Dwa lata temu popełniłem wpis o tym jak to w XXI wieku brakuje kulomiota, który zdominowałby rywalizację podczas mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. Tak jak nie było ery Majewskiego, tak nie będzie ery Cantwella. Starzy mistrzowie ponownie w odwrocie, a na szczycie nowicjusze: David Storl z Niemiec i Dylan Armstrong z Kanady.
Nie zdziwiłbym się jakby nad zwycięzcami pchnięcia kulą wisiało jakieś fatum. Po klątwie okładek nic mnie już nie zaskoczy.