Wpisy z tagiem: Lech Poznań
czwartek, 28 października 2010
To oczywiste - ten tekst nie będzie obiektywny. Może za to być chaotyczny, tak jak gra Lecha, a i banału w nim nie zabraknie. I jeszcze jedno: kto wie, czy w momencie postawienia ostatniej kropki jego część będzie jeszcze aktualna. Sytuacja jest napięta, do zmian może dojść w każdej chwili. 1. 2. Teksty o Lechu nastrojem przypominają nekrologi, a patrząc na grę człowiekowi udziela się atmosfera cokolwiek pogrzebowa. Fakty są bezlitosne: Kolejorz przegrał w tym sezonie już pięć meczów, z czego cztery z rzędu, w trzech ostatnich nie potrafił strzelić gola, w tabeli zsunął się na czternaste miejsce i wygląda na drużynę w fazie zaawansowanego rozkładu. 3. Ostatni raz równie paskudną serię w lidze Lech zanotował na przełomie lata i jesieni 2004 roku. Kolejorz, wtedy jeszcze biedny jak kościelna mysz, przegrał aż pięć meczów z rzędu i na długo osiadł na dole tabeli. 4. Mówią, że Zieliński to "wuefista", że brakuje mu charyzmy, nie ma wizji, nie ten kaliber i Bóg tylko raczy wiedzieć co jeszcze. A przecież wystarczy przypomnieć, że Zieliński w półtora roku osiągnął z Lechem więcej niż przez trzy sezony jego poprzednik, który - jak sam z dumą podkreśla - nie był miękkim ch... robiony. 5. Lech zagra w tej rundzie 30 meczów na różnych frontach, czyli o jeden mniej, niż niektórzy ligowi rywale w całym sezonie. Nic dziwnego, że wniosków i wątpliwości już pod koniec października jest tyle, co po całych rozgrywkach. Pisać można bez końca - o braku stabilnego bramkarza; o tym, że Manuel Arboleda na boisku zbyt często zamienia się w bombę zegarową; o Marcinie Kikucie, który chyba jest najrówniej i najlepiej grającym piłkarzem Kolejorza. O Joelu Tshibambie napisać trudniej, bo na samą myśl człowiek mimowolnie łapie się za głowę. Można też pisać o tych meczach w europejskich pucharach. Świadomie je pomijam, bo w zestawieniu z ligowymi problemami Lecha to inna, lepsza i ładniejsza bajka. Chociaż kiedy oglądałem mecz z Manchesterem City miałem zupełnie inne skojarzenia - z uczniem, którego ktoś wywlókł za uszy z podstawówki czy innego gimnazjum i zainstalował na studiach. Przepaść spora, doświadczenia bezcenne. Teraz trzeba zrobić wszystko, by w przyszłym sezonie można je było wykorzystać na europejskich boiskach. 6. Lech rozbił Cracovię w Pucharze Polski, czyli zrobił dokładnie to, co powinien. Nie można tego wyniku w żaden sposób przeceniać - jedna jaskółka nie czyni wiosny. Zwłaszcza, że obrońcy Pasów urządzali sobie kabaret, a drużyna - zgodnie ze słowami jej byłego trenera - zagrała poniżej godności. W takich okolicznościach nawet retoryczne pytanie, czy Lech wychodzi z kryzysu, wydaje się niestosowne. To zwycięstwo Lech musi potwierdzić w lidze. Wcale nie dlatego, że czołówka jest daleko, ale dlatego, że od dna należy się odbić. Kikut, który wyrósł ostatnio na nieformalnego rzecznika drużyny, trzeźwo zauważył, że Kolejorz walczy teraz o utrzymanie. Potencjał ma taki, że byt powinien sobie zapewnić jeszcze w tym roku, ale takie postawienie priorytetów jest bardzo ważne i świadczy o kondycji zespołu. Chociaż nie można jeszcze wykluczyć tego, że Lech skończy sezon na podium, nie ma co się tym na razie zajmować. Trzeba po prostu zacząć grać na miarę możliwości i kosić punkty. Tylko tyle i aż tyle.
środa, 03 marca 2010
Zima obficie uraczyła nas w tym roku śniegiem, więc ekstraklasowi trenerzy mieli wreszcie okazję do zastosowania w praktyce metod proponowanych przez nestora polskiej myśli szkoleniowej Jerzego Talagę. Mieli, ale nie skorzystali - nie słychać bowiem, by któryś z trenerów w ramach treningu zaordynował drużynowe lepienie bałwana. To lekceważenie dorobku rodzimej futbolowej nauki daje się jednak obronić daleko posuniętą troską o zdrowie piłkarzy. Istnieje przecież duże prawdopodobieństwo, że podczas śnieżnych zabaw kilku naszych ligowców odmroziłoby sobie palce; łatwo też wskazać takich, którzy instalując bałwankowi marchewkę tam gdzie trzeba, mogliby sobie naciągnąć dwójkę lub uszkodzić więzadła poboczne. * * * Nie wiem, co zrobiłby sobie Dawid Nowak, ale na pewno stałoby się jakieś nieszczęście. Pech go przecież nie opuszcza; ostatnio pojechali razem nawet na turniej do dalekiej Tajlandii. Nowak nie mógł zagrać tam w jednym z meczów, bo z palca u nogi zszedł mu paznokieć. * * * Przewaga Wisły nad resztą stawki trochę stopniała - teraz to już tylko dwa punkty zapasu nad Legią oraz pięć nad Lechem i Ruchem. Niewiele, teoretycznie wszystko bardzo szybko może przewrócić się do góry nogami. Pytania na wiosnę: czy Wisła nadal będzie tak regularna? Jak bardzo jej rywale poprawią skuteczność? Czy w Krakowie nie zdarzy się coś, co przekreśli szanse na obronę mistrzostwa? * * * 3:0 Lecha z Polonią Warszawa to wynik, który świetnie wygląda na papierze; znacznie gorzej wyglądała gra, która Kolejorzowi dała to zwycięstwo. Problem w niej był z grubsza ten sam co jesienią: Lech z mozołem zawiązywał akcje ofensywne. Brakowało w nich płynności, często się rwały, zbyt dużo było w nich chaosu, by przejąć kontrolę nad grą. Oczywiście trudno wyciągać ostateczne wnioski po ledwie jednym ligowym meczu, ale musi to dziwić, a wielu też niepokoić, w przypadku drużyny o tak wielkim potencjale ofensywnym. Ich próbkę było widać nawet na warszawskim błotnisku (bo przecież nie boisku...) - być może świetne bramkowe akcje i cudne asysty Semira Stilicia zwiastują więcej polotu w grze Lecha. Może lokomotywa musi tylko nabrać rozpędu. * * * Słówko o Polonii, o której tak dużo mówiło się zimą. Były ku temu pewne powody: dawna piłkarska gwiazda na ławce, gwiazda prezesem, wygrana z Zenitem St. Petersburg, remis z Valencią, kilku nowych piłkarzy... A w lidze falstart. Może wtedy w końcu uzna, że najlepiej będzie jeśli to on poprowadzi Polonię. Czekamy!
czwartek, 04 grudnia 2008
Hiszpańskie kluby w Poznaniu grały tylko dwa razy, ale w obu przypadkach na stadionie przy Bułgarskiej działy się rzeczy niezwykłe. Jeden uznano za najlepszy w historii Lecha, drugi obrósł legendą i jest chyba najczęściej wspominanym epizodem z dziejów klubu. Jaki będzie ten trzeci? W 1983 roku Lech Poznań zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski i mógł szykować się do debiutu w Pucharze Mistrzów. Los nie był łaskawy dla Kolejorza – już w pierwszej rundzie skojarzył go z najlepszym wówczas w Hiszpanii Athletikiem Bilbao. Wątek Górnika (porażki 0:1 i 2:3) pozostawmy na boku i skupmy się na losach Lecha. A te były bardzo dramatyczne. Rozpoczęło się od bardzo obiecującego występu na Camp Nou, ale wszystkie wydarzenia ze stolicy Katalonii - remisowy mecz, gole Roberto i Bogusława Pachelskiego - bledną przy tym, co działo się w poznańskim rewanżu. Od początku meczu czuć było sporą nerwowość. W szeregach gości szczególnie gorąco zrobiło się w 30. minucie meczu. W polu karnym Luis Milla sfaulował Jerzego Kruszczyńskiego. Rzut karny! Piłkę na jedenastym metrze ustawił sam poszkodowany... Euforia! Andoni Zubizaretta znów, tak jak pięć lat wcześniej w barwach Bilbao, puścił gola w Poznaniu. Szkoda, że tylko jednego… Szczęście Lecha trwało tylko kwadrans. Tuż przed przerwą wyrównał Roberto i na stadionowym zegarze świeciły się już dwie jedynki. Taki wynik oznaczał dogrywkę i było to czuć na boisku. Napięcie narastało z każdą upływającą minutą. Rozstrzygnięcia nie przyniósł regulaminowy czas gry, zwycięzcy nie wskazała również dogrywka. Miał to zrobić konkurs rzutów karnych. Trudno wyobrazić sobie bardziej emocjonującą i sprzyjającą dramatom kulminację meczu piłkarskiego. W ostatniej serii stało się coś niezwykłego. Do piłki podszedł doświadczony Alexanko i chybił. Sędzia nakazał jednak powtórzenie rzutu karnego. Alexanko otrzymał więc drugą szansę i… znów nie trafił! Takie momenty trzeba wykorzystywać, bo mogą się już więcej niepowtórzyć. Ostateczny cios mógł zadać Bogusław Pachelski, ale trafił w Zubizarettę. Dramat! Kilka miesięcy później Barcelona wygrała w finale PZP z Sampdorią Genua 2:0. Dzisiaj trzeci hiszpański mecz Lecha w Poznaniu - z Deportivo La Coruna. Jaki będzie? Oby zwycięski! |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Sportowo
Ciekawe
Zmieszaj autora z błotem
Tagi
|