Wpisy z tagiem: skarb kibica
sobota, 27 sierpnia 2011
Drugi rok z rzędu kontuzje uniemożliwiają starty rewelacji ostatnich mistrzostw świata Kamili Chudzik. Wiele wskazuje na to, że w Daegu nie odczujemy jednak jej braku aż tak boleśnie. Wysoką formę udało się wypracować 27-letniej Karolinie Tymińskiej. Zawodniczka ta ma za sobą już kilka udanych startów w ważnych zawodach – siódme miejsce na igrzyskach olimpijskich, piąte na mistrzostwach Europy, ale do strefy medalowej ciągle brakowało punkcików. Rekord życiowy z tego sezonu dałby jej podium w trzech ostatnich mistrzostwach świata i jest lepszy od tego Chudzik. To może być ten moment kiedy Tymińska wyjdzie z własnego cienia. Karolina Tymińska, siedmiobój Przedstawiamy również sylwetki czterech uczestników najdziwniejszej konkurencji lekkoatletycznej, czyli chodu sportowego. Najwięcej satysfakcji powinniśmy mieć po starcie Grzegorza Sudoła, który już w Berlinie otarł się o medal. Rafał Augustyn, chód na 20km Rafał Fedaczyński, chód na 50km Rafał Sikora, chód na 50km Grzegorz Sudoł, chód na 50km
piątek, 26 sierpnia 2011
Od igrzysk w Pekinie niezmiennie w dobrej formie, ale po złocie igrzysk zdołał wywalczyć już tylko dwa srebra. W tym sezonie dalej od Tomasza Majewskiego pchało jednak aż sześciu miotaczy. Część pchała jednak daleko tylko na początku sezonu, pozostali czynili to tylko na swoim terytorium. Atutem Polaka jest równa forma przez cały sezon niezależnie od miejsc startów. Niewykluczone jednak, że zawody będą na tak wysokim poziomie, że nawet rzuty powyżej 21m mogą nie dawać medalu. Tak było chociażby podczas ostatniego starcia tytanów na Halowych Mistrzostwach Świata w Dausze. Tomasz Majewski, pchnięcie kulą Piotr Małachowski na papierze to obecnie czwarty dyskobol świata – takie miejsca zajmuje na liście światowej i w rankingu Diamentowej Ligi, w której zresztą triumfował przed rokiem. Ostatnio ciągle mu coś dolega, ale bolało go także przed Berlinem i Barceloną, a medale z Niemiec i Hiszpanii przywoził. Podczas ostatniego startu przed wylotem do Azji Małachowski przegrał jednak złoto z 22-letnim Przemysławem Czajkowskim (swoją drogą szkoda, że nie będzie go w Daegu – w jego wieku Małachowski miał podobny rekord życiowy). Na tarczy przylatywał także z Rio de Janeiro gdzie walczył o medal mistrzostw wojskowych. Tam właśnie zaczęły się jego problemy ze zdrowiem, które mogą skutecznie odebrać mu argumenty w walce o medale. Piotr Małachowski, rzut dyskiem W gazie za to jest Żaneta Glanc, która podczas niedawno zakończonej Uniwersjady w Shenzen zdobyła złoty medal ustanawiając nowy rekord życiowy. Już przed dwoma laty podopieczna Jerzego Sudoła sprawiła miłą niespodziankę zajmując czwarte miejsce. To właśnie Glanc jako pierwsza, bo już drugiego dnia mistrzostw stanie przed szansą zdobycia pierwszego medalu dla Polski w Daegu. Żaneta Glanc, rzut dyskiem Gdy Szymon Ziółkowki zaliczał swój debiut w mistrzostwach świata mały Paweł Fajdek sposobił się do pójścia do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Ziółek to żyjąca legenda polskiej lekkoatletyki. Mistrz olimpijski, zdobywca kompletu medali mistrzostw świata pomimo 35 lat nie myśli o zakończeniu kariery i choć w tym roku 80m jeszcze nie przekroczył to i tak powinien zakręcić się koło podium. W końcu w Helsinkach i Berlinie też nie przerzucał tej magicznej dla młociarzy granicy, a na podium stał. Fajdek to kolejny owoc trenerskiej pracy Czesława Cybulskiego - wychowawcy Ziółkowskiego i Anity Włodarczyk. 21-latek zajął w tym sezonie drugie miejsce w Drużynowych Mistrzostwach Europy, triumfował w Młodzieżowych Mistrzostwach Europy i na Uniwersjadzie. Jeśli nie odpali w Daegu to na pewno za rok w Londynie. Szymon Ziółkowski, rzut młotem Paweł Fajdek, rzut młotem Złoty medal i rekord świata Anity Włodarczyk w Berlinie z perspektywy dwóch lat ma słodko-gorzki smak. Z jednej strony wprowadził ją do panteonu gwiazd światowej lekkoatletyki, ale z drugiej strony kontuzja odniesiona w wyniku nadmiernej radości po udanym rzucie rozpoczęła trwające już drugi sezon wizyty w gabinetach lekarskich. W tym roku Polka startowała tylko dwa razy. W czerwcu w Szczecinie rzuciła tylko 69.62m, co nie dawało nawet biletu do Daegu. Włodarczyk jak każdy obrońca tytułu ma co prawda start zapewniony z automatu, ale PZLA wahał się czy w przypadku tak słabej dyspozycji Anity nie zostawić jej w kraju. Zawodniczka rozwiała jednak wątpliwości rzucając 73.05 podczas mistrzostw kraju w Bydgoszczy. Niewątpliwie stać ją na rzuty dalsze jeszcze o co najmniej dwa metry co powinno dać medal. Z Joanną Fiodorow podobnie jak z trójskoczkinią Anną Jagaciak. Jako medalistka Młodzieżowych Mistrzostw Europy z tego roku jedzie do Daegu pomimo braku minimum A - niejako w nagrodę, ale zarazem po naukę. Anita Włodarczyk, rzut młotem Joanna Fiodorow, rzut młotem Kariera byłego mistrza świata juniorów nie potoczyła się tak jak powinna. Igor Janik w dorosłym sporcie medale kolekcjonuje tylko na Uniwersjadzie (ma już komplet: złoto, srebro i brąz). Od czasu do czasu zdarzy mu się daleki rzut, ale dzieje się to zdecydowanie zbyt rzadko by móc liczyć na jakąś niespodziankę w jego wykonaniu. Igor Janik, rzut oszczepem
W Berlinie Anna Rogowska wykorzystała chwilową słabość Isinbajewej i sięgnęła po niespodziewane złoto. Jak będzie w tym roku? Gdyby w czasie konkursu na sopockim molo Rogowskiej nie pękła tyczka raniąc dłoń to w ciemno można by obstawiać, że trzydziestolatka stanie na podium. I choć Rogowska zapewnia, że z ręką już wszystko w porządku to straconych dni treningu oraz pewności siebie sprzed wypadku nikt jej już nie zwróci. Z drugiej strony długo można wymieniać przykłady sportowców, którzy po kontuzji wracali do rywalizacji w wielkim stylu. Oby było tak i tym razem. Monika Pyrek, która z pięciu dotychczasowych startów w MŚ aż trzykrotnie przywoziła medale, po raz pierwszy nie zalicza się do grona faworytek. Mająca problemy zdrowotne szczecinianka skoczyła w tym sezonie 4,60m, czyli dokładnie tyle, ile trzeba skoczyć by awansować do finału. I to chyba kres obecnych możliwości Pyrkównej. Anna Rogowska, skok o tyczce Monika Pyrek, skok o tyczce Równie duże, jeśli nawet nie większe, szanse medalowe mamy w tym roku w tyczce mężczyzn. Rewelacją tego roku jest Paweł Wojciechowski, który wysoką formę utrzymuje od sezonu halowego, a jej potwierdzeniem jest niedawny skok na wysokości 5,91m, który dał mu prowadzenie na listach światowych. Niedaleko w tyle za młodym Wojciechowskim pozostają niewiele starsi Łukasz Michalski i Mateusz Didenkow, którzy przy swoich dobrych skokach i pomyślnym rozwoju konkursu także powinni włączyć się do walki o czołowe lokaty. Nie zapominajmy, że w obwodzie pozostaje kontuzjowany w tym sezonie Przemysław Czerwiński, który w Barcelonie wyskakał nam brąz. Łukasz Michalski, skok o tyczce Paweł Wojciechowski, skok o tyczce Mateusz Didenkow, skok o tyczce Przed dwoma laty w swoim debiucie Teresa Dobija wykonała plan maksimum awansując do finału i nie zajmując w nim ostatniego miejsca. Nic od tamtego czasu się nie zmieniło. Łodzianka poprawiła co prawda rekord życiowy, ale tylko o cztery centymetry. Cel pozostaje zatem niezmienny – awans do finału. Teresa Dobija, skok w dal Ostatnią polską finalistką mistrzostw świata w trójskoku była świetna wieloboistka Urszula Włodarczyk, która dokonała tego wyczynu w 1993 roku. To były jednak początki tej konkurencji i tak wynik, który wówczas osiągnęła – 13,80 – dzisiaj nie uprawnia nawet do wyjazdu na mistrzostwa. Wynik, którym legitymuje się w tym sezonie 21-letnia Anna Jagaciak również jest słabszy od ustalonego przez IAAF minimum A. Polski Związek Lekkoatletyki poszedł jednak brązowej medalistce tegorocznych Młodzieżowych Mistrzostw Europy na rękę i podarował wielkopolance bilet do Korei. Do Berlina na podobnych zasadach jechał Sylwester Bednarek, co skończyło się na medalu. W trójskoku niespodzianki takiego pokroju zdarzają się jednak dużo rzadziej. Anna Jagaciak, trójskok
czwartek, 25 sierpnia 2011
Organizatorzy mistrzostw postanowili trochę namieszać w skostniałym programie zawodów i prestiżowy bieg na 800m, który tradycyjnie rozgrywany był ostatniego dnia mistrzostw, w Daegu rozpocznie się już w południowej sesji pierwszego dnia. Nie powinno mieć to jednak wpływu na dyspozycję Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota. Dla obu naszych etatowych fajterów będzie to drugi start w mistrzostwach świata. Do Berlina przyjeżdżali po naukę, w Daegu mają już predyspozycje by tej nauki udzielać rywalom. Przez ostatni rok Polacy kompletnie zdominowali swoją konkurencję w Europie. Obaj stawali na podium mistrzostw kontynentu na stadionie i w hali. Na świecie od lat dominują Kenijczycy, ale jaskółki w postaci Buchera czy Borżakowskiego pokazują, że biali wcale nie są na straconej pozycji. Marcin Lewandowski, 800m Adam Kszczot, 800m Mistrzostwa w Daegu już bez Lidii Chojeckiej. Honoru Polski na dystansie 1500m bronić będzie Renata Pliś. Zawodniczka Maratonu Świnoujście poprawiła w tym sezonie rekord życiowy o ponad dwie sekundy. Już w sezonie halowym prezentowała się świetnie zajmując czwarte miejsce na halowych mistrzostwach Europy w Paryżu. Jeśli przez ostatni miesiąc nie straciła dobrej formy powinna wywalczyć awans do półfinału. Renata Pliś, 1500m Ostatni raz w finale biegu na 3000m przez przeszkody podczas mistrzostw świata Polak pobiegł w 1983 roku. Skuteczność mamy więc stuprocentową, bo Bogusław Mamiński sięgnął wówczas po tytuł wicemistrzowski. Od tego czasu podział sił w tej konkurencji na świecie uległ znacznemu przeobrażeniu. W finałowej dwunastce biegu z 1983 roku znalazł się tylko jeden Afrykańczyk, pośród najlepszej piętnastki przeszkodowców sprzed dwóch lat było tylko dwóch rodzimych Europejczyków. Jak w tej rzeczywistości odnajduje się Łukasz Parszczyński? Rekord życiowy, który ustanowił w tym sezonie jest aż o czternaście sekund lepszy od poprzedniego, co pozwala mu zajmować 17. miejsce na listach światowych i 4. na listach europejskich. Na niekorzyść Polaka przemawia jednak fakt, że tak świetny występ udał mu się tylko raz i to na początku lipca. Łukasz Parszczyński, 3000m przez przeszkody |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Sportowo
Ciekawe
Zmieszaj autora z błotem
Tagi
|