Na stadionach Polski i Świata.
czwartek, 15 czerwca 2006
Radosław Sobolewski pewnie zostanie teraz jakimś czarnym charakterem. Dostał czerwoną kartkę, osłabił drużynę, zatem przegraliśmy przez niego. W dodatku recydywista - wszyscy pamiętają chyba mecz Panathinaikos - Wisła w eliminacjach Ligi Mistrzów i czerwień dla "Sobola".

Mi - w tych meczowych emocjach i nerwach - wydawało się (i nadal wydaje), że ten faul wcale nie był taki głupi. Niemcy wychodzili wszak z groźną kontrą, nasza obrona pozostawała niezorganizowana a rywale rozpędzeni. Sobolewski przerwał akcję daleko od naszej bramki, czyli zrobił to co zrobić powinien.

Nie wiem, czy tej akcji nie ubarwiam - w emocjach niektóre rzeczy odbiera się inaczej, wydają się inne, niż w rzeczywistości miały miejsce. Zapewne wkrótce zobacze ponownie, jak to wyglądało, ale póki co jestem przekonany, że gdybyśmy zremisowali, byłby chwalony za przemyślaną decyzję. Teraz będzie ganiony za głupi faul.

Taki jest futbol. Wynik weryfikuje wszystko.
Wybitny angielski napastnik, Gary Lineker, powiedział kiedyś, że piłka nożna to taka gra, w którą gra 22 mężczyzn, a i tak wygrywają Niemcy. Wczoraj przekonaliśmy się o tej starej prawdzie bardzo boleśnie na własnej skórze.

To nasza druga porażka na tym Mundialu, ale jakże inna od tej w meczu z Ekwadorem. Tym razem nasi piłkarze nie mają się czego wstydzić, w większości mogą być naprawdę zadowoleni ze swojej gry i postawy na boisku. Walczyli z pasją, dali z siebie wszystko, zostawili na boisku mnóstwo zdrowia. Szkoda tylko, że nie wystarczyło to do remisu, bo było naprawdę blisko...

Szczęścia mieliśmy w tym meczu bardzo dużo. Jaka szkoda, że opuściło nas w tej feralnej 90 minucie... Gdyby ten gol padł wcześniej, ta porażka uwierałaby mniej. A tak na długo pozostanie ból, że było tak blisko. Pewnie łatwiej byłoby przełknąć jakąś sromotną klęskę, niż porażkę w takich okolicznościach.

Rozum mówi: Niemcy zasłużli na zwycięstwo. Serce podpowiada: nasi nie zasłużyli na porażkę...

Mecz skończył się około 23. Teraz jest około 13, a ja wciąż do końca nie ochłonąłem.
Podsumowanie tego, co wydarzyło się w pierwszych 16 meczach tegorocznych Mistrzostw Świata.

Plus

1. Arjen Robben. Chyba najlepszy - jak na razie - piłkarz fazy grupowej. W meczu z Serbią pięknie dryblował, ośmieszając serbskich obrońców, strzelał, podawał. Nacierał z lewej, z prawej, środkiem. Wielki popis holenderskiego skrzydłowego.
2. Czechy. Zachwycali już dwa lata temu podczas Euro 2004. W debiucie na Mundialu też czarowali piękną grą. Szczególnie autor dwóch goli - Tomas Rosicky.
3. Włochy. Opowieści, że Włosi grają tylko brzydki, wyrachowany, skupiony tylko na obronie futbol, należy włożyć między bajki. Przynajmniej za selekcjonerskiej kadencji Marcello Lippiego.
4. Hiszpania. Grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze - takie powiedzenie utarło się przez kolejne występy Hiszpanów na wielkich piłkarskich imprezach. Rozbicie Ukrainy kibicom zespołu Luisa Aragonesa daje uzasadnione nadzieje, że tym razem zespół z Półwyspu Iberyjskiego powalczy o medale.
5. Shaka Hislop. To jemu beniaminek w finałach - Trynidad i Tobago - może zawdzięczać jeden punkt w starciu ze Szwecją. Bramkarz West Hamu bronił fenomentalnie, a w dodatku nie opuszczało go szczęście. A pomyśleć, że grał tylko dlatego, że kontuzji doznał pierwszy golkiper zespołu Leo Beenhakkera - Kelvin Jack.
6. Juan Roman Riquelme. Pewnie nieco na wyrost. Ale prawdziwy błysk geniuszu w podaniu do Javiera Savioli przy bramce na 2:0 w spotkaniu z Wybrzerzem Kości Słoniowej wart jest odnotowania.
7. Guus Hiddink. Selekcjoner-cudotwórca. Cztery lata temu doprowadził Koreę Południową do czwartego miejsca na świecie. W zeszłym roku, po 32 latach przerwy, awansował z Australią na Mundial. W poniedziałek, dzięki świetnym zmianom, wygrał mecz z Japonią.
8. Wybrzeże Kości Słoniowej i Ghana. Dwaj debiutanci na Mundialu. Przegrali, ale stworzyli dwa piękne spektakle, odpowiednio: z Argentyną i Włochami.

Minus

1. Paweł Janas. Wystraszył się przed meczem z Ekwadorem zmieniając taktykę, wystraszył się chyba też po meczu - nie przychodząc na konferencję prasową. Zamyka treningi, choć patrząc po grze naszego zespołu z rywalem z Ameryki Południowej - nie ma nic do ukrycia. Brak wyczucia w zmianach.
2. Francja. Znów zawód. Ostatniego gola w finałach MŚ Francja zdobyła... osiem lat temu. W finale Mundialu Emmanuel Petit dobił Brazylijczyków. Nikomu pewnie się nie śniło, że cztery i osiem lat później Francja będzie grała tak źle.
3. Anglia. Wygrała, ale rozczarowała, ograniczając się tylko do kontrolowania wyniku już od czwartej minuty.
4. Ukraina. Drużyna, która w cuglach wygrała swoją grupę eliminacyjną, została rozgromiona przez Hiszpanię i nie pokazała nic, co rokowało by nadzieję na lepszą przyszłość.
5. Ronaldo. Grał jak zawodnicy z popularnej gry "piłkarzyki" - ciągle w jednym miejscu. Gdyby ktoś nie wiedział, że król strzelców poprzedniego Mundialu był na boisku w meczu z Chorwacją, mógłby się tego nie domyśleć.

17 meczów Mistrzostw Świata już za nami, więc otwieranie mundialowego bloga w tym momencie to pozornie niezbyt dobry pomysł. Ale z drugiej strony - prawie wszystko co najciekawsze, dopiero przed nami.

Dlatego zapraszam do śledzenia Mundialu, a w wolnych chwilach - do lektury tego bloga.

11:38, bartoszewsky , Takie tam...
Link Dodaj komentarz »
1 ... 101 , 102 , 103 , 104