Na stadionach Polski i Świata.
sobota, 13 sierpnia 2016

Cały świat oburzał się doniesieniami o przemysłowym dopingu w Rosji i domagał się wyrzucenia wszystkich sportowców z tego kraju z igrzysk. Takich żądań nie formułowano w stosunku do reprezentantów innych państw, choć do Rio pojechała cała galeria szemranych postaci. Zostawmy tych nieszczęsnych braci Zielińskich – oni przecież przez lata nie wpadli, tylko wyjątkowo podejrzanym zachowaniem mnożyli kolejne wątpliwości – skoncentrujmy się na osobach już wcześniej dyskwalifikowanych za doping. A tych jest tak wielu, że głosy potępienia pod adresem sportowców z innych państw są często zwyczajnie niesmaczne. Powody do wstydu ma wielu, może kiedyś będą mieć jeszcze większe, bo nie wszystkie afery zostały przecież wyjaśnione.

To często nie są pierwsze lepsze nazwiska. W lekkoatletyce mamy choćby jamajskich sprinterów Shelly-Ann Frasier-Pryce i Asafę Powella. Mamy LeShawna Merrita, amerykańskiego kandydata do medali na 200 i 400 m, który obecność niedozwolonych substancji w swoim organizmie tłumaczył stosowaniem preparatów na powiększenie penisa. Mamy młociarza Iwan Tichona, który wpadł w zasadzie dwa razy – raz od dyskwalifikacji uratowali go prawnicy – a na niedawnych mistrzostwach Europy startował z hasłem „rzucam czysty” na plastronie. Właściwy byłby napis "rzucałem na koksie". 

Mamy wreszcie Justina Gatlina, jednego z faworytów biegów sprinterskich, który był już zdyskwalifikowany dwa razy, a teraz może być zwycięzcą jednej z najbardziej prestiżowej konkurencji na igrzyskach.

Pierwszy raz Gatlina złapano w 2001 roku. Wtedy miał pauzować dwa lata za zażywanie amfetaminy, ale ostatecznie dyskwalifikacja trwała tylko rok. Gdy wrócił na bieżnię, szybko zaczął osiągać dobre wyniki. Apogeum był start na igrzyskach olimpijskich w Atenach, na których wygrał bieg na 100 metrów. Rok później zdobył dwa złote medale mistrzostw świata w Helsinkach.

Drugi – w 2006 roku, gdy badania wykazały, że ma podwyższony poziom testosteronu. Zgodnie z przepisami antydopingowymi powinno to oznaczać dożywotnią dyskwalifikację. Powinno, ale w przypadku Gatlina praktyka była inna. Najpierw zawieszono go na osiem lat, później karę skrócono do czterech. To był jasny układ: umożliwienie powrotu do sportu w zamian za współpracę z organami antydopingowymi. Standardy są różne. Julia Stiepanowa, która pomogła obnażyć rosyjski proceder, nie wystąpi w Rio, choć była karana "tylko" raz, a jej start popierała Światowa Agencja Antydopingowa. Veto postawił MKOl.

Zamiast końca kariery, Gatlina czekało nadzwyczajne złagodzenie kary. Zamiast wstydu, kontrakt sponsorski. Dla Nike strategia szokowania nie ogranicza się do ubierania klubów piłkarskich w jaskrawe koszulki. Rozgłosu szuka też przez wspieranie sportowców uwikłanych w afery dopingowe. Przecież nie ważne, jak mówią, ważne, żeby nie mylili nazwy i prawidłowo rysowali znaczek.

Gatlin wrócił do sportu w 2010 roku. Podobno jest czysty, choć biega szybciej niż przed drugą dyskwalifikacją. Przed nią jego najlepszy czas na 100 metrów, nie licząc unieważnionego w dziwnych okolicznościach rekordu świata z 2006 roku, wynosił 9,85 s. Po banicji tę barierę pokonywał w czterech sezonach. Teraz jego rekord życiowy to 9,74 s. 

Wszyscy widzą, że Gatlin jest szybki. Nikt nie wierzy, że jest czysty, choć testy przeprowadzone w ostatnich sześciu latach nie dały pozytywnego wyniku. Wątpliwości budzi za to okres dyskwalifikacji. Przez cztery lata nikt go nie kontrolował, bo nie było w tym żadnego sensu. Mógł więc bez obaw tuczyć się zabronionymi środkami, które – jak przyznają naukowcy – dają efekt nawet długo po zaprzestaniu ich stosowania.

W tym roku Amerykanin legitymuje się dwoma najlepszymi wynikami na świecie na dystansie 100 m. Podobnie było przed zeszłorocznymi mistrzostwami świata. W Pekinie sprint wygrał jednak Usain Bolt. Takie rozstrzygnięcie przyjęto z ulgą. Choć wiara w czystość sportowców często jest naiwna, to Jamajczyk chociaż nie daje podstaw, by podejrzewać go o doping. Poza jedną: bardzo szybko biega. To i tak dla wielu wystarczający powód, by tworzyć teorie spiskowe.

Na bieżni w Rio będziemy zatem oglądać starcie jak z amerykańskiego komiksu. Dobry i zły, Bolt i Gatlin. Świat, nawet ten sportowy, od zwycięstwa Amerykanina się nie zawali, w końcu przez dziesięciolecia przyzwyczajaliśmy się do takich rzeczy. Byłoby jednak lepiej, gdy na złotego medalistę flagowej konkurencji igrzysk można było patrzeć bez niesmaku.

1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10 ... 726