Na stadionach Polski i Świata.

Wpisy z tagiem: Grecja

niedziela, 13 czerwca 2010

Polscy trenerzy lubią się czasami dowartościować i opowiadają, że to właśnie oni kładli podwaliny pod sportowe sukcesy innych nacji. Jedna z tych dobrze znanych historii opowiada o wpływie tzw. polskiej myśli szkoleniowej na greckie piłkarstwo. W Helladzie z dużym powodzeniem pracowali przecież Kazimierz Górski i Jacek Gmoch, z mniejszym Andrzej Strejlau, a na chwilę wpadł nawet sam Grzegorz Lato.

Zwykle takie historie budzą tylko łagodny uśmieszek, bo są podatne na przesadę, a prawda z fałszem jest zmieszana w nieznanych proporcjach. W tej chyba jednak rzeczywiście coś jest na rzeczy, bo widać nawet pewne podobieństwo - im dłużej patrzyłem na męki Greków w meczu z Koreą Południową, tym bardziej przypominali mi Polaków z trzech ostatnich turniejów.

I to wcale nie przez skojarzenia z wydarzeniami sprzed ośmiu lat. Wtedy to my o 13:30 czasu warszawskiego rozpoczęliśmy mecz z Koreą. Też mogliśmy pierwsi strzelić gola, ale - jak Grecy - przegraliśmy 0:2. Styl był tak samo przygnębiający, więc szybko stało się jasne, że na tym mundialu już nic dobrego z tego nie będzie, choć przecież w teorii nie wszystko jeszcze przegrane. Już za chwilę przecież mecz o wszystko...

No właśnie, styl. To on najbardziej przypomina ostatnie turniejowe, ehm, harce biało-czerwonych - piłkarze Otto Rehhagela są równie nieporadni i toporni. Po boisku przesuwają się ślamazarnie, nieudolnie konstruują natarcia, wykonywane przez nich rzuty rożne i wolne to w zdecydowanej większości tylko strata czasu, a pod własną bramką grają tak, że można zacząć podejrzewać sabotaż. Oba gole w meczu z Koreą stracili w sposób przedziwny. Pierwszego przez nieruchawą strefę, ustawioną w polu bramkowym - tworzący ją piłkarze przypominali raczej wbite w boisko tyczki, a nie obrońców chcących przeszkodzić rywalowi w zdobyciu gola (pamiętacie pierwszą bramkę, którą strzelił nam Ekwador?). Drugi, po dziecinnej stracie Lukasa Vyntry, był równie absurdalny i na liście największych baboli tego mundialu będzie bardzo wysoko.

Wrażenie ogólne też takie jak po ostatnich występach Polaków - Grecy nie pasują do tego towarzystwa. Jeżeli mieli swoim występem poprawić humor mieszkańców pogrążonego w kryzysie państwa, to na razie stało się zupełnie inaczej - sprawili kolejną przykrość.

Zorba, gdyby w ogóle go to obchodziło, powiedziałby pewnie coś o katastrofie. Tylko że nie pięknej, a paskudnej.

Tagi