Na stadionach Polski i Świata.

Takie tam...

poniedziałek, 28 lipca 2014

Biathlon. Kronika sezonu 2013/2014

Blogować o sporcie zacząłem ponad osiem lat temu. Przypadkowo stałem się – tak myślę, to może być próżność – jednym z pionierów, a już na pewno weteranem tej branży. Szał rozpoczął się dopiero kilkanaście miesięcy po moich początkach. W internecie zaczęli pisać dziennikarze Gazety Wyborczej, pojawiło się kilku świetnych autorów, wielu dobrych, a razem z nimi setki, których nie dało się czytać. Nie mam pojęcia, ile uzbierało się blogów lepszych od tego, pewnie sporo, w każdym razie na tyle dużo, że może wypadałoby już postawić ostatnią kropkę i zamknąć ten interes.

Ósme urodziny bloga zbiegły się w czasie z ukazaniem się książki, którą napisałem wspólnie z Sebastianem Krystkiem, szefem portalu Biathlon.pl. Mała rzecz, ale i tak bardzo cieszy.

„Biathlon. Kronika sezonu 2013/2014” to zapis rywalizacji najlepszych biathlonistów i biathlonistek na igrzyskach olimpijskich, w Pucharze Świata oraz podczas zawodów niższej rangi. Na 184 stronach znalazło się kilkadziesiąt tekstów i zdjęć, kilkaset tabel, wykresy, wywiady oraz ciekawostki. Dobra pamiątka dla wszystkich kibiców, a przy okazji – mamy nadzieję – cenne źródło wiedzy o poprzednim sezonie.

Książkę można kupić składając zamówienie na e-mail biuro at bissport.pl, korzystając z naszego sklepu lub wybranych księgarniach internetowych.

piątek, 11 lipca 2014

Notka powstała przy współpracy z PizzaPortal.pl.

Wielkie sportowe emocje powoli sięgają zenitu! Już wkrótce mecz, w którym nastąpi wielkie rozstrzygnięcie. 

Dla wszystkich wielbicieli piłki i pysznego jedzenia, którzy z niecierpliwością odliczają minuty do finału mundialu, PizzaPortal.pl przygotowała rabatową niespodziankę. W dniu finału mistrzostw świata (13.07.2014) od godziny 17:00 do końca dnia (13.07.2014) wszystkie dania dostępne na portalu będziecie mogli zamówić z 25% zniżką! Wystarczy, że w końcowym procesie zamówienia wpiszecie poniższy kod zniżkowy, który możecie znaleźć na stronie portalu.

KOD RABATOWY ZNAJDZIECIE TUTAJ.

Z kodu rabatowego można korzysta zamawiając w każdej restauracji, która umożliwia płatność online. 

Wrzucenie czegoś na ząb podczas finału jest obowiązkowe. Dlatego skorzystajcie z oferty i pozwólcie, by pyszna pizza złagodziła emocje związane z finałem! 

Życzymy SmaczneGOOL!

Tagi: reklama
14:59, bartoszewsky , Takie tam...
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 sierpnia 2011

Tak fatalnie realizowanego przekazu telewizyjnego podczas zawodów lekkoatletycznych rangi mistrzowskiej jeszcze nie widziałem. Decydujący o doborze obrazków na siłę chcą zachować chronologię wydarzeń czym utrudniają śledzenie mistrzostw wszystkim znajdującym się poza stadionem w Daegu.

Już wczoraj narzekałem na realizację konkurencji technicznych, ale dzisiaj - choć trudno w to uwierzyć - było jeszcze gorzej. Owszem, widzieliśmy wszystkie najważniejsze próby zarówno w skoku o tyczce kobiet, jak i w rzucie dyskiem mężczyzn. Problem leży w tym, że tylko dwa skoki spośród kilkudziesięciu pokazywanych w dzisiejszej transmisji były w czasie rzeczywistym. Żaden z oglądanych w telewizji rzutów dyskiem nie był na żywo! Gdy zawodnicy rozpoczynali czwartą kolejkę realizator skupiał się na powtórkach z pierwszej serii. Gdy tyczkarki atakowały już 4,80m telewizja serwowała nam skoki na wysokości o 10cm niższej. Istny dramat i zabijanie emocji!

Nie wiem jak czytelnicy bloga, ale ja osobiście wolę czasem nawet nie widzieć paru skoków, a o rezultatach dowiadywać się od komentatorów tylko po to by być na żywo i co do sekundy oglądać przekaz ze stadionu. Dzisiaj za każdym razem gdy na ekranie telewizora pojawiała się zawodniczka z tyczką to w ciemno byłem w stanie przewidzieć czy skok był udany, gdy za szybą odbiornika pojawiał się dyskobol to co do centymetra byłem w stanie zgadnąć na jaką odległość poleciał dysk. Nie wiedzących co się dzieje współtowarzyszy z foteli obok wprawiałem tym samym w niemałe zakłopotanie. Śledząc jednak wyniki live na stronie mistrzostw zawsze znałem wyniki około dwadzieścia minut wcześniej.

Priorytetem przy realizacji zawodów lekkoatletycznych powinno być pokazywanie jak największej liczby wydarzeń na żywo. Gdyby wczorajszy konkurs pchnięcia kulą pań był pokazywany w miarę możliwości na bieżąco to nie trzeba by piętnaście minut po jego zakończeniu pokazywać powtórek najdalszych rzutów i złoty skok Pawła Wojciechowskiego moglibyśmy obejrzeć na żywo. 

wtorek, 18 sierpnia 2009

Tym razem nie o sporcie a o muzyce. Nie wiem czy ktoś jeszcze oglądając transmisje telewizyjne z berlińskich mistrzostw zwrócił na to uwagę, ale to co mi szczególnie wpadło do ucha to podkład muzyczny występujący w tle podczas prezentacji medalistów. Osobliwa melodia to instrumentalna wersja utworu Foot Of The Mountain, który pochodzi z nowej płyty o tym samym tytule legendarnej norweskiej grupy a-ha.

Piosenka świetnie radzi sobie na Liście Przebojów radiowej Trójki gdzie po ośmiu tygodniach pobytu trafiła na wysoką czwartą lokatę. Na liście przebojów bloga Zpierwszejpilki.blox.pl jest to bezdyskusyjne miejsce pierwsze :) Zachęcam do posłuchania.



O 18:45 dekoracja tyczkarek, ostatnią melodią przed Mazurkiem Dąbrowskiego będzie właśnie Foot Of The Mountain.

13:08, seba.krystek , Takie tam...
Link Komentarze (2) »
środa, 18 lutego 2009
- Piszecie, co słyszeliście, a nie widzieliście! A możecie napisać w swojej pier... gazecie, że w sobotę będę oglądał Ireneusza Jelenia w Auxerre? Możecie dać to na pierwszej stronie waszej pierd... gazety?! - Leo Beenhakker, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski, w rozmowie z dziennikarzem "Polski".

Aż 47% badanych w sondażu IQS Quand Group dla Gazety Wyborczej nie chodzi na polskie stadiony z powodu chamstwa i wulgaryzmów.
15:50, bartoszewsky , Takie tam...
Link Komentarze (5) »
niedziela, 15 czerwca 2008
Doskonale zdaję sobie sprawę, że Czytelnika, który trafił tutaj przypadkiem klikając na link obok zdjęcia Zinedine'a Zidane'a, guzik obchodzi to, że akurat dzisiaj mijają równo dwa lata od powstania tego bloga. To jednak dobra okazja, żeby poświęcić kilka słów sobie samemu – raz w roku chyba można.
wtorek, 12 lutego 2008
Jimmy Conrad.

Tak się złożyło, że dziś swoje urodziny obchodzi całe grono znanych polskich piłkarzy i trenerów. Świeczki na torcie mogli zdmuchnąć byli reprezentanci kraju Krzysztof Pawlak (jednomeczowy selekcjoner kadry!), Jerzy Wijas i Mirosław Kubisztal, wicemistrz olimpijski z Barcelony Dariusz Koseła, Czesław Michniewicz oraz ligowcy: Marcin Chmiest i Dariusz Pietrasiak. Wszystkiego dobrego! 31 lat skończył dzisiaj również Amerykanin Jimmy Conrad. I to właśnie o nim będzie ten tekst.

Conrad to postać warta wzmianki choćby z tego powodu, że jest jednym z niezbyt wielu zagranicznych piłkarzy, którym gra w Polsce nie przeszkodziła w zrobieniu przyzwoitej kariery. Mało tego – Amerykanin to najprawdopodobniej jedyny stranieri, który po przygodzie z naszym futbolem zagrał na mistrzostwach świata! Conrad znalazł się w kadrze USA na finały mistrzostw świata w Niemczech i wystąpił w dwóch spotkaniach. Najpierw zagrał w drugiej połowie pamiętnej bitwy Włochami, a później zaliczył udane 90 minut w przegranym 1:2 meczu z Ghaną.

Związki Jimmy’ego Conrada z polską piłką ograniczają się do ledwie 8 gier w rundzie jesiennej sezonu 2000/2001 w drugoligowym wówczas Lechu Poznań. Do Poznania ze Stanów ściągnął go (wraz z Ianem Russelem i Wojciechem Krakowiakiem), dzięki swoim amerykańskim znajomościom, ówczesny trener Kolejorza Adam Topolski. Na tle mizernie spisujących się kolegów, Conrad prezentował się całkiem przyzwoicie, ale po przerwie zimowej – zapewne głównie ze względów finansowych - do Polski już nie przyjechał. Wrócił do San Jose Earthquakes, z którym w 2001 roku zdobył mistrzostwo MLS. Dwa lata później przeniósł się do Kansas City Wizards, którego podporą jest do dziś. W klubie z Kansas spisywał się tak dobrze, że w 2004 został wybrany najlepszym obrońcą MLS, a rok później zadebiutował w reprezentacji USA. Wygrał z nią Złoty Puchar Concacaf, pojechał na mundial, stał się podstawowym piłkarzem, a kilka razy wyprowadził ją na boisko jako kapitan.

A pomyśleć, że trochę ponad siedem lat temu, grając w Lechu u boku Tomasza Suwarego, Radosława Borykina czy Rafała Piotrowskiego, Conrad musiał znosić gorycz porażki w Kietrzu z tamtejszym Włókniarzem…

19:40, bartoszewsky , Takie tam...
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5