, 2012 – 0.

Maria Cześnik: 31/52
Agnieszka Jerzyk: 25/52
Przeciętnie. Cześnik szanse na lepsze miejsce straciła po upadku w trakcie odcinka kolarskiego.
Ocena: 2x2

Marek Jaskółka: 47/54
Słaby start. Po pływaniu Polak był 27, później było coraz gorzej.
Ocena: 1

Średnia: 1,67

Czas podsumowań. Prolog
Czas podsumowań. Pływanie
Czas podsumowań. Lekkoatletyka
Czas podsumowań. Kajakarstwo, kajakarstwo górskie, wioślarstwo, żeglarstwo 
Czas podsumowań. Podnoszenie ciężarów, szermierka
Czas podsumowań. Badminton, siatkówka, siatkówka plażowa, tenis, tenis stołowy
Czas podsumowań. Boks, judo, taekwondo, zapasy