Na stadionach Polski i Świata.

Wpisy z tagiem: Francja

sobota, 12 czerwca 2010
Franck Ribery przed meczem z Urugwajem miał wyjątkowo niewyraźną minę, tak jakby przeczuwał, że to nie będzie jego wieczór. I w istocie nie był - zaczął jeszcze z animuszem, ale z czasem zagrożenie z jego strony było coraz mniejsze, a w końcu zupełnie zniknął. Do końca meczu Ribery dotrwał chyba tylko dlatego, że Raymond Domenech miał nadzieję na jeden jego zwycięski błysk, a poza tym mógł przecież zrobić tylko trzy zmiany. Szamoczący się Nicolas Anelka, zagubiony Yoann Gourcuff, bezproduktywny Sidney Govou (który akurat miał najlepszą okazję do zdobycia gola) - nie można się przyczepić do nazwisk zdejmowanych z boiska piłkarzy. Inna sprawa, że byli na nim zbyt długo. To w komplecie gracze ofensywni, a Trójkolorowi mieli wyjątkowy problem z zawiązaniem i płynnym przeprowadzeniem akcji między urugwajskimi zasiekami.
Do bezbarwnej gry Francuzów nic dobrego nie wniósł Thierry Henry, o którego nieobecności w pierwszej jedenastce było tyle nieobecności przed meczem. Miał szansę udowodnić, że zamieszanie nie wynikało tylko z towarzyskich układów i pokazać, że wciąż jest tej reprezentacji potrzebny. Mógł też wyrównać rachunki z mundialu w Korei Południowej, kiedy w meczu z Urugwajem dostał czerwoną kartkę za faul na Paolo Montero. Wówczas też było 0:0, a Les Blues do kraju wracali już po trzech meczach.
I kiedy Henry wreszcie dostał szansę na to wszystko - rzut wolny w ostatniej minucie - kopnął piłkę od niechcenia w mur. Po prostu słabo - tak, jak grał przez cały sezon. Ale na boisku pewnie go jeszcze zobaczymy. Niewykluczone, że w parze z Anelką. Domenech będzie musiał szukać, może więc jeszcze raz zmieni ustawienie i Francja zagra dwoma napastnikami.
Urugwaj skupił się przede wszystkim na tym, by nie stracić gola, zupełnie tak, jakby Oscar Tabarez założył, że remis w pierwszym meczu będzie wystarczającym krokiem do wyjścia z grupy. Stąd wyjątkowa koncentracja na grze w obronie: pięciu obrońców oraz trzech pracowitych środkowych pomocników, z Egidio Arevalo Riosem na czele, którzy sprawnie przeszkadzali i odbierali Franzucom piłki.

Franck Ribery przed meczem z Urugwajem miał wyjątkowo niewyraźną minę, tak jakby przeczuwał, że to nie będzie jego wieczór. I w istocie nie był - zaczął jeszcze z animuszem, ale z czasem zagrożenie z jego strony było coraz mniejsze, a w końcu zupełnie zniknął. Do końca meczu Ribery dotrwał chyba tylko dlatego, że Raymond Domenech miał nadzieję na jeden jego zwycięski błysk, a poza tym mógł przecież zrobić tylko trzy zmiany. Szamoczący się Nicolas Anelka, zagubiony Yoann Gourcuff, bezproduktywny Sidney Govou (który akurat miał najlepszą okazję do zdobycia gola) - nie można się przyczepić do nazwisk zdejmowanych z boiska piłkarzy. Inna sprawa, że byli na nim zbyt długo. To w komplecie gracze ofensywni, a Trójkolorowi mieli wyjątkowy problem z zawiązaniem i płynnym przeprowadzeniem akcji między urugwajskimi zasiekami.

Do bezbarwnej gry Francuzów nic dobrego nie wniósł Thierry Henry, o którego nieobecności w pierwszej jedenastce było tyle hałasu przed meczem. Miał szansę udowodnić, że zamieszanie nie wynikało tylko z towarzyskich układów i pokazać, że wciąż jest tej reprezentacji potrzebny. Mógł też wyrównać rachunki z mundialu w Korei Południowej, kiedy w meczu z Urugwajem dostał czerwoną kartkę za faul na Paolo Montero. Wówczas też było 0:0, a Les Blues do kraju wracali już po trzech meczach.

I kiedy Henry wreszcie dostał szansę na to wszystko - rzut wolny w ostatniej minucie - kopnął piłkę od niechcenia w mur. Po prostu słabo - tak, jak grał przez cały sezon. Ale na boisku pewnie go jeszcze zobaczymy. Niewykluczone, że w parze z Anelką. Domenech będzie musiał szukać, może więc jeszcze raz zmieni ustawienie i Francja zagra dwoma napastnikami.

Urugwaj skupił się przede wszystkim na tym, by nie stracić gola, zupełnie tak, jakby Oscar Tabarez założył, że remis w pierwszym meczu będzie wystarczającym krokiem do wyjścia z grupy. Stąd wyjątkowa koncentracja na grze w obronie: pięciu obrońców oraz trzech pracowitych środkowych pomocników, z Egidio Arevalo Riosem na czele, którzy sprawnie przeszkadzali i odbierali Franzucom piłki.

Zawiódł Luis Suarez, który praktycznie nie zaistniał przy francuskich obrońcach. To fakt, że brakowało mu wsparcia z drugiej linii, ale Diego Forlan radził sobie w takich okolicznościach zupełnie dobrze. I już, mimo że to dopiero pierwsze próby Suareza na takim poziomie i w świetle tylu kamer, można powziąć pewne wątpliwości: worki goli z ligi holenderskiej wcale nie muszą oznaczać, że piłkarz poradzi grając przeciwko lepszym rywalom. Może mu coś o tym powiedzieć były kumpel z Ajaksu Amsterdam Klaas-Jan Huntelaar, któremu w Realu Madryt i Milanie wiodło się bardzo różnie.

piątek, 11 czerwca 2010

Raymond Domenech.

Wróżka Joanna ma złe wiadomości dla osób urodzonych pod znakiem wodnika: piątek będzie dla nich nerwowy i niespokojny, łatwo będzie o kłopoty w pracy. Raymond Domenech - właśnie zodiakalny wodnik - ma więc powody do niepokoju. W końcu dzisiaj "prowadzona" przez niego reprezentacja Francji zagra z Urugwajem w drugim meczu mundialu...

Cudzysłów w poprzednim zdaniu jest zamierzony, bo u zmierzchu szcześcioletniej kadencji Domenecha Trójkolorowi zdają się być zlepkiem zmęczonych gwiazd, gwiazdek i gwiazdeczek, a nie drużyną zdolną do walki o medal mistrzostw świata. To już zresztą stan trwały - ostatnio na boisku Francuzi tylko cierpią i grają, jakby nie mogli na siebie patrzeć. Paskudne wrażenie pozostawili po swoim występie na Euro 2008, w drodze do RPA ciężko człapali, a czasami musieli nawet podpierać się rękami, by dotrzeć do celu.

Streszczenie dwóch minionych lat to całkiem zgrabne podsumowanie całej kończącej się dekady, prawie w całości naznaczonej rozczarowującymi występami Les Blues w wielkich turniejach i nijaką grą. Wyjątek stanowi tylko mundial sprzed czterech lat. Zdobyte wówczas wicemistrzostwo świata z perspektywy czasy jawi się jako wydarzenie niezwykłe, którego nie da się łatwo wyjaśnić. Na wagę srebra były oczywiście błyski poszczególnych piłkarzy i szczęście, które sprawiało, że rywale Francuzów na drodze do finału rozgrywali akurat najsłabszy mecz w turnieju. I jeszcze jedno: srebrny medal Francuzi zdobyli mimo Domenecha, a nie dzięki niemu. Ważniejszą rolę w tamtej ekipie, na boisku i poza nim, pełnił raczej Zinedine Zidane.

Zizou od czterech lat nie gra w piłkę, a trzy kolory na francuskiej koszulce szarzeją. Domenech nie potrafi odmienić tego trendu, co więcej sam przyczynia się do jego podtrzymania. Nie tylko przez błędne decyzje kadrowe i taktyczne, ale również, a może przede wszystkim, przez brak umiejętności stworzenia z jednostek drużyny i tchnięcia w nią nowego ducha. Mało prawdopodobne, by udało się to akurat przed mistrzostwami - nie opanuje sytuacji i nie porwie za sobą piłkarzy trenerski oryginał, który ustalając skład wspomaga się horoskopem... Potwierdzają to fakty: wyjątkowo marnie wyglądały przedmundialowe sparingi, z francuskiego obozu wciąż docierają wieści o kiepskiej atmosferze i wzajemnej niechęci graczy - Nicolas Anelka podobno nie chce podawać do Yoanna Gourcuffa, a William Gallas wścieka się, że kapitanem nie jest Thierry Henry - a przecież nad wszystkim ciąży jeszcze seksafera z udziałem Francka Ribery'ego.

Największa uwaga będzie zwrócona na Ribery'ego, który ma za sobą wyjątkowo trudny sezon - poprzecinany kontuzjami, naznaczony aferą, a zwieńczony czerwoną kartką w półfinale Ligi Mistrzów i przymusową pauzą w finale. Tysiące pytań rodzi się w głowie, wszystkie sprowadzają się do jednego: jakiego Ribery'ego zobaczymy na mundialu? Lidera reprezentacji, czy piłkarza, który znów nie wytrzyma presji?

Opowieść o kadrowiczach Domenecha można ciągnąć długo. O debiutującym wreszcie na mundialu Anelce, który wreszcie może poważnie zaistnieć w reprezentacji i przekonać do siebie nieprzekonanych. O Gourcouffie, który na przemian zachwyca i irytuje przedkładając formę nad treść zagrań. Albo o Hugo Llorisie, mogącym być jednym z najlepszych bramkarzy na mistrzostwach... I tak długo jeszcze. O wszystkich z osobna, bo - znów powtórzę - o całości ciężko wykrztusić dobre słowo.

I właśnie dlatego szukając mundialowych niespodzianek zwracam się w stronę Trójkolorowych. Źle to wszystko wygląda i fatalnie wróży (może Domenech ma inny horoskop...) - niewykluczone, że pobyt w RPA zakończy się dla Francuzów już po fazie grupowej. Ale czy to na pewno byłaby niespodzianka?

Tagi