Na stadionach Polski i Świata.

Wpisy z tagiem: vancouver 2010

środa, 03 marca 2010

Simon Ammann.

Historia zaczyna się od bolesnego upadku: osiem lat temu Simon Amman okrutnie potrzaskał się podczas treningu na skoczni w Willingen i w jednej chwili wszystkie olimpijskie plany zawisły na włosku. Do igrzysk w Salt Lake City pozostawał przecież zaledwie miesiąc, a Szwajcar został uziemiony - zamiast skakać i pielęgnować formę, lizał rany po wypadku.

Walkę o złoty medal w Salt Lake City mieli stoczyć Adam Małysz i Sven Hannawald, który chwilę wcześniej wygrał wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni; wysoko stawiano też szanse Janne Ahonnena, Mattiego Hautamäki i całej plejady Austriaków. Wszystkich pogodził Ammann, wyskakując jak z armaty po dwa złote medale - to była prawdziwa sensacja. Szwajcar niewiele znaczył w tym towarzystwie, nikt nie brał go na poważnie. Podziw dla Szwajcara mieszał się ze zdumieniem i niedowierzeniem - traktowano go raczej jako kolejny olimpijski wybryk natury, człowieka jednych igrzysk. Niektórzy z przymrużeniem oka mówili nawet o zbawiennym wpływie wypadku w Willingen na jego formę...

Mówiono wtedy, że Ammann na podium wyglądał jak Harry Potter - sympatyczna, dziecięca buzia, zabawne okularki i długi, szary płaszcz. Różnica polegała tylko na tym, że nie latał na miotle, ale na nartach. Ale że najdalej ze wszystkich?! To musiały być jakieś czary, Potter jak nic.

* * *

Osiem lat to szmat czasu. Ammannowi różnie się wiodło w tym okresie. Na początku skakał tak, że komentatorzy mogli otwarcie mówić o mistrzu z przypadku; z czasem był jednak coraz lepszy i zadomowił się w czołówce, przynależność doń potwierdzając mistrzostwem świata w 2007 roku w Sapporo. Obecny sezon był już popisem Ammanna, który od pierwszych zawodów dzielnie walczył z szeroką koalicją Austriaków i potrafił uciec przed nią na czoło Pucharu Świata. Bomba miała wybuchnąć na igrzyskach.

To było show Ammanna. Znów wszyscy patrzyli na niego z podziwem i zdumieniem. Teraz jednak rozpływano się już tylko nad formą Szwajcara, który w Whistler odlatywał wszystkim rywalom z rzadko spotykaną lekkością. Na tle rywali wyglądał jak zawodnik z innej kategorii, przerastający resztę stawki o klasę. Czary?

Być może, ale nie wszyscy chcą poprzestać na magii i klasie zawodnika - sfrustrowani Austriacy wietrzą spisek, twierdząc że Amman skacze daleko dzięki nieprzepisowym wiązaniom, tak jakby to one same latały. Małe to, niesmaczne i niepoważne, zwłaszcza z ust ludzi, którzy zawsze balansowali na granicy przepisów, wyszukując kolejne nowinki technologiczne. Tak jak choćby kombinezony z opuszczonym krokiem, mającym zwiększyć powierzchnię lotną zawodnika, które Austriacy zaproponowali kilka sezonów temu.

Ammann dokonał czegoś niebywałego - nie było zawodnika, który zdobył cztery indywidualne medale na igrzyskach olimpijskich. Żal tylko, że dokonał tego kosztem Adama Małysza. Gdyby nie Szwajcar, wszyscy dziwiliby się jakim cudem to Małysz tak łatwo i daleko odlatuje innym skoczkom...

czwartek, 18 lutego 2010

Pierwsze pięć dni XXI Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver mocno dały się we znaki organizatorom. Problemy z olimpijskim zniczem, torem saneczkarskim, lodem na torze łyżwiarstwa szybkiego czy zabezpieczeniem tras biegowych w Whistler to nie wszystkie plagi egipskie jakie spadły na kanadyjskich gospodarzy. Jedną z większych wpadek było zamieszanie na starcie biathlonowych biegów na dochodzenie.

Sędziowie najpierw zbyt długo trzymali na starcie kobiet Annę Carin Olofsson, Walię Semerenko i Simone Hauswald, by na starcie biegu mężczyzn Jeana Phillippe'a Leguelleca i Jeremy'ego Teelę wystartować kilkanaście sekund wcześniej niż powinni. Zamiast powtórzyć start zdecydowano się natychmiastowo dodać różnice czasowe. I tak, mimo, iż Olofsson na mecie zameldowała na szóstym miejscu elektroniczny pomiar czasu ku zdziwieniu niezorientowanych kibiców i komentatorów telewizyjnych dawał jej miejsce czwarte.

Bulwersujący nie jest sam fakt pomylenia kolejności startowej, ale to, że przydarzył się on nie w jednym, a w dwóch biegach tego samego dnia. Nie wyciągnięto zatem konsekwencji po wpadce w biegu kobiet i powtórzono ten sam błąd w biegu mężczyzn.

Norbert Baier, delegat techniczny z ramienia Międzynarodowej Unii Biathlonu, cały incydent zrzuca na karb braku koncentracji ze strony sędziów. Baier, który odbył już z nimi rozmowę wychowawczą, zapewnia, że drugi raz taka sytuacja już się nie powtórzy. Można mu wierzyć, gdyż pozostałe trzy konkurencje w programie igrzysk rozegrane zostaną ze startu wspólnego lub interwałowego, przy których nie ma większej filizofii.

W ostatnich latach podobne wydarzenia w biathlonowym świecie miały miejsce tylko raz. W marcu 2009 roku podczas zawodów w Chanty Mansyjsku sędziowie za długo przytrzymali na starcie Ole Einara Bjoerndalena. Wówczas zdecydowano się cofnąć zawodników i powtórzyć start, mimo, że startujący jako pierwszy Arnd Peiffer zdołał już nawet zameldować się na pierwszym punkcie pomiaru czasu.

środa, 17 lutego 2010

Magdalena Neuner.

Jesteś piękny, młody i stosunkowo bogaty. Całe życie stoi przed Tobą otworem, ale jesteś już spełniony zawodowo. Piękny sen? Niektórzy śnią na jawie. Ot, Magdalena Neuner - mistrzyni olimpijska w biegu na dochodzenie.

Bezpośrednio przed igrzyskami olimpijskimi Niemka wdrapywała się na podium siedem razy z rzędu. Ósmy raz wskoczyła na nie już w Whistler. Srebrny medal w sprincie był świadectwem znakomitej formy; zdejmował presję, ale jednocześnie zaostrzał apetyt na coś więcej w biegu na dochodzenie. Drugie miejsce to przecież świetna pozycja do ataku na sam szczyt. I rzeczywiście - pościg za Anastazją Kuzminą, a później ucieczka przed rosyjską Słowaczką zakończyły się sukcesem i radością z mistrzostwa olimpijskiego. Niekoniecznie ostatniego wywalczonego na tych igrzyskach…

Gdyby Neuner była Polką, wszyscy nazywaliby ją Złotkiem. Złote włosy, kilogramy złotych krążków wiszących na szyi. Ten olimpijski jest już siódmym w rywalizacji seniorek, a przecież solidny pęczek pochodzi jeszcze z czasów juniorskich. Gdzieś stoją też cztery kryształowe kule – duża, za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, i trzy małe do towarzystwa.

Nikt nie wątpi w to, że złota kolekcja będzie się powiększać. Neuner ma dopiero 23 lata i jeszcze wiele okazji do wygrywania przed nią.

Chyba, że znów zrobi jakieś głupstwo i przegra sama ze sobą. Tak jak w ubiegłorocznym biegu masowym w Anterselwie. Prowadziła wtedy Neuner zdecydowanie, ostatnie pięć pocisków miała wystrzelić spokojnie i przypieczętować pewne – wydawało się – zwycięstwo. Chybiła wszystkie. Niemiecki trener rwał włosy z głowy, kibice - jak zapewne rzekłby klasyk - przecierali oczy ze zdumienia, a sprawczyni zamieszania biła się z myślami podczas biegania karnych rund. Zamiast wygrać, była szósta.

Każdy czasami bywa gapą, to takie ludzkie. Kibice wybaczą. Trener też. W końcu taka złota gapa to prawdziwy skarb.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Vincent Jay.

Igrzyska nie zawsze są sprawiedliwe dla legend i faworytów, bywają za to nadmiernie łaskawe dla nuworyszów, przeciętniaków i farciarzy. Wyskakują raz, jak diabeł z pudełka, zabierając to, na co inni pracowali wiele lat, nieustannie potwierdzając swoją klasę. Bo umiejętności, regularność, forma i bogate dossier to nie wszystko. Trzeba mieć też dużo szczęścia i cieszyć się przychylnością niebios, żeby nie zasypały marzeń śniegiem. Tak jak Vincent Jay.

Whistler to dla Jaya prawdziwa ziemia obiecana. Rok temu to właśnie tutaj Francuz wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata, tutaj został sensacyjnym mistrzem olimpijskim w sprincie. Poza Kanadą było już bardzo niewyraźnie – przez kilka lat startów w PŚ Jay wypocił zaledwie trzy miejsca w czołowej dziesiątce…

Jay jest drugim francuskim mistrzem olimpijskim w biathlonie. Cztery lata temu w Turynie bieg na dochodzenie wygrał Vincent Defrasne, którego długo będziemy pamiętać z tego, w jak fantastyczny sposób ograł na finiszu Ole Einara Bjoerndalena. O tym, jak zapamiętamy Jaya zadecydują następne lata. Przecież dzisiejszy wybryk natury może być - choć tak trudno w to teraz uwierzyć - początkiem prawdziwej, wielkiej kariery Francuza.

I tylko ciekawe, co o tym wszystkim myśli sobie Raphael Poiree? Jemu na igrzyskach wygrać się nie udało, a przecież siedem razy zdobywał mistrzostwo świata i cztery razy triumfował w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata…

 
1 , 2
Tagi