Na stadionach Polski i Świata.

Wpisy z tagiem: FC Barcelona

czwartek, 04 grudnia 2008

Hiszpańskie kluby w Poznaniu grały tylko dwa razy, ale w obu przypadkach na stadionie przy Bułgarskiej działy się rzeczy niezwykłe. Jeden uznano za najlepszy w historii Lecha, drugi obrósł legendą i jest chyba najczęściej wspominanym epizodem z dziejów klubu. Jaki będzie ten trzeci?

W 1983 roku Lech Poznań zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski i mógł szykować się do debiutu w Pucharze Mistrzów. Los nie był łaskawy dla Kolejorza – już w pierwszej rundzie skojarzył go z najlepszym wówczas w Hiszpanii Athletikiem Bilbao.

Pierwszy mecz rozegrano w Poznaniu. To był prawdziwy koncert Kolejorza! Lech, po golach Mariusza Niewiadomskiego i Mirosława Okońskiego, wygrał z Baskami… tylko 2:0. Tylko, bo mógł i powinien zwyciężyć znacznie bardziej okazale. Poznaniacy z pasją nacierali na bramkę młodego Andoniego Zubizaretty, stwarzali sobie mnóstwo sytuacji do zdobycia kolejnych goli, ale nie potrafili już wepchnąć piłki do siatki. Mimo porywającej gry – najlepszy mecz w historii klubu w plebiscycie Gazety Wyborczej! – pozostał spory niedosyt. I tylko Javier Clemente, który trenował wówczas Basków, mógł nieco odetchnąć.

Rewanż to zupełnie inna, smutna bajka. Strzelanie na San Mames zaczął słynny rzeźnik z Bilbao, czyli Andoni Goikoetxea, który kilka dni przed meczem z Lechem złamał nogę Diego Maradonie i został zawieszony na 18 (!) ligowych gier. Później do siatki Kolejorza trafiali jeszcze Miguel Angel Sola, Jose Maria Noriega i Santiago Urkiaga. 

Lech wrócił do Poznania z bagażem czterech goli, ale dużo bardziej bolesny był dramat znakomitego obrońcy Józefa Szewczyka, który narzekał na bóle oka i oślepiające światło lamp na San Mames. Wkrótce okazało się, że cierpi z powodu raka gałki ocznej. Mecz w Bilbao był ostatnią grą Józefa Szewczyka w barwach Kolejorza. Zmarł 19 maja 1989 roku.

Pięć lata po dwumeczu z Athletikiem, Lech trafił w Pucharze Zdobywców Pucharów na wielką Barcelonę. Dziś może się to wydawać nieprawdopodobne, ale równolegle z tą rywalizacją toczył się inny polsko-hiszpański pojedynek – Górnik Zabrze grał w Pucharze Mistrzów z Realem Madryt!

Wątek Górnika (porażki 0:1 i 2:3) pozostawmy na boku i skupmy się na losach Lecha. A te były bardzo dramatyczne. Rozpoczęło się od bardzo obiecującego występu na Camp Nou, ale wszystkie wydarzenia ze stolicy Katalonii - remisowy mecz, gole Roberto i Bogusława Pachelskiego - bledną przy tym, co działo się w poznańskim rewanżu.

Od początku meczu czuć było sporą nerwowość. W szeregach gości szczególnie gorąco zrobiło się w 30. minucie meczu. W polu karnym Luis Milla sfaulował Jerzego Kruszczyńskiego. Rzut karny! Piłkę na jedenastym metrze ustawił sam poszkodowany...

Euforia! Andoni Zubizaretta znów, tak jak pięć lat wcześniej w barwach Bilbao, puścił gola w Poznaniu. Szkoda, że tylko jednego… Szczęście Lecha trwało tylko kwadrans. Tuż przed przerwą wyrównał Roberto i na stadionowym zegarze świeciły się już dwie jedynki.

Taki wynik oznaczał dogrywkę i było to czuć na boisku. Napięcie narastało z każdą upływającą minutą. Rozstrzygnięcia nie przyniósł regulaminowy czas gry, zwycięzcy nie wskazała również dogrywka. Miał to zrobić konkurs rzutów karnych. Trudno wyobrazić sobie bardziej emocjonującą i sprzyjającą dramatom kulminację meczu piłkarskiego.

Zaczęło się świetnie dla Lecha. Ryszard Jankowski obronił strzał Roberto, a Kruszczyński po raz drugi pokonał Zubizarettę. Wielki Johan Cruyff zrobił się blady ze strachu. W dwóch kolejnych seriach nie mylił się nikt - dla Barcelony Txiki Beguirstain i Ernesto Valverde, a dla Lecha Czesław Jakołćewicz i Marek Rzepka. Po czwartej serii wszystko zaczęło się od nowa - Eusebio pokonał Jankowskiego, a nerwowo szykujący się do strzału Jarosław Araszkiewicz strzelił obok bramki.

W ostatniej serii stało się coś niezwykłego. Do piłki podszedł doświadczony Alexanko i chybił. Sędzia nakazał jednak powtórzenie rzutu karnego. Alexanko otrzymał więc drugą szansę i… znów nie trafił! Takie momenty trzeba wykorzystywać, bo mogą się już więcej niepowtórzyć. Ostateczny cios mógł zadać Bogusław Pachelski, ale trafił w Zubizarettę. Dramat!

Później strzelali celnie, na przemian, Jose Maria Bakero, Marek Głombiowski i Aloisi. Barcelona prowadziła 5:4, ale Lech mógł wyrównać i przedłużyć emocje.

Była 19.41. Do piłki podszedł Damian Łukasik. Strzelił mocno. Powietrze przeszył metaliczny dźwięk piłki uderzającej w poprzeczkę. Nad stadionem zapadła przeraźliwa cisza. Żal i rozpacz - mieć Barcelonę na widelcu i jej nie zjeść…

Kilka miesięcy później Barcelona wygrała w finale PZP z Sampdorią Genua 2:0.

Dzisiaj trzeci hiszpański mecz Lecha w Poznaniu - z Deportivo La Coruna. Jaki będzie? Oby zwycięski!

Tagi