Na stadionach Polski i Świata.

Wpisy z tagiem: Skok o tyczce

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Cuda, cuda ogłaszają! Po nie do końca udanym dla Pawła Wojciechowskiego konkursie eliminacyjnym Steve Hooker, mistrz olimpijski z Pekinu, podszedł do Polaka i powiedział mu o drugim życiu jakie otrzymał od losu. Faktycznie, lider światowych list do finału awansował psim swędem bez uzyskania minimum kwalifikacyjnego, z ostatniej pozycji. Rozgrywka medalowa to już popis Polaka, który sięgnął po tytuł mistrza świata!

Szkoda, że tak fantastyczne chwile radości ukradł nam realizator telewizyjnego sygnału światowego, który najwyraźniej uznaje tylko konkurencje biegowe. Te w komplecie pokazywane są na żywo, konkurencje techniczne z kolei zawsze z odtworzenia. I tak skok Pawła Wojciechowskiego po złoto mogliśmy oglądać dopiero po finałowych pchnięciach kulomiotek, które też zresztą pokazywane były z poślizgiem.

Żal także Łukasza Michalskiego, który z wyrównanym rekordem życiowym zajął czwarte miejsce. Swoje wyskakał Renaud Lavillenie, a totalnym zaskoczeniem okazał się być Lazaro Borges, który w finale poprawił rekord kraju o 15cm! Kubańczycy co mistrzostwa przywożą zawodników, którzy wcześniej w ogóle nie znani w swojej konkurencji, wskakują na podium sprawiając nie lada sensację. Nie mamy jednak co płakać, bo polska tyczka należy w tej chwili do najsilniejszych na świecie. Obok Wojciechowskiego aktualną wciąż mistrzynią świata jest Anna Rogowska, wicemistrzynią jest Monika Pyrek, a w finałach mistrzostw świata i Europy oprócz tej dwójki mamy jeszcze Michalskiego, Didenkowa i Czerwińskiego!

Dzięki złotemu medalowi Wojciechowski dołączy do grona klubowiczów Londyn 2012 i będzie miał stworzone idealne warunki przygotowań do igrzysk. Wojciech Kozakiewicz z chęcią widziałby u swego boku kolejnego mistrza olimpijskiego znad Wisły. Nie musi nim być nawet wcale Wojciechowski tylko ktoś w trójki Michalski, Didenkow, Czerwiński (kontuzjowany w tym roku, brąz na ME w zeszłym). Nie ważne kto, byle z Polski! Tego potencjału nie można zmarnować.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Gdy 27 czerwca 1988 roku podczas mityngu Lille Metropole we Francji Mirosław Chmara najpierw wyrównywał rekord kraju Mariana Kolasy, a parę minut później poprawiał go aż o dziesięć centymetrów pewnie nie spodziewał się, że wynik 5,90m w tabelach rekordów Polski przetrwa aż 23 lata. Ze wszystkich rekordów Polski mężczyzn w konkurencjach technicznych tylko ten Zdzisława Hoffmana w trójskoku dłużej czeka na pobicie. Skacząc 5,91m we wczorajszym mityngu w Szczecinie Paweł Wojciechowski nie tylko na trwałe wpisał się do historii skoku o tyczce w kraju, ale wysforował się na prowadzenie tegorocznych list światowych. Drugi w rankingu, mistrz Europy z Barcelony Renaud Lavillenie, jest o centymetr gorszy od Polaka.

5,91m to w skoku o tyczce mężczyzn "wysokość biorąca". Spośród wszystkich konkursów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata oraz mistrzostw Europy tylko raz nie wystarczała ona do zdobycia medalu. W 1996 roku w Atlancie by stanąć na podium XXVI letnich igrzysk trzeba było skoczyć centymetr wyżej. W ostatnich czterech czempionatach globu wysokość 5,91m dawała pewne złoto.

Czy Wojciechowskiego stać na medal w Daegu? 23-letni wicemistrz świata juniorów z Bydgoszczy jest w tym sezonie autorem największego skoku jakościowego wśród polskich lekkoatletów. Zawodnik Zawiszy życiówkę poprawił w tym roku już o 31 centymetrów podczas gdy inni tyczkarze ze światowej czołówki stoją w miejscu. Pewnym kandydatem do podium w Daegu wydaje się w tej chwili być tylko Renaud Lavillenie, który prezentuje równą i stabilną formę notując już cztery wyniki powyżej 5,80m. Powyżej tej wysokości skakali w tym roku także Brad Walker (5,84), Malte Mohr (5,81) i Fábio Gomes da Silva (5,80). Cała trójka swe najlepsze osiągnięcia ustanowiła jednak na początku sezonu, a aktualny mistrz świata i mistrz olimpijski, Steve Hooker, skoczył do tej pory tylko 5,60m.

Czemu więc wśród faworytów rozgrywki o medale w Korei nie mielibyśmy upatrywać młodego Polaka? Tym bardziej, że wczorajszy rezultat nie jest dziełem przypadku. Wojciechowski ma za sobą udany sezon halowy. W mistrzostwach Europy w Paryżu zajął czwarte miejsce, a podczas zawodów w Gent ustanowił halowy rekord Polski (5,86m). W lipcu skacząc 5,81m wygrał Mistrzostwa Świata Wojskowych.

Przy ocenie szans medalowych naszego skoczka nie można wspomnieć jednak o specyfice konkurencji jaką jest skok o tyczce. Większą rolę niż w innych lekkoatletycznych specjalnościach odgrywają tu warunki atmosferyczne, dyspozycja dnia oraz czysty przypadek. Stąd na liście mistrzów świata takie nazwisko jak Rens Blom. Od czasów Bubki oraz Tarasowa brak w światowej tyczce jednego dominatora. Czołówka jest szeroka oraz płynna, a rotacja na podium ważnych zawodów duża. Dobrze widać to choćby na naszym krajowym podwórku. Wojciechowski od wczoraj legitymuje sie najlepszym wynikiem na świecie, a przed paroma dniami na Mistrzostwach Polski przegrał zarówno z Mateuszem Didenkowem, jak i Łukaszem Michalskim.

Na koniec dla Wojciechowskiego i jego kolegów mała przestroga. Przed paroma laty podobny entuzjazm towarzyszył wyjazdom na imprezy mistrzowskie naszym skoczkom wzwyż. Kilka lat z rzędu wysyłaliśmy na mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie po trzech skoczków ze świetnymi wynikami. W 2003 roku do Paryża jako lider list światowych jechał Aleksander Waleriańczyk, rok później do Aten jako jeden z faworytów jechał Grzegorz Sposób, a w 2008 roku część ekspertów wśród medalistów igrzysk widziała Michała Bieńka. Zawsze kończyło się jednak tylko na rozczarowaniu.

Tagi